czwartek, 6 maja 2021

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 21 - YASUMI OD TOPESTETIC

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 21 - YASUMI OD TOPESTETIC
    Nie wiem jak u Was ale w Trójmieście wiosna jeszcze nie do końca się zdecydowała. Raz słońce i ciepło a zaraz przymrozek lub deszcz. Mam już dosyć noszenia grubych swetrów i chętnie wskoczyłabym w lekką sukienkę i trampki. Mam jednak nadzieje, że już  niedługo będziemy mogli cieszyć się lepszą pogodą ;)

    Mamy z P ostatnio dość sporo na głowie, bo chcemy kupić własne mieszkanie (i zadłużyć się przy tym na najbliższe 30 lat :P) Szukanie mieszkania może i brzmi ekscytująco, no bo szukamy przecież swojego gniazdka, w którym z czasem założymy rodzinę. Ale to właśnie sprawia, że jest to niezwykle stresujące. Trzeba wybrać odpowiednia lokalizację, metraż w którym z łatwością zmieścimy się gdy już będzie nas więcej, rynek wtórny czy pierwotny, do remontu czy gotowe do zamieszkania. A to wszystko w określonej kwocie... uwierzcie mi... spędza mi to sen z powiek i dlatego tak rzadko ostatnio udzielam się na blogu i insta ... 

    No ale dość o problemach dorosłego życia :P Jak już sfinalizujemy temat to na pewno się Wam tym pochwalę ;)


Dziś kolejny post z recenzją kosmetyczną. Tym razem na tapetę wzięłam dwa produkty marki YASUMI pochodzące  ze sklepu TOPESTETIC. Życzę Wam milej lektury! 

YASUMI :klik:

    To w języku japońskim nic innego, jak relaks, odpoczynek i wakacje. Marka inspirowana jest kulturą Japonii i magią dalekowschodnich rytuałów pielęgnacyjnych. Do produkcji kosmetyków marki YASUMI wykorzystywane są wyłącznie najwyższej jakości składniki aktywne, a duży wybór produktów pozwala na dopasowanie ich do konkretnych  potrzeb skóry. YASUMI to nie tylko marka kosmetyków, ale także sieć instytutów kosmetycznych i SPA, w których realizowana jest idea holistycznej (całościowej, kompleksowej) pielęgnacji. Od twarzy, przez ciało, aż po samopoczucie i zmysły



KREM OD STOP DO GŁÓW :klik:

    Krem z linii ECO przeznaczony do kompleksowej pielęgnacji skóry ciała i twarzy. Nadaje się do każdego typu skóry niezależnie od wieku, a skierowany jest głównie do osób narażonych na smog i zanieczyszczenia związane z życiem w dużym mieście. Krem stosowany na dzień lub na noc ma chronić skórę, odżywiać ją i regenerować
    Zawarta w składzie seryna i prolina działają przeciwzapalnie, regenerująco a także aktywują produkcję kolagenu. Wyciąg z siemienia lnianego chroni skórę przed wysuszeniem, zmiękcza ją, łagodzi podrażnienia i stany zapalne. Olej z lnu jest bogatym źródłem Omega 3, działa łagodząco i kojąco. Witamina E - czyli tokoferol- spowalnia procesy starzenia się skóry. 




    W moim odczuciu jest to lekki krem, który bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia na skórze tłustej, lepkiej warstwy. Przetestowałam go zarówno na skórze twarzy, jak i dłoni czy ciała. Poziom nawilżenia jest naprawdę dobry, biorąc pod uwagę leciutką konsystencję kremu. Świetnie sprawdził się w roli kremu na dzień, gdyż skóra się po nim nie świeci, jest gładka i satynowa w dotyku. Na noc stosuję go tylko w duecie z serum, gdyż solo jest według mnie zbyt lekki. Co ważne, krem przypadł do gustu mojemu P, który bardzo opornie i minimalistycznie podchodzi do pielęgnacji twarzy :P (Prawdę mówiąc cudem udało mi się go ostatnio namówić do stosowania kremu do twarzy, więc uważam to za wielki sukces xD ) Na całe szczęście krem znajduje się w słoiczku o pojemności aż 180ml, wiec wystarczy go dla nas obojga ;) Krem od stóp do głów świetnie sprawdzi się też jako balsam do ciała, ponieważ mega szybko się wchłania i już po chwili od aplikacji można śmiało zakładać ubranie. Pod tym względem jest to krem idealny
    Podsumowując - jako krem do twarzy jest przyzwoity. Cudów nie robi, ale na pewno spodoba się osobom lubiącym lekkie kremy. Za to jako krem do ciała jest naprawdę świetny. Bardzo się z nim polubiłam 




ONYX GLORY :klik:

    Delikatny peeling solny przeznaczony do każdego typu skóry, nawet tej wrażliwej i delikatnej. Dzięki niewielkim drobinkom soli złuszcza martwy naskórek, pobudza mikrokrążenie i może być stosowany na skórze dekoltu oraz biustu. Peeling solny Onyx Glory został wzbogacony o olej z pestek słonecznika, który wzmacnia i regeneruje barierę lipidową naskórka i reguluje wydzielanie sebum. Gliceryna wygładza, nawilża i przenikając przez naskórek pozwala składnikom aktywnym wnikać głębiej. Ekstrakt z zielonej herbaty i zawarta w nim kofeina poprawia jędrność skóry i pomaga zwalczać cellulit. Ułatwia także pozbywanie się toksyn z organizmu. Oliwa z oliwek, która jest naturalnym przeciwutleniaczem, zmiękcza skórę i zabezpiecza ją przed utratą wody regenerując płaszcz lipidowy. Tokoferol hamuje procesy starzenia się skóry i koi podrażnienia. 




    Onyx Glory to peeling, który z jednej strony bardzo lubię a z drugiej niekoniecznie. Zapach jest ładny, bardzo świeży, lekko cytrusowy i pozostaje na skórze delikatną woń przez cały dzień. Peeling jest bardzo delikatny dla skóry i choć ma sporo drobinek trzeba by się mocno  napracować, by podrażnić skórę. Zdecydowanie nie należy do mocnych zdzieraków. Dzięki temu naprawdę świetnie sprawdza się tam, gdzie skóra jest delikatna - na dekolcie i biuście. Co do konsystencji to jest to typowy tłuścioszek, który przez to nie rozsmarowuje się tak dobrze, jak bym tego oczekiwała. Pozostawia też na skórze tłusty film, co nie wszyscy lubią. Przy pierwszym użyciu strasznie mnie to irytowało i miałam wrażenie, że wszystko się do mnie klei. Jednak po jakimś czasie film się wchłonął a skóra stała się aksamitna. Każdy kolejny raz dużo lepiej znosiłam myśl o tłustej warstwie, gdy wiedziałam co mnie czeka po jej wchłonięciu ;) To też pierwszy peeling solny, który nie podrażniał mi skóry i nie powodował szczypania.



Jak widzicie, moje pierwsze spotkanie z marką YASUMI wypadło całkiem nieźle. Obydwa produkty sprawdziły się u mnie dobrze i na pewno przetestuję inne kosmetyki tej marki. W ofercie sklepu TOPESTETIC znajduje się szeroka gama kosmetyków tej marki a dzięki poradom kosmetologów na pewno wybiorę coś odpowiedniego dla mojej skóry. A w gratisie do zamówienia jak zawsze znalazły się próbki i gadżet. Tym razem szczotka do ciała, która na pewno mi się przyda :)



Jeżeli mieliście już okazję poznać markę Yasumi, to dajcie koniecznie znać które produkty warto wypróbować :) 




niedziela, 25 kwietnia 2021

NOWOŚCI KOSMETYCZNE - HOLIKA HOLIKA

NOWOŚCI KOSMETYCZNE - HOLIKA HOLIKA
    Co za tydzień! Dawno nie miałam tak intensywnych dni. Dopiero dziś się porządnie wyspałam i miałam czas poleniuchować :D Przez to, że w tym tygodniu byłam tak bardzo zalatana. nie miałam czasu ani zrobić zdjęć ani tym bardziej posiedzieć nad nowym postem ;) No ale lepiej późno niż wcale, co nie? 

    Nie wiem czy pamiętacie jak pisałam Wam o moim zamiłowaniu do wszelkiej maści konkursów na fb i insta? No wiec kolejny raz potwierdziła się zasada że jeśli grasz, to wygrasz ;)
    W poniedziałek dostałam paczkę z kosmetykami, które wygrałam w konkursie na profilu marki Holika Holika na fb. Konkurs był organizowany z okazji dnia rodzeństwa i z tego tytułu w przesyłce znalazły się dwie bliźniacze paczki, jedna dla mnie, druga dla siostry. No i w dzisiejszym poście zobaczycie, co znalazłam w swojej paczce ;)


HOLIKA HOLIKA :klik:


    Zakładam, że większość z Was kojarzy markę kosmetyków koreańskich, jaką jest właśnie Holika Holika. Marka ta od paru lat szturmem zdobywa serca polek a w swojej ofercie ma przekrój kosmetyków pielęgnacyjnych do twarzy i ciała a także kolorówkę. Wszystkie te kosmetyki są zgodne z azjatycką, dziesięcioetapową pielęgnacją. Kosmetyki marki Holika Holika znajdziecie w większości sklepów internetowych a także drogeriach stacjonarnych.

MASKI W PŁACHCIE




    Na początek cztery maski w płachcie. Pierwsza to Pig-Nose Clear Black Head Honey Gold to trzy kroki do pozbycia się zaskórników i wągrów ze skóry nosa ;) Trzy saszetki, które po kolei : zmiękczają zaskórniki i otwierają pory, potem je głęboko oczyszczają pozbywając się zaskórników i nadmiaru sebum, by na koniec zamknąć pory, wygładzić skórę i intensywnie ją nawilżyć. Miałam kiedyś podstawową wersję tej maseczki i byłam zadowolona. Ciekawa więc jestem, czy opcja z miodem i 24 karatowym złotem sprawdzi się równie dobrze ;) Kolejna - Dwuskładnikowa maseczka z rumiankiem to w pewnym sensie maseczka DIY, ponieważ zanim nałoży się ją na twarz należy umieścić torebkę z ekologiczną herbatą z rumianku w saszetce z maską nasączoną odżywczą emulsją. Tak skomponowana maska ma oczyścić i odświeżyć skórę naszej twarzy. Trzecią maską jest Baby Pet Magic Mask Sheet - Seal czyli maska rozjaśniająca z witaminą B3, która ma pomóc pozbyć się przebarwień. No i ostatnia - Przeciwzmarszczkowa maska z peptydami ma odżywić, nawilżyć, wygładzić i uelastycznić skórę. Już nie mogę się doczekać, kiedy wypróbuję wszystkie te maski :)

BLACK SNAIL TRAVEL KIT



    Zestaw składający się z trzech miniaturowych produktów oraz maski w płachcie (kolejna maska YAY! :D ) Głównym składnikiem wszystkich tych kosmetyków jest ekstrakt ze śluzu czarnego ślimaka, który ma silne działanie przeciwzmarszczkowe i ujędrniające. Oprócz wspomnianej już maski mamy tu skoncentrowany krem przeciwzmarszczkowy, gęsty tonik do codziennej pielęgnacji oraz lekką emulsję nawilżającą. Jestem bardzo ciekawa działania tego zestawu :)

KOLORÓWKA




    Jak wspomniałam już wcześniej, marka Holika Holika ma w swojej ofercie także kosmetyki kolorowe. Nie wiedziałam, że oprócz kremów BB mają także inne kosmetyki do makijażu, więc to dla mnie podwójne zaskoczenie :) Water Drop Tint Bomb to nawilżająca szminka koloryzująca, bogata w składniki odżywcze takie jak woda źródlana z wyspy Jeju, masło shea, wyciąg z papai, ekstrakt z pestek winogron i miód Manuka. Magic Inside to płynny cień do powiek napakowany efektem glow i brokatowymi drobinkami. No i jako dopełnienie- róż do policzków w odcieniu Mellow Orange. Myślę, że idealnie sprawdzi się latem :) 

ALOE MOISTURE SOOTHING SET



    Nie mogło zabraknąć kosmetyków z kultowej już serii Aloe Soothing. Kto z Was nie zna wielofunkcyjnego żelu aloesowego? Jestem pewna, że jeśli go nie mieliście to na pewno nie raz widzieliście go na sklepowych półkach czy w internecie. W zestawie są dwie buteleczki żelu aloesowego o pojemności 55ml; tonik , który odświeża, nawilża i zwęża pory; emulsja do twarzy, która wygładza, ujędrnia i nawilża skórę no i na koniec regenerująca maska w płachcie.


    Dzisiejszy post jest dość krótki, ale nie chciałam zagłębiać się w analizę składów tych kosmetyków bez sprawdzenia ich działania na własnej skórze. Będzie na to czas przy okazji bardziej szczegółowych recenzji, których możecie spodziewać się za jakiś czas :) Mam nadzieję, że uda mi się namówić siostrę na wspólną, "siostrzaną" recenzję, w końcu dostała identyczną paczkę :)


Dajcie znać, czy mieliście już okazję używać któregoś z tych kosmetyków? Recenzję którego zestawu chcielibyście przeczytać w pierwszej kolejności? 

środa, 14 kwietnia 2021

PACHNIDŁA DO DOMU - MIKANI CANDLES (RABAT -10%)

PACHNIDŁA DO DOMU - MIKANI CANDLES (RABAT -10%)
    Muszę się Wam do czegoś przyznać...
Oszalałam na punkcie pachnących świec! Uwielbiam to, jak pięknie wypełniają wnętrze zapachem, jak nadają mu takiej przytulnej aury. I oszalałam na ich punkcie do tego stopnia, że obdarowuję nimi wszystkie bliskie mi osoby. 
No i dziś w związku z tym moim świeczkowym szaleństwem mam dla Was post o naturalnych świecach wytwarzanych przez pewną małą, polską markę MIKANI CANDLES.

mikani candles
 
Najpierw jednak kilka słów o samych świecach i wosku.


CZEMU RODZAJ ŚWIECY JEST WAŻNY? 

    Jeszcze jakiś czas temu jedynym kryterium, jakim kierowałam się przy wyborze świec był ich zapach. Zakupiłam kilka świec pewnej znanej marki i podczas ich palenia zauważyłam, że strasznie kopcą. Było to dla mnie tym bardziej zastanawiające, bo pilnowałam długości knota, czasu palenia i wszystkich innych zasad dotyczących palenia świec zapachowych w pomieszczeniach. Z ciekawości zaczęłam czytać, analizować skład świec i szukać informacji na ten temat. Co się okazało? Może nie odkryję teraz Ameryki, ale na pewno nie wszyscy to wiedzą.
          Większość świec zapachowych jest niestety na bazie parafiny, która podczas spalania wydziela substancje szkodliwe dla naszego organizmu. Oczywiście po wypaleniu jednej czy dwóch świec nie odczujemy żadnych skutków ubocznych, jednak substancje te mogą kumulować się w naszym organizmie i dać o sobie znać w przyszłości. Jakie to substancje? Toluen, benzen, ftalany... Wszystkie te substancje unoszą się w powietrzu podczas spalania świecy i mogą mieć realny wpływ na nasze zdrowie. Benzen jest substancją rakotwórczą i może powodować silne zatrucie. Toluen, który uszkadza układ nerwowy i tak jak ftalany, może wywołać wady płodu. Warto narażać własne zdrowie dla świeczki w pięknym słoiku, gdy na rynku dostępne są naturalne i bezpieczne alternatywy? Moim zdaniem nie.

 

ŚWIECE SOJOWE

    Choć nie są jedyną alternatywą dla świec parafinowych, to jednak takie ostatnią wybieram najczęściej. Wosk sojowy jest wegański, ponieważ powstaje z ziaren soi. Jest tym samym całkowicie biodegradowalny a usunięcie takiego wosku jest dużo łatwiejsze, ponieważ wystarczy ciepła woda i odrobina mydła by po plamie nie było śladu. Czas palenia świec sojowych jest dużo dłuższy bo o około 30-50% względem świec parafinowych, dzięki czemu dłużej możemy cieszyć się pięknym zapachem. Wosk sojowy nie zawiera żadnych toksycznych substancji i pali się czystym płomieniem. Pozbawiony jest niepotrzebnych substancji zapachowych,  ponieważ do wyrobu świec wykorzystywane są wyłącznie naturalne olejki eteryczne a i sztucznych barwników w nich nie znajdziecie, gdyż najczęściej występują w naturalnym "mlecznym" kolorze. Są bezpieczne dla zdrowia dorosłych, dzieci i zwierząt. Czy jeszcze kogoś trzeba przekonywać? ;)


MIKANI CANDLES :klik:

    Czy może być coś lepszego, niż polskie, ręcznie wytwarzane świece sojowe z drewnianym knotem? Zapakowane w piękne, szklane pojemniki, które po wypaleniu świecy można śmiało wykorzystać do dekoracji czy przechowywania? Ja jestem totalnie zakochana. Tym bardziej, że ceny w sklepie Mikani naprawdę nie są wygórowane. Świece dostępne są zarówno w prostych, matowych lub błyszczących, szklanych pojemnikach, jak i w ozdobnych słoiczkach różnego rodzaju. Każda świeca dostępna jest w kilku wariantach zapachowych, z których na pewno każdy wybierze coś dla siebie. W sumie jest aż 9 różnych zapachow: bergamotka z pomarańczą,  biało czarna czekolada, drzewo sandałowe z wanilią,  dżem jerzynowy, lody waniliowy, mango, owoce tropikalne,  pina colada oraz pomelo. 

 

    W paczce dostałam dwie świece sojowe o pojemności 270 ml, woskową zawieszkę i dwie pyszne krówki. A że jestem miłośniczką słodkości, wchłonęłam je zaraz po zrobieniu zdjęć :P Pierwsza świeca o zapachu mango :klik: w błyszczącym czarnym kubeczku już po rozpakowaniu przywitała mnie aromatem soczystego, dojrzałego mango. Nie paliłam jej jeszcze. Zostawiłam ją sobie na cieplejsze dni, gdyż takie owocowe aromaty preferuję palić w cieplejszych miesiącach. Zawieszka z zatopionymi w niej suszonymi kwiatami tak intensywnie pachnie czekoladą, że chciałoby się ją zjeść do porannej kawy. Krówki... pyszne! Ale świeca, którą pokochałam od razu ma zapach... lodów waniliowych. Ten zapach tak mnie zauroczył, że dobre kilkanaście minut po jej rozpakowaniu siedziałam z nosem w tym kubeczku a P patrzył na mnie jakbym była nawiedzona xD 
 

Miłość totalna! 

    Świeca w kubeczku z czarnego, matowego szkła :klik: wygląda bardzo elegancko i świetnie współgra z "kremowym" zapachem. Myślę, że dzięki swojej prostocie będzie ozdobą każdego wnętrza. A zapach? O mamo! Wanilia przełamana śmietanką. Na sucho pachnie dość słodko ale po rozpaleniu ta słodkość jest bardzo delikatna i przyjemna. Zapach pięknie otula całe pomieszczenie delikatnym zapachem, który wbrew pozorom nie jest przytłaczający czy duszący. Dzięki temu, że knot jest drewniany, świeca pali się dużym płomieniem, który delikatnie skwierczy. No i wygląda pięknie, bo płomień "tańczy" jak w ognisku.

 
Jeśli tak, jak ja, jesteście miłośnikami świec zapachowych, to bardzo Was zachęcam do odwiedzenia sklepu internetowego Mikani, gdzie możecie nabyć te cudnie pachnące świece.

Dodatkowo, z moim kodem, możecie nabyć te wszystkie pachnidła o 10% taniej

Wystarczy podczas zamówienia wpisać SYS.WYS. Kod jest ważny do piątku 23.04.2021 :)


środa, 7 kwietnia 2021

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 20 - SENELLE OD TOPESTETIC

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 20 - SENELLE OD TOPESTETIC
Hej!

    Mam nadzieję, że Święta Wielkanocne minęły Wam spokojnie i udało się Wam choć trochę odpocząć ;) My w tym roku odwiedziliśmy razem i moją rodzinę i bliskich mojego P. Święta objazdowe, ale w związku z tym, że starszyzna jest już zaszczepiona można było wszystkich odwiedzić bez obaw :)



Dziś przygotowałam dla Was kolejny post kosmetyczny, który powstał przy współpracy ze znanym Wam już na pewno sklepem TOPESTETIC. W dzisiejszej recenzji opowiem Wam o marce SENELLE oraz dwóch produktach z ich oferty. Ciekawi? No to zapraszam dalej ;)

SENELLE :klik:


    Naturalne surowce i dbałość o piękno kobiet to coś, co bardzo dobrze opisuje tę polską markę. Jej twórcom zależy na tym, by każda kobieta odnalazła w kosmetykach Senelle cząstkę siebie. Ta polska marka stawia na naturalne składniki i innowacje w sposobie ich pozyskiwania. Senelle produkuje kosmetyki odpowiednie dla wegan i wegetarian i nie testuje swoich kosmetyków na zwierzętach. Ponadto marka została wybrana Kobiecą Marką roku 2018.

DEIKATNY ŻEL SAPONINOWY :klik:


    Żel do mycia twarzy na bazie hydrolatu z róży damasceńskiej sprawdzi się w codziennej pielęgnacji skóry twarzy bez względu na jej typ czy wrażliwość. Oprócz tego, że oczyszcza skórę, to także tonizuje ją i nawilża jednocześnie regulując wydzielanie sebum. Żel saponinowy został zapakowany w prostą butelkę z klasyczną pompką, która dozuje odpowiednią porcję kosmetyku. W składzie, oprócz wspomnianego już destylatu z róży damasceńskiej, znajdziemy wyciąg z owoców brzoskwini, szyszek chmielu oraz kory mydłoki. Alantoina i pantenol działają kojąco, regenerująco i przeciwzapalnie a kwas cytrynowy rozjaśnia i wygładza skórę.



    Zacznę może od tego, że opakowanie niczym szczególnym się nie wyróżnia i znając mnie, nie sięgnęłabym po ten żel w sklepie, gdyż często kupuję "oczami" :P No i błąd, bo żel zaskakuje działaniem od pierwszego użycia. Żel pachnie nietypowo, choć w dziwny sposób znajomo, konsystencję ma klasyczną. Mimo, że żel nie pieni się zbyt mocno, dobrze rozprowadza się na skórze i łatwo spłukuje.
    Co do działania to naprawdę jestem pozytywnie zaskoczona. Świetnie oczyszcza skórę i domywa resztki makijażu, nie szczypie w oczy i nie podrażnia skóry. Twarz po umyciu jest wygładzona, nie jest ściągnięta ani wysuszona. Żel jest bardzo wydajny i już jedna pompka wystarczy na umycie całej twarzy. Wydajność żelu to duży atut, od kiedy mój P dał się przekonać do mycia twarzy żelem do tego przeznaczonym :P Co ciekawe, saponinowy żel do mycia twarzy pomaga goić wszelkie wypryski czy drobne rany lub zadrapania. W dwóch słowach - świetny kosmetyk. Na pewno kiedyś do niego wrócę.

REWITALIZUJĄCE SERUM OLEJOWE :klik:


    Klasyczna, szklana buteleczka wyposażona w pipetę kryje w sobie serum, którego zadaniem jest między innymi wygładzanie, redukcja zmarszczek, rozjaśnienie i poprawa kolorytu skóry. Olejowe serum do twarzy jest odpowiednie dla każdego typu cery a szczególnie dobrze sprawdzi się w przypadku cery szarej, pozbawionej blasku i zmęczonej. Może być stosowane zarówno na dzień, jak i na noc, solo lub pod krem. Skład serum bogaty jest w różnego rodzaju oleje : ten z nasion słonecznika jest emolientem, który działa nawilżająco i ochronnie, olej ze słodkich migdałów wykazuje działanie wtórnie nawilżające zapobiegając utracie wody, olej z nasion pomidorów odbudowuje warstwę hydrolipidową skórę i pełni rolę naturalnego filtra słonecznego. Olej z lnu zmiękcza i regeneruje skórę, działa łagodząco i przeciwzmarszczkowo, olej jojoba wzmacnia i odżywia skórę a wyciąg z kory i nasion kakaowca poprawia jej napięcie. Zastosowana w tym serum stabilna witamina C Tetra E ma silne działanie przeciwstarzeniowe, rozjaśnia przebarwienia i blizny i ujędrnia skórę przez syntezę kolagenu. Oprócz tego wszystkiego mamy tu jeszcze tocopherol, wyciąg z korzenia dębu, olej kokosowy a także wyciąg z lawendy.

 
    Serum ma bardzo delikatny, przyjemy zapach, który kojarzy mi się ze słonecznym latem. Mocno olejowa formuła na pewno nie każdemu przypadnie do gustu, choć według mnie jest to kwestia przyzwyczajenia ;) Wystarczą trzy małe kropelki zaaplikowane bezpośrednio na skórę, by otulić twarz i szyję warstwą kosmetyku. Oczywiście serum zawsze aplikuję na skórę zwilżoną hydrolatem, gdyż pozwala to równomiernie rozprowadzić kosmetyk na całej powierzchni. Początkowo stosowałam serum i rano i wieczorem, obecnie nakładam je jedynie na noc. Wszystko dlatego, że po kilku dniach serum zaczęło mnie zapychać. Niestety niektóre oleje występujące w składzie mogą działać komedogennie. Konkretnie to olej ze słodkich migdałów i olej z nasion słonecznika. Po ograniczeniu do stosowania serum wyłącznie na noc skóra zdecydowanie się uspokoiła a wypryski zniknęły. Poza tym serum działa naprawdę świetnie. Skóra jest napięta i gładka. Twarz wygląda promiennie a drobne zmarszczki są wypełnione. Mam nadzieję, że z biegiem czasu efekty będą coraz bardziej widoczne. Tego mi było trzeba na wiosnę :)

 
Jestem bardzo ciekawa, czy znaliście wcześniej kosmetyki marki SENELLE, bo sklep TOPESTETIC na pewno doskonale znacie  ;)

 

Poprzedni post z tej serii: KOSMETYCZNE RECENZJE PART 19 - JOWAE OD TOPESTETIC

środa, 24 marca 2021

FOTOMODELING PART 10 - ROCKY RABBIT 2016

FOTOMODELING PART 10 - ROCKY RABBIT 2016
    Cześć i czołem! Obiecałam sobie ostatnio, ze będę częściej publikować posty, wiec oto jestem! I choć pierwotnie miał się tu dziś pojawić zupełnie inny post z nowej serii, to nastąpiła mała zmiana planów i będzie dziś post fotomodelingowy. Tym samym zapraszam do czytania i oglądania!
 

 
    Odkąd zaczęłam pozować do zdjęć byłam świadoma tego, że modeling jako taki nie jest dla mnie. Dziewczyny na wybiegach czy w sesjach lookbookowych mają minimum 173cm wzrostu, są szczupłe, mają proporcjonalne ciała i charakterystyczne buzie. Z moim szczupłym ale widocznie umięśnionym ciałem i całymi 167 cm wzrostu nie miałam co do tego złudzeń ale też nigdy nawet nie było to moim marzeniem. Fotomodeling w zupełności mi wystarczał. Jednak w 2016 roku z propozycją współpracy odezwała się do mnie na instagramie managerka pewnej firmy odzieżowej. W związku z nową linią chcieli zaprosić mnie do współpracy przy tworzeniu zdjęć nowej kolekcji ubrań Rocky Rabbit. Ta propozycja zupełnie mnie zaskoczyła ale z radością i nieskrywaną ciekawością ją przyjęłam. 
  
 
    Happy Mum, bo tak nazywa się ta polska marka, to producent i dystrybutor odzieży dla kobiet w ciąży, mam i ich dzieci. Niektóre z sukienek czy bluz ma dzięki ukrytym zamkom opcje karmienia piersią. Co śmieszne, nie zauważyłabym tego, gdyby mi nie powiedzieli :P więc to serio dyskretne udogodnienie ;) Patrząc na to z boku nawet teraz nie wpasowałabym się w ich target ale też nie tym kierowali się przy wyborze modelek. Już w pierwszej wiadomości dowiedziałam się, że złożyli mi propozycje głównie dlatego, że spodobała im się naturalność, uśmiech i ta odrobina luzu. To wszystko chcieli mieć na zdjęciach i tego oczekiwali ode mnie, jako modelki. Sami zaraz ocenicie, czy udało mi się sprostać tym wymaganiom ;)

    Tym sposobem spakowałam się i pojechałam do Olsztyna na swoje pierwsze fotomodelkowe płatne zlecenie! Zdjęcia odbywały się w szkole językowej dla dzieci Playschool w Olsztynie, fotografem był Piotr Ratuszyński - fantastyczny fotograf i świetny facet. Makijażystka zadbała o makeup wszystkich modelek, dziewczyny z Happy Mum wybierały kolejne stylizacje. Oprócz mnie na sesji była jeszcze jedna dziewczyna i co najbardziej istotne...gromadka BARDZO energicznych dzieci
 
 
    Jako totalnie zielona w temacie zdjęć ubrań próbowałam się przygotować, ćwiczyłam pozy (xD) i generalnie próbowałam sobie wyobrazić jak to będzie na tej sesji. Jak się pewnie domyślacie, niewiele to miało wspólnego z rzeczywistością. Oprócz tego, że musisz zaprezentować ubranie to musisz też "wejść w rolę" i ogarniać otoczenie, dzieci itp. A praca z maluchami do najłatwiejszych nie należy. Dzieci, szczególnie te młodsze, szybko się nudzą, dekoncentrują, mają humory i generalnie rozrabiają. Wyobraźcie sobie sytuację, w której fotograf robi zdjęcie jednemu z maluchów a za fotografem wydurniają się matki i ciotki, byle tylko skupić uwagę dziecka i wywołać uśmiech na jego buzi :P Ale mimo całego rozgardiaszu, jaki panował na sesji, bardzo dobrze to wspominam i cieszę się, że mogłam brać w tym udział. W sumie zrobiliśmy dwie sesje w 2016 roku, pierwszą w lipcu a drugą w grudniu. 
 
 
    Wiecie co było dla mnie największym wyzwaniem a jednocześnie stało się pewnego rodzaju nagrodą? Wejście w relację z dziećmi. Na większości ujęć występuję z małą Mileną, która jest uroczą i grzeczną dziewczynką, dzielnie znosiła cały ten sajgon na planie i pięknie pozowała do zdjęć. Jeśli chodzi o dzieci, to lubię pozostawiać im własną przestrzeń. Nie lubię narzucania określonych zachowań czy słów. Bo dziecko, choć małe, swój rozumek ma i powinno mieć możliwość decydowania o sobie. Takie zmuszanie dzieci  powoduje tylko dyskomfort i zakłopotanie a przecież na zdjęciach miał być luz. Dlatego też pozostawiłam Mili tą przestrzeń, by się do mnie przyzwyczaiła i ogromnie mnie cieszyło, jak z czasem się otwierała i była bardziej śmiała. Do tego stopnia, że sama przychodziła się do mnie przytulać, łapała mnie za rękę i wygłupiałyśmy się razem w trakcie zdjęć. Czy to nie kochane? <3
 
 

 

 
    Za każdym razem, gdy patrzę na te zdjęcia towarzyszy mi myśl "Bożenko kochana czemu ja te włosy ścięłam?". Poza tym doszłam do wniosku, że makijaż nie był do końca udany :P Na pierwszej sesji miałam zdecydowanie za ciemny podkład a na drugiej oko było zbyt "mocne". Wieczorowy makijaż niezbyt wpasował się w klimat swobodnej sesji z dziećmi ;) no ale... nie można mieć wszystkiego ;)
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 
 
 
 

 
 
 

 
 
Gdy skończyliśmy zdjęcia z dziećmi, zrobiliśmy zdjęcia typowo produktowe ale to już była szybka akcja ;)  

 











Mam nadzieję, że nie znudziły Was jeszcze moje fotomodelingowe posty? :D



Poprzedni post z serii: FOTOMODELING PART 9 - ANNA ZIĘTEK

Copyright © in progress , Blogger