środa, 14 kwietnia 2021

PACHNIDŁA DO DOMU - MIKANI CANDLES (RABAT -10%)

PACHNIDŁA DO DOMU - MIKANI CANDLES (RABAT -10%)
    Muszę się Wam do czegoś przyznać...
Oszalałam na punkcie pachnących świec! Uwielbiam to, jak pięknie wypełniają wnętrze zapachem, jak nadają mu takiej przytulnej aury. I oszalałam na ich punkcie do tego stopnia, że obdarowuję nimi wszystkie bliskie mi osoby. 
No i dziś w związku z tym moim świeczkowym szaleństwem mam dla Was post o naturalnych świecach wytwarzanych przez pewną małą, polską markę MIKANI CANDLES.

mikani candles
 
Najpierw jednak kilka słów o samych świecach i wosku.


CZEMU RODZAJ ŚWIECY JEST WAŻNY? 

    Jeszcze jakiś czas temu jedynym kryterium, jakim kierowałam się przy wyborze świec był ich zapach. Zakupiłam kilka świec pewnej znanej marki i podczas ich palenia zauważyłam, że strasznie kopcą. Było to dla mnie tym bardziej zastanawiające, bo pilnowałam długości knota, czasu palenia i wszystkich innych zasad dotyczących palenia świec zapachowych w pomieszczeniach. Z ciekawości zaczęłam czytać, analizować skład świec i szukać informacji na ten temat. Co się okazało? Może nie odkryję teraz Ameryki, ale na pewno nie wszyscy to wiedzą.
          Większość świec zapachowych jest niestety na bazie parafiny, która podczas spalania wydziela substancje szkodliwe dla naszego organizmu. Oczywiście po wypaleniu jednej czy dwóch świec nie odczujemy żadnych skutków ubocznych, jednak substancje te mogą kumulować się w naszym organizmie i dać o sobie znać w przyszłości. Jakie to substancje? Toluen, benzen, ftalany... Wszystkie te substancje unoszą się w powietrzu podczas spalania świecy i mogą mieć realny wpływ na nasze zdrowie. Benzen jest substancją rakotwórczą i może powodować silne zatrucie. Toluen, który uszkadza układ nerwowy i tak jak ftalany, może wywołać wady płodu. Warto narażać własne zdrowie dla świeczki w pięknym słoiku, gdy na rynku dostępne są naturalne i bezpieczne alternatywy? Moim zdaniem nie.

 

ŚWIECE SOJOWE

    Choć nie są jedyną alternatywą dla świec parafinowych, to jednak takie ostatnią wybieram najczęściej. Wosk sojowy jest wegański, ponieważ powstaje z ziaren soi. Jest tym samym całkowicie biodegradowalny a usunięcie takiego wosku jest dużo łatwiejsze, ponieważ wystarczy ciepła woda i odrobina mydła by po plamie nie było śladu. Czas palenia świec sojowych jest dużo dłuższy bo o około 30-50% względem świec parafinowych, dzięki czemu dłużej możemy cieszyć się pięknym zapachem. Wosk sojowy nie zawiera żadnych toksycznych substancji i pali się czystym płomieniem. Pozbawiony jest niepotrzebnych substancji zapachowych,  ponieważ do wyrobu świec wykorzystywane są wyłącznie naturalne olejki eteryczne a i sztucznych barwników w nich nie znajdziecie, gdyż najczęściej występują w naturalnym "mlecznym" kolorze. Są bezpieczne dla zdrowia dorosłych, dzieci i zwierząt. Czy jeszcze kogoś trzeba przekonywać? ;)


MIKANI CANDLES :klik:

    Czy może być coś lepszego, niż polskie, ręcznie wytwarzane świece sojowe z drewnianym knotem? Zapakowane w piękne, szklane pojemniki, które po wypaleniu świecy można śmiało wykorzystać do dekoracji czy przechowywania? Ja jestem totalnie zakochana. Tym bardziej, że ceny w sklepie Mikani naprawdę nie są wygórowane. Świece dostępne są zarówno w prostych, matowych lub błyszczących, szklanych pojemnikach, jak i w ozdobnych słoiczkach różnego rodzaju. Każda świeca dostępna jest w kilku wariantach zapachowych, z których na pewno każdy wybierze coś dla siebie. W sumie jest aż 9 różnych zapachow: bergamotka z pomarańczą,  biało czarna czekolada, drzewo sandałowe z wanilią,  dżem jerzynowy, lody waniliowy, mango, owoce tropikalne,  pina colada oraz pomelo. 

 

    W paczce dostałam dwie świece sojowe o pojemności 270 ml, woskową zawieszkę i dwie pyszne krówki. A że jestem miłośniczką słodkości, wchłonęłam je zaraz po zrobieniu zdjęć :P Pierwsza świeca o zapachu mango :klik: w błyszczącym czarnym kubeczku już po rozpakowaniu przywitała mnie aromatem soczystego, dojrzałego mango. Nie paliłam jej jeszcze. Zostawiłam ją sobie na cieplejsze dni, gdyż takie owocowe aromaty preferuję palić w cieplejszych miesiącach. Zawieszka z zatopionymi w niej suszonymi kwiatami tak intensywnie pachnie czekoladą, że chciałoby się ją zjeść do porannej kawy. Krówki... pyszne! Ale świeca, którą pokochałam od razu ma zapach... lodów waniliowych. Ten zapach tak mnie zauroczył, że dobre kilkanaście minut po jej rozpakowaniu siedziałam z nosem w tym kubeczku a P patrzył na mnie jakbym była nawiedzona xD 
 

Miłość totalna! 

    Świeca w kubeczku z czarnego, matowego szkła :klik: wygląda bardzo elegancko i świetnie współgra z "kremowym" zapachem. Myślę, że dzięki swojej prostocie będzie ozdobą każdego wnętrza. A zapach? O mamo! Wanilia przełamana śmietanką. Na sucho pachnie dość słodko ale po rozpaleniu ta słodkość jest bardzo delikatna i przyjemna. Zapach pięknie otula całe pomieszczenie delikatnym zapachem, który wbrew pozorom nie jest przytłaczający czy duszący. Dzięki temu, że knot jest drewniany, świeca pali się dużym płomieniem, który delikatnie skwierczy. No i wygląda pięknie, bo płomień "tańczy" jak w ognisku.

 
Jeśli tak, jak ja, jesteście miłośnikami świec zapachowych, to bardzo Was zachęcam do odwiedzenia sklepu internetowego Mikani, gdzie możecie nabyć te cudnie pachnące świece.

Dodatkowo, z moim kodem, możecie nabyć te wszystkie pachnidła o 10% taniej

Wystarczy podczas zamówienia wpisać SYS.WYS. Kod na ten moment nie jest ograniczony czasowo, więc możecie go sobie zapisać i wykorzystać w dowolnym momencie, lub wysłać znajomym :)


środa, 7 kwietnia 2021

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 20 - SENELLE OD TOPESTETIC

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 20 - SENELLE OD TOPESTETIC
Hej!

    Mam nadzieję, że Święta Wielkanocne minęły Wam spokojnie i udało się Wam choć trochę odpocząć ;) My w tym roku odwiedziliśmy razem i moją rodzinę i bliskich mojego P. Święta objazdowe, ale w związku z tym, że starszyzna jest już zaszczepiona można było wszystkich odwiedzić bez obaw :)



Dziś przygotowałam dla Was kolejny post kosmetyczny, który powstał przy współpracy ze znanym Wam już na pewno sklepem TOPESTETIC. W dzisiejszej recenzji opowiem Wam o marce SENELLE oraz dwóch produktach z ich oferty. Ciekawi? No to zapraszam dalej ;)

SENELLE :klik:


    Naturalne surowce i dbałość o piękno kobiet to coś, co bardzo dobrze opisuje tę polską markę. Jej twórcom zależy na tym, by każda kobieta odnalazła w kosmetykach Senelle cząstkę siebie. Ta polska marka stawia na naturalne składniki i innowacje w sposobie ich pozyskiwania. Senelle produkuje kosmetyki odpowiednie dla wegan i wegetarian i nie testuje swoich kosmetyków na zwierzętach. Ponadto marka została wybrana Kobiecą Marką roku 2018.

DEIKATNY ŻEL SAPONINOWY :klik:


    Żel do mycia twarzy na bazie hydrolatu z róży damasceńskiej sprawdzi się w codziennej pielęgnacji skóry twarzy bez względu na jej typ czy wrażliwość. Oprócz tego, że oczyszcza skórę, to także tonizuje ją i nawilża jednocześnie regulując wydzielanie sebum. Żel saponinowy został zapakowany w prostą butelkę z klasyczną pompką, która dozuje odpowiednią porcję kosmetyku. W składzie, oprócz wspomnianego już destylatu z róży damasceńskiej, znajdziemy wyciąg z owoców brzoskwini, szyszek chmielu oraz kory mydłoki. Alantoina i pantenol działają kojąco, regenerująco i przeciwzapalnie a kwas cytrynowy rozjaśnia i wygładza skórę.



    Zacznę może od tego, że opakowanie niczym szczególnym się nie wyróżnia i znając mnie, nie sięgnęłabym po ten żel w sklepie, gdyż często kupuję "oczami" :P No i błąd, bo żel zaskakuje działaniem od pierwszego użycia. Żel pachnie nietypowo, choć w dziwny sposób znajomo, konsystencję ma klasyczną. Mimo, że żel nie pieni się zbyt mocno, dobrze rozprowadza się na skórze i łatwo spłukuje.
    Co do działania to naprawdę jestem pozytywnie zaskoczona. Świetnie oczyszcza skórę i domywa resztki makijażu, nie szczypie w oczy i nie podrażnia skóry. Twarz po umyciu jest wygładzona, nie jest ściągnięta ani wysuszona. Żel jest bardzo wydajny i już jedna pompka wystarczy na umycie całej twarzy. Wydajność żelu to duży atut, od kiedy mój P dał się przekonać do mycia twarzy żelem do tego przeznaczonym :P Co ciekawe, saponinowy żel do mycia twarzy pomaga goić wszelkie wypryski czy drobne rany lub zadrapania. W dwóch słowach - świetny kosmetyk. Na pewno kiedyś do niego wrócę.

REWITALIZUJĄCE SERUM OLEJOWE :klik:


    Klasyczna, szklana buteleczka wyposażona w pipetę kryje w sobie serum, którego zadaniem jest między innymi wygładzanie, redukcja zmarszczek, rozjaśnienie i poprawa kolorytu skóry. Olejowe serum do twarzy jest odpowiednie dla każdego typu cery a szczególnie dobrze sprawdzi się w przypadku cery szarej, pozbawionej blasku i zmęczonej. Może być stosowane zarówno na dzień, jak i na noc, solo lub pod krem. Skład serum bogaty jest w różnego rodzaju oleje : ten z nasion słonecznika jest emolientem, który działa nawilżająco i ochronnie, olej ze słodkich migdałów wykazuje działanie wtórnie nawilżające zapobiegając utracie wody, olej z nasion pomidorów odbudowuje warstwę hydrolipidową skórę i pełni rolę naturalnego filtra słonecznego. Olej z lnu zmiękcza i regeneruje skórę, działa łagodząco i przeciwzmarszczkowo, olej jojoba wzmacnia i odżywia skórę a wyciąg z kory i nasion kakaowca poprawia jej napięcie. Zastosowana w tym serum stabilna witamina C Tetra E ma silne działanie przeciwstarzeniowe, rozjaśnia przebarwienia i blizny i ujędrnia skórę przez syntezę kolagenu. Oprócz tego wszystkiego mamy tu jeszcze tocopherol, wyciąg z korzenia dębu, olej kokosowy a także wyciąg z lawendy.

 
    Serum ma bardzo delikatny, przyjemy zapach, który kojarzy mi się ze słonecznym latem. Mocno olejowa formuła na pewno nie każdemu przypadnie do gustu, choć według mnie jest to kwestia przyzwyczajenia ;) Wystarczą trzy małe kropelki zaaplikowane bezpośrednio na skórę, by otulić twarz i szyję warstwą kosmetyku. Oczywiście serum zawsze aplikuję na skórę zwilżoną hydrolatem, gdyż pozwala to równomiernie rozprowadzić kosmetyk na całej powierzchni. Początkowo stosowałam serum i rano i wieczorem, obecnie nakładam je jedynie na noc. Wszystko dlatego, że po kilku dniach serum zaczęło mnie zapychać. Niestety niektóre oleje występujące w składzie mogą działać komedogennie. Konkretnie to olej ze słodkich migdałów i olej z nasion słonecznika. Po ograniczeniu do stosowania serum wyłącznie na noc skóra zdecydowanie się uspokoiła a wypryski zniknęły. Poza tym serum działa naprawdę świetnie. Skóra jest napięta i gładka. Twarz wygląda promiennie a drobne zmarszczki są wypełnione. Mam nadzieję, że z biegiem czasu efekty będą coraz bardziej widoczne. Tego mi było trzeba na wiosnę :)

 
Jestem bardzo ciekawa, czy znaliście wcześniej kosmetyki marki SENELLE, bo sklep TOPESTETIC na pewno doskonale znacie  ;)

 

Poprzedni post z tej serii: KOSMETYCZNE RECENZJE PART 19 - JOWAE OD TOPESTETIC

środa, 24 marca 2021

FOTOMODELING PART 10 - ROCKY RABBIT 2016

FOTOMODELING PART 10 - ROCKY RABBIT 2016
    Cześć i czołem! Obiecałam sobie ostatnio, ze będę częściej publikować posty, wiec oto jestem! I choć pierwotnie miał się tu dziś pojawić zupełnie inny post z nowej serii, to nastąpiła mała zmiana planów i będzie dziś post fotomodelingowy. Tym samym zapraszam do czytania i oglądania!
 

 
    Odkąd zaczęłam pozować do zdjęć byłam świadoma tego, że modeling jako taki nie jest dla mnie. Dziewczyny na wybiegach czy w sesjach lookbookowych mają minimum 173cm wzrostu, są szczupłe, mają proporcjonalne ciała i charakterystyczne buzie. Z moim szczupłym ale widocznie umięśnionym ciałem i całymi 167 cm wzrostu nie miałam co do tego złudzeń ale też nigdy nawet nie było to moim marzeniem. Fotomodeling w zupełności mi wystarczał. Jednak w 2016 roku z propozycją współpracy odezwała się do mnie na instagramie managerka pewnej firmy odzieżowej. W związku z nową linią chcieli zaprosić mnie do współpracy przy tworzeniu zdjęć nowej kolekcji ubrań Rocky Rabbit. Ta propozycja zupełnie mnie zaskoczyła ale z radością i nieskrywaną ciekawością ją przyjęłam. 
  
 
    Happy Mum, bo tak nazywa się ta polska marka, to producent i dystrybutor odzieży dla kobiet w ciąży, mam i ich dzieci. Niektóre z sukienek czy bluz ma dzięki ukrytym zamkom opcje karmienia piersią. Co śmieszne, nie zauważyłabym tego, gdyby mi nie powiedzieli :P więc to serio dyskretne udogodnienie ;) Patrząc na to z boku nawet teraz nie wpasowałabym się w ich target ale też nie tym kierowali się przy wyborze modelek. Już w pierwszej wiadomości dowiedziałam się, że złożyli mi propozycje głównie dlatego, że spodobała im się naturalność, uśmiech i ta odrobina luzu. To wszystko chcieli mieć na zdjęciach i tego oczekiwali ode mnie, jako modelki. Sami zaraz ocenicie, czy udało mi się sprostać tym wymaganiom ;)

    Tym sposobem spakowałam się i pojechałam do Olsztyna na swoje pierwsze fotomodelkowe płatne zlecenie! Zdjęcia odbywały się w szkole językowej dla dzieci Playschool w Olsztynie, fotografem był Piotr Ratuszyński - fantastyczny fotograf i świetny facet. Makijażystka zadbała o makeup wszystkich modelek, dziewczyny z Happy Mum wybierały kolejne stylizacje. Oprócz mnie na sesji była jeszcze jedna dziewczyna i co najbardziej istotne...gromadka BARDZO energicznych dzieci
 
 
    Jako totalnie zielona w temacie zdjęć ubrań próbowałam się przygotować, ćwiczyłam pozy (xD) i generalnie próbowałam sobie wyobrazić jak to będzie na tej sesji. Jak się pewnie domyślacie, niewiele to miało wspólnego z rzeczywistością. Oprócz tego, że musisz zaprezentować ubranie to musisz też "wejść w rolę" i ogarniać otoczenie, dzieci itp. A praca z maluchami do najłatwiejszych nie należy. Dzieci, szczególnie te młodsze, szybko się nudzą, dekoncentrują, mają humory i generalnie rozrabiają. Wyobraźcie sobie sytuację, w której fotograf robi zdjęcie jednemu z maluchów a za fotografem wydurniają się matki i ciotki, byle tylko skupić uwagę dziecka i wywołać uśmiech na jego buzi :P Ale mimo całego rozgardiaszu, jaki panował na sesji, bardzo dobrze to wspominam i cieszę się, że mogłam brać w tym udział. W sumie zrobiliśmy dwie sesje w 2016 roku, pierwszą w lipcu a drugą w grudniu. 
 
 
    Wiecie co było dla mnie największym wyzwaniem a jednocześnie stało się pewnego rodzaju nagrodą? Wejście w relację z dziećmi. Na większości ujęć występuję z małą Mileną, która jest uroczą i grzeczną dziewczynką, dzielnie znosiła cały ten sajgon na planie i pięknie pozowała do zdjęć. Jeśli chodzi o dzieci, to lubię pozostawiać im własną przestrzeń. Nie lubię narzucania określonych zachowań czy słów. Bo dziecko, choć małe, swój rozumek ma i powinno mieć możliwość decydowania o sobie. Takie zmuszanie dzieci  powoduje tylko dyskomfort i zakłopotanie a przecież na zdjęciach miał być luz. Dlatego też pozostawiłam Mili tą przestrzeń, by się do mnie przyzwyczaiła i ogromnie mnie cieszyło, jak z czasem się otwierała i była bardziej śmiała. Do tego stopnia, że sama przychodziła się do mnie przytulać, łapała mnie za rękę i wygłupiałyśmy się razem w trakcie zdjęć. Czy to nie kochane? <3
 
 

 

 
    Za każdym razem, gdy patrzę na te zdjęcia towarzyszy mi myśl "Bożenko kochana czemu ja te włosy ścięłam?". Poza tym doszłam do wniosku, że makijaż nie był do końca udany :P Na pierwszej sesji miałam zdecydowanie za ciemny podkład a na drugiej oko było zbyt "mocne". Wieczorowy makijaż niezbyt wpasował się w klimat swobodnej sesji z dziećmi ;) no ale... nie można mieć wszystkiego ;)
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 
 
 
 

 
 
 

 
 
Gdy skończyliśmy zdjęcia z dziećmi, zrobiliśmy zdjęcia typowo produktowe ale to już była szybka akcja ;)  

 











Mam nadzieję, że nie znudziły Was jeszcze moje fotomodelingowe posty? :D



Poprzedni post z serii: FOTOMODELING PART 9 - ANNA ZIĘTEK

Copyright © in progress , Blogger