środa, 17 lutego 2021

FOTOMODELING PART 9 - ANNA ZIĘTEK

FOTOMODELING PART 9 - ANNA ZIĘTEK

 Hej!

    Dzisiejszy post jest dla mnie w pewien sposób szczególny. Nie dlatego, że dotyczy zdjęć i sesji, czyli tego, co kocham, a dlatego, że dotyczy kogoś dla mnie ważnego. 

Opowiem Wam dziś o mojej przyjaciółce - Ani Ziętek i jej zdjęciach.

ANNA ZIĘTEK :klik:

fot. Andrzej Zalewski

    Ania to młoda Pani fotograf, fototechnik, choć sama lubi się nazywać FOTOGRAFIKIEM. To taka gra słowna, bo Ania zajmuje się i fotografią i grafiką, a dodatkowo także retuszem. Anna i Andrzej prowadzą w swoim domu małe studio fotograficzne, gdzie realizują sesje rodzinne, wizerunkowe, tematyczne, produktowe i wiele wiele innych. Do zdjęć wykorzystują też przydomowy ogródek, co pozwala stworzyć wiele różnych aranżacji do zdjęć. Oprócz zdjęć robionych hobbystycznie, od czasu do czasu zgłaszamy się do Ani także na zdjęcia rodzinne. Zabrałyśmy z siostrą naszą Mamunię na sesję zdjęciową z okazji dnia Matki.





    Innym razem podczas wizyty u Ani i Andrzeja z moim chrześniakiem Jankiem, Ania spontanicznie zrobiłam nam kilka zdjęć. Spójrzcie na tego małego łobuza <3 Byłam pod wielkim wrażeniem tego, jak łatwo Ani przyszło zrobić zdjęcia takiemu ruchliwemu, niespełna rocznemu dziecku. cudowna pamiątka.




taaaki jestem duży! :D


    Same nie wiemy, kiedy i jak dokładnie się poznałyśmy. Choć między nami jest różnica kilku lat i nigdy nie spotkałyśmy się na szkolnych korytarzach to obie się z jakiegoś powodu kojarzyłyśmy. Pierwsze wspólne zdjęcia robiłyśmy w 2014 roku. Od razu złapałyśmy nić porozumienia, dzięki czemu każda współpraca świetnie nam się układała. W tym samym czasie obie przeprowadziłyśmy się do Trójmiasta i choć Ania finalnie wróciła do naszego rodzinnego NML, to nasz kontakt nie stracił na jakości. Powiedziałabym nawet, że jest zupełnie odwrotnie ;) Dla Ani potrafiłam wstawać o bandyckich porach czy stawiać się na sesji po 1,5 h snu. Najśmieszniejsze było to, że sesje z małą ilością snu zawsze wychodziły nam najlepiej :P Kąpiel w zimnym jeziorze wczesnym rankiem? No problemo. Wejście do lodowatego strumienia? Już biegnę! :D A zawsze zaczynało się czymś w stylu "słuchaj Sys, mam taki pomysł..." :D

    Dzięki temu, że Ania zamieszkała razem ze swoim partnerem na tej samej ulicy, na której mieszkają moi rodzice, odwiedzam ją tak często, jak to tylko możliwe. I nie zawsze oznacza to, sesję zdjęciową :P Znacznie częściej to pogaduszki przy winie albo domowy salon kosmetyczny :P

    Mówiąc o Ani nie mogłabym nie wspomnieć o tym, że jest jedną z najbardziej zdeterminowanych i dzielnych kobiet, jakie znam. Kilka lat temu u Ani zdiagnozowano miastenię. To przewlekła i nieuleczalna choroba autoimmunologiczna, która cechuje się osłabieniem i zwiększoną męczliwością mięśni. Niesie to za sobą szereg różnych objawów i dolegliwości. Między innymi problemy z oddychaniem, przełykaniem czy poruszaniem. Męczliwość mięśni dotyczy bowiem mięśni, których na co dzień świadomie nie kontrolujemy, tj mięśnie oddechowe, mięśnie przełyku czy mięśnie posturalne. Ania, mimo swojego stanu zdrowia i częstych wizyt w szpitalu jest bardzo dzielna. Co więcej, ostatnio ruszyła na insta i fb z profilem "Krem dlatego go zjem" gdzie umieszczane są przepisy dla osób, które mają problemy z przełykaniem. Różnorakie musy, zupy, kremy i budynie to świetne pomysły nie tylko dla miasteników. Zostawiam Wam linki i zapraszam do odwiedzin ;) Insta i FB

    Ale nie chcę, żebyście patrzyli na Anię przez pryzmat jej choroby, bo nie o tym jest ten post. Tutaj ważne są jej zdjęcia :)

    Anna robi zdjęcia zarówno aparatem analogowym, jak i cyfrowym i zawsze wkłada w zdjęcia mnóstwo serca i energii. Zawsze wie, czego oczekuje i jaki efekt chce osiągnąć. Jest przy tym bardzo profesjonalna i spokojna. Śmiało mogę stwierdzić, że Ania "mnie umie najlepiej" złapać na zdjeciach. Może to kwestia kobiecego spojrzenia? Trudno stwierdzić, jednak mimo wszystko wiem, że lubię to jak Ania mnie widzi. Na sesjach dużo gadamy i się śmiejemy ale jeśli chodzi o zdjęcia to jest tak, że rozumiemy się bez słów i wszystko jakoś samo przychodzi.

    Choć czasem mam wyrzuty sumienia, że tak rzadko się widujemy to i tak wierzę w to, że Anna czuje moje wsparcie duchowe i całą tą moją miłość.

 Zapraszam Was na zdjęcia autorstwa Anny Ziętek z moim udziałem :P 

 

W AUTOBUSIE - SIÓDMA RANO PO NIEPRZESPANEJ NOCY 

    Poranne godziny były w tym przypadku zbawieniem, głównie z powodu pory roku. Latem w stojący w pełnym słońcu autobus bardzo szybko się nagrzewał i siedzenie w środku w tak wysokiej temperaturze było bardzo uciążliwe.

 

 

 

I moje trzy ulubione zdjęcia z tej sesji 





KUCHENNE REWOLUCJE

    Kilka kadrów z zabawnej sesji zdjęciowej w kuchni hotelu, który prowadziła wówczas mama Ani. w roli kucharzy dwóch fotografów - Sławek Patoka aka. Madcoy (po lewej) i Andrzej Zalewski aka Alien (po prawej)



 

JEZIORO SKARLIŃSKIE BLADYM ŚWITEM

    W związku z tym, że to jezioro jest dość duże i głębokie, latem woda w nim nagrzewa się dopiero późnym popołudniem. Niestety... te zdjęcia powstawały gdy woda była mega mega zimna i musiałam się mocno skupić, by zapanować nad drżeniem całego ciała. Na dwóch pierwszych zdjęciach widać, jak moje plecy parują w słońcu :P



zdjęcie w zatopionej łódce u brzegu jeziora


ADELA PHOTO PATHOLOGY 2014

Te dwa zdjęcia już widzieliście w tym poście ;)


 

ŻARNOWIEC - OPUSZCZONY HOTEL PRACOWNICZY

    Pierwotnie chcieliśmy dostać się na teren starej elektrowni. Niestety nie znaleźliśmy żadnej dziury w płocie więc zadowoliliśmy się hotelem ;)





 

SESJA ZDJĘCIOWA W POLU FACELIOWYM 2020 ROK

    Pierwsze zdjęcia po moim powrocie do modelingu i pierwsze nasze wspólne zdjęcia po bardzo długim czasie. Słoneczne lato, wiejski klimat, w koło szmer pracujących pszczół i my wśród kwiatów.

Nie mogę się zdecydować, która wersja podoba mi się bardziej. Kolor czy czarno-białe?


 
Uśmiech!
 
 
 "lepszy" profil ;)

 
I pleckowe





 

I KLIKA ZDJĘĆ Z #BACKSTAGE CZY INNYCH GRUPÓWEK



 

Przed kąpielą w lodowatym strumieniu :D

 

I po :D


 

Po "kuchennych rewolucjach"

 

zdjęcie z przypadku "weź mi tu stań, ja sprawdzę czy światło jest ok"

 

"a weź się zaśmiej" xD

 
 
Przed wejściem na pole :D
 
 
<3

    Bardzo cenię sobię naszą przyjaźń i życzyłabym nam obu więcej okazji do spotkań, więcej plenerów na których znów będziemy mogły pić aperolka i wieczorami zawijać się w koc. Ani oczywiście mnóstwa zdrowia, siły i pogody ducha, bo wiem, że miastenia to paskudna choroba. Jeśli macie ochotę, to zapraszam Was na instagram Ani :klik
Byłabym mega wdzięczna, gdybyście zostawili Ani troche miłości pod zdjęciami. Pandemia niestety mocno odbija się na ilości zleceń a ruch na instagramie może w takiej sytuacji tylko pomóc ;)



Mam nadzieję, że podobała Wam się ta krótka zdjęciowa podróż z moją Anią <3 

wtorek, 26 stycznia 2021

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 18 - ORIENTANA OD TOPESTETIC

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 18 - ORIENTANA OD TOPESTETIC

    Czołem Wam wszystkim! Jak Wam mija styczeń? U mnie w miarę spokojnie, choć cały czas mam wrażenie, jakby moja doba miała za mało godzin. Dni uciekają jak szalone... czy tylko ja tak mam? :P
Nie wiem jak u Was, ale w Gdyni zima od początku nowego roku dopisała tak bardzo, że byliśmy nawet na sankach. Fajnie było się poczuć znów jak dziecko i zmęczyć się trochę na śniegu :D


Dziś mam dla Was post o ciekawym zestawie kosmetyków, który miałam przyjemność ostatnio testować. Ciekawi? To zapraszam do dalszej lektury ;)


ORIENTANA :klik:

    Orientana to kolejna polska marka, która stawia na naturalne składniki roślinne i mineralne. Do produkcji kosmetyków tej marki wykorzystywane są rośliny azjatyckie, ekstrakty botaniczne i wszystkie te surowce posiadają certyfikaty świadczące o ich wysokiej jakości. Marka Orientana nie testuje swoich kosmetyków na zwierzętach ani nie wykorzystuje składników odzwierzęcych pozyskanych ze szkodą dla zwierząt. Nie znajdziecie w tych kosmetykach także parabenów, PEGów, silikonów, oleju mineralnego, barwników syntetycznych i tym podobnych substancji. 

 
    W zestawie, który otrzymałam znajdowały się trzy produkty z serii naturalnych kosmetyków ze śluzem ślimaka. W jego skład wchodzą: krem do twarzy, krem pod oczy i eliksir do skórek i paznokci. Warto wspomnieć, że wykorzystany do ich produkcji śluz ślimaka pozyskany został bez szkody dla samych ślimaków ;)

NATURALNY KREM DO TWARZY :klik:

    Krem o bardzo szerokim spektrum działania dedykowany do każdego rodzaju skóry, może być stosowany na dzień i na noc. Producent zapewnia, że krem poprawi elastyczność i jędrność skóry, pomoże pozbyć się przebarwień, plam pigmentacyjnych i blizn, spłyci zmarszczki, zregeneruje zmęczoną skórę i utrzyma poziom jej nawilżenia na optymalnym poziomie. Pierwsze skrzypce w składzie kremu gra wysokoskoncentrowany, oczyszczony śluz ślimaka, który łagodzi, koi i wygładza. Śluz ślimaka zawiera w sobie kolagen, elastynę, witaminy A, C i E, naturalną alantoinę a także naturalne antybiotyki. Oprócz śluzu ślimaka w składzie możemy znaleźć też olej ze słodkich migdałów, który charakteryzuje się działaniem wtórnie nawilżającym dzięki ograniczaniu ucieczki wody z głębszych warstw skóry. Olej kameliowy tworzy na skórze ochronny film, działa natłuszczająco i regenerująco wpływając na elastyczność skóry. Poza tym mamy tu tez masło shea, tocopherol i kwas cytrynowy.


    Dzięki bardzo lekkiej konsystencji krem bardzo dobrze i szybko się wchłania. Nie pozostawia na skórze tłustej warstwy a buzia się po nim nie świeci. Używałam tego kremu zarówno na dzień, jak i na noc ale zdecydowanie bardziej mi pasuje jako krem na dzień. Na noc wolę bardziej treściwe i otulające kremiki ;) Delikatny zapach kremu lekko otula skórę ale dość szybko się ulatnia. Krem dobrze nawilża i w żaden sposób nie podrażnia skóry. Obawiałam się, że może mnie zapychać przez zawartość oleju ze słodkich migdałów, który może działać komedogennie, ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Naturalny krem ze śluzem ślimaka dobrze radził sobie jako baza pod makijaż. Nic nie spływało, nie rolowało się ani nie ścierało. Szczerze powiem, że to bardzo dobry krem i jestem zadowolona z jego działania. Widocznie wyrównał koloryt mojej skóry, na której zimą lubią pojawiać się przebarwienia. 

NATURALNY KREM POD OCZY :klik:

    Bardzo lekki krem, który ma za zadanie nawilżać i pielęgnować delikatną skórę wokół oczu. Producent deklaruje działanie regenerujące, drenujące a także poprawę elastyczności skóry wokół oczu a także rozjaśnienie cieni pod oczami. Krem nadaje się do każdego rodzaju skóry tak samo na dzień, jak i na noc a jego głównym składnikiem jest oczywiście śluz ślimaka. Zaraz obok niego znajdziemy skwalan będący składnikiem płaszcza lipidowego naszej skóry, olej ze słodkich migdałów a także olej abisyński, który jest bardzo stabilnym przeciwutleniaczem, łagodzi podrażnienia i działa przeciwstarzeniowo. Dodatkowo kofeina wykazująca działanie pobudzające i odżywiające, tocopherol a także wyciąg ze skórki cytryny, który jednocześnie złuszcza, regeneruje i rozjaśnia skórę.


    Naturalny krem pod oczy ze śluzem ślimaka jest bardzo przyjemnym produktem o wyjątkowo lekkiej formule i delikatnym zapachu. Opakowanie z pompką jest bardzo praktyczne i higieniczne i pozwala wydobyć odpowiednią ilość kosmetyku. Krem pod oczy jest bardzo wydajny i ilość widoczna na zdjęciu poniżej wystarcza na okolicę obojga oczu. Mimo lekkiej konsystencji krem odczuwalnie nawilża skórę wokół oczu delikatnie ją napinając. Makijaż oka trzyma się dobrze i nie roluje się w załamaniu powieki a to dzięki temu, że krem nie pozostawia tłustej warstwy na skórze. Naturalny krem pod oczy stosowałam na dzień i na noc i muszę przyznać, że moje standardowo opuchnięte po nocy powieki prezentowały się znacznie lepiej, za co duży plus ode mnie. Jedynym rozczarowaniem jest to, że krem w żaden sposób nie wpłynął na moje cienie wokół oczu. Oczywiście jestem świadoma, że żaden krem nie zlikwiduje mojego problemu (ot, takie geny), aczkolwiek miałam nadzieję na choć lekkie ich rozjaśnienie. W ogólnym rozrachunku krem pod oczy wypada naprawdę dobrze i jeśli nie macie problemu z sińcami wokół oczu to na pewno będziecie zadowoleni. 


NATURALNY ELIKSIR DO PAZNOKCI I SKÓREK :klik:

    Unikalna receptura eliksiru zapewnia intensywne nawilżenie, zmiękczenie i wygładzenie skórek wokół paznokcia. Regularne stosowanie eliksiru zapobiega "zadzieraniu" się skórek a także wpływa na ogólną kondycję i wygląd paznokcia. Standardowy dla tej serii śluz ślimaka występuje w składzie obok papainy, która złuszcza martwy naskórek i wygładza a także nawilżającego mocznika. Ponadto w składzie są także alanina, prolina i seryna działające przeciwzapalnie.


    Ten eliksir to mój zdecydowany ulubieniec z całej tej trójki. Wygodne opakowanie z bardzo poręczną końcówką w kształcie silikonowego pisaka pozwala na precyzyjną aplikację. Lekki i przezroczysty eliksir całkiem szybko się wchłania i nie pozostawia lepkiej warstwy. Od pierwszego użycia skórki są bardziej miękkie. Na czas testowania tego eliksiru zrezygnowałam z hybryd, by lepiej obserwować jego działanie i jestem pozytywnie zaskoczona efektami. Zimą zawsze mam problem z suchymi i zadartymi skórkami ale eliksir ze śluzem ślimaka skutecznie wyeliminował ten problem. Skórki mam ładne, gładkie i nawilżone, co przełożyło się na moje paznokcie. Podczas ostatniego zdejmowania hybrydy frezarką niestety w niektórych miejscach delikatnie nadpiłowałam płytkę, przez co miejscami była ona osłabiona. Eliksir spowodował szybsze wzrastanie paznokci i po przepiłowanej płytce nie ma już  śladu. Tą małą tubkę zawsze ma ze sobą w torebce, by móc zaaplikować eliksir w wolnej chwili bez względu na to, gdzie przebywam. 



    Były to moje pierwsze doświadczenia zarówno z kosmetykami marki Orientana, jak i ze śluzem ślimaka i jestem bardzo zadowolona. W sklepie TOPESTETIC znajdziecie te kosmetyki w zestawie w bardzo atrakcyjnej cenie a do tego całą, szeroką ofertę marki ORIENTANA. Jeśli jeszcze nie znacie sklepu TOPESTETIC to bardzo Wam go polecam. Każda przesyłka jest darmowa a do każdego zamówienia dorzucane są próbki i gadżety sklepu.



Poznaliście już kosmetyki marki Orientana? Jakie są wasze wrażenia? Jest jakiś kosmetyk tej marki, który szczególnie przypadł Wam do gustu? Dajcie koniecznie znać! :)

czwartek, 31 grudnia 2020

30 FAKTÓW O MNIE NA 30 URODZINY

30 FAKTÓW O MNIE NA 30 URODZINY





    Hej! Wczoraj był ten dzień, kiedy nastąpiła przysłowiowa "zmiana kodu na 3 z przodu" :D Skończyłam wczoraj 30 lat ale zupełnie tego nie czuję. Kiedyś miałam wrażenie, że ludzie w tym wieku są już starzy a tu proszę :P Mam 30 lat, nie mam męża ani dzieci ale jestem cholernie szczęśliwa! Czy w związku z tymi okrągłymi urodzinami coś się dla mnie zmienia? Nic a nic. 

Ale z okazji urodzin przygotowałam dla Was 30 faktów o mnie :D 

  1. Jestem bardzo rodzinną osobą. Uwielbiam nasze spotkania, na których zawsze jest mnóstwo osób. Osobiście mam tylko siostrę ale aż dziesięcioro kuzynostwa. Większość z nich ma już swoje rodziny więc z roku na rok jest nas coraz więcej ;)
  2. Od 9 roku życia tańczyłam w zespole tanecznym w moim rodzinnym mieście. Trwało to ponad 10 lat. Brałyśmy udział w wielu krajowych i międzynarodowych konkursach i z większej ich części wracałyśmy z głównymi nagrodami. To była cudowna przygoda a z dziewczynami z zespołu przyjaźnimy się do dziś. 
  3. Od 6 roku życia nosiłam okulary. Na szczęście wada wzroku była niewielka i całkowicie mi się cofnęła, gdy miałam około 20 lat i już nie muszę ich nosić ;)
  4. Śpiewałam w kościele na swojej mszy komunijnej xD Obecnie (na szczęście) nie mam nic wspólnego ze śpiewaniem :P
  5. W wieku 27 lat stoczyłam nierówną walkę z trądzikiem i wygrałam! po trądziku zostały mi blizny i przebarwienia ale poprawiła się moja samoocena i samoakceptacja. 
  6. Lubię gry komputerowe. Jako nastolatka spędzałam długie godziny przed komputerem (nawet randki z moim ex xD) Moje ulubione gry to Diablo II i Heroes III.
  7. Nigdy nie farbowałam włosów ani nie byłam na solarium
  8. Z moim P poznaliśmy się zupełnie przypadkiem ale od razu między nami zaiskrzyło. Była to wakacyjna miłość od pierwszego wejrzenia. Jesteśmy ze sobą już ponad 7 lat ale do dziś z uśmiechem wspominamy tamte wydarzenia :D
  9. Jestem wielką fanką Grey's Anatomy :D To już 17 sezon ale nadal uwielbiam ten serial.
  10. Miałam stalkera. A raczej stalkerkę. Była to koleżanka ze studiów mojego P. Gdy okazał jej odrobinę koleżeńskiej sympatii, ona się w nim zakochała i zaczęła mnie podglądać na instagramie. Sytuacja skończyła się wielką dramą, zazdrością z jej strony i próbą zrobienia ZE MNIE wariatki, bo przecież stałam na drodze do jej miłości ;) 
  11. Mam starszą siostrę. Kiedyś strasznie się kłóciłyśmy i tłukłyśmy. O wszystko! Nasze relacje znacznie się poprawiły, gdy wyprowadziłam się do Gdyni 
  12. Bywam roztrzepana i często się spóźniam. 
  13. Bardzo lubię gotować i próbować nowych dań. Uwielbiam też jeść! Mój P się śmieje, że by mnie uszczęśliwić, wystarczy mi dać coś pysznego. Moje ulubione dania to sushi, pierogi, pad thai, makarony i pizza.
  14. Jestem "siostrą od zadań specjalnych" :D Siostra często wykorzystuje mnie do realizacji swoich pomysłów :P lifting rzęs, masaże bańkami, zabiegi pielęgnicą na włosy, hybrydy i tym podobne. Osobista kosmetyczka to ja :D najgorszym naszym pomysłem kilka lat temu było pofarbowanie włosów siostry na jasny blond w domowych warunkach... w wigilię... To było moje pierwsze farbowanie włosów i zrobiłam to na jej odpowiedzialność. Domyślcie się, co z tego wyszło xD
  15. Lubię bawić się makijażem. Na większość sesji zdjęciowych maluję się sama. Jestem prywatną makijażystką mojej mamy i mam na koncie trzy piękne panny młode pomalowane do ślubu (siostra, kuzynka i przyjaciółka ). W nowym roku planuję zapisać się na kurs makijażu.
  16. Uwielbiam jeździć samochodem. Nie straszne mi są dalekie trasy, nawet w pojedynkę. Bus? kombi z przyczepką motocyklową? Żaden problem ;)
  17. Jestem niepoprawną optymistką. Zawsze jestem zdania, że co by się nie działo i tak wszystko się ułoży.
  18. Jestem dobra w pracach manualnych. Coś pomalować, ulepić, zapleść, narysować? Mam to po tacie :) 
  19. Uwielbiam maliny i pomarańcze. Nie lubię cebuli, cukinii i selera naciowego.
  20. Mogę śmiało powiedzieć, że jestem uzależniona od telefonu :P Jestem za to biegła w większości aplikacji i obsłudze większości telefonów.
  21. Przez kilka lat byłam instruktorką Salsy Fit (połączenie salsy solo z fitnesem) a potem Zumby. Kilka filmików z moich zajęć nadal można znaleźć na YT. To był naprawdę świetny czas.
  22. Jestem leniuszkiem, ale jak już się za coś wezmę to zrobię to choćby nie wiem co :P
  23. Uwielbiam spacery Gdyńskim bulwarem, przesiadywanie za falochronem i na plaży. Gdynia to zdecydowanie moje miejsce.
  24. Mam super "zmysł" który pozwala mi bez problemu zlokalizować wszystkie rzeczy, których szuka mój P. Nawet wtedy, gdy nie ma mnie w domu.
  25. Jestem sową i śpiochem. Mogłabym przespać cały dzień a potem buszować w nocy. Ciężko mi się przez to rano wstaje (bez pięciu budzików się nie obędzie :P )
  26. Mój ulubiony kolor to szary i czarny.
  27. Mam dużą świadomość własnego ciała i wszystkich jego niedoskonałości ale akceptuję je wszystkie i kocham siebie taka jaka jestem ;)
  28. Mam tragusa (kolczyk) w lewym uchu a wczoraj zrobiłam sobie nowy (trzeci już) tatuaż :D
  29. Mój P jest ode mnie 2 lata młodszy i ma urodziny 27 grudnia. Świętujemy więc razem przez kilka dni :)
  30. Uwielbiam zakupy w lumpeksach. 75% mojej garderoby (jeśli nie więcej) pochodzi właśnie z SH.


 31...Nigdy nie rozstaję się z pierścionkiem, który należał do mojej kochanej Babci <3 



Z okazji urodzin życzę sobie masy powodów do radości, dużo zdrowia i żebyście nadal chętnie mnie tu odwiedzali :) Cieszę się, że tu jestem i tworzę z Wami cos fajnego.


A na nadchodzący Nowy Rok życzę i sobie i Wam tego, by 2021 był bardziej NORMALNY. No i bawcie się dobrze dziś wieczorem, nawet jeśli to będzie wieczór w piżamie i szlafroczku :D

piątek, 11 grudnia 2020

PIELĘGNACJA WŁOSÓW PART 3 - ARGANICARE OD TOPESTETIC

PIELĘGNACJA WŁOSÓW PART 3 - ARGANICARE OD TOPESTETIC

    Cześć Wam wszystkim! ostatnio totalnie wypadłam z rytmu i ciężko mi wrócić na "blogowe" tory :P Ale u mnie ciągle coś się dzieje i ciężko mi się ostatnio zmobilizować by usiąść do blogowania. Ostatnio na przykład odkryłam, że ktoś wykorzystał moje zdjęcie z instagrama na swoim profilowym. I wiecie co było najbardziej bezczelne? Zanim wykorzystał moje zdjęcie zostawił pod nim lajka. Nie rozumiem ludzi i powodów, dla których to robią ale wygląda na to, że ten ktoś chciał żebym to zobaczyła. Na szczęście już kilka godzin po zgłoszeniu fałszywe konto zniknęło z instagrama. Do tego trwają przygotowania do świąt, kupowanie prezentów a praca z domu też nie pomaga, bo często siedzę po godzinach :P

Sami widzicie, że nie ma czasu na nudę...

Ale...obiecuję poprawę! :D



Dziś chciałabym się z Wami podzielić wrażeniami z testowania kosmetyków do włosów marki ARGANICARE, które pochodzą ze sklepu Topestetic



ARGANICARE :klik:

    To marka oferująca bardzo szeroki wybór kosmetyków do włosów. Produkty są wegańskie i naturalne, skomponowane w sposób, który pozwala na ich stosowanie w różnych konfiguracjach z zachowaniem wysokiej skuteczności. Ich celem jest wielokierunkowe działanie pielęgnacyjne czyli naprawa, nawilżenie i wzmocnienie.



REWITALIZUJĄCY SZAMPON DO WŁOSÓW CIENKICH :klik:

    Szampon przeznaczony do cienkich, suchych i zniszczonych włosów. Pomaga je odbudować i zregenerować od wewnątrz. W składzie znajdziemy olej arganowy, który zawiera tokoferole, polifenole i nienasycone kwasy tłuszczowe. Zmniejsza łamliwość włosów, nadaje im blask  i silnie je regeneruje. Hydrolizowany kolagen działa powierzchniowo tworząc film, który pomaga regenerować ubytki w strukturze włosa i powoduje, że jest on bardziej odporny na uszkodzenia. Ekstrakt z oczaru odświeża skórę głowy a rumianek łagodzi podrażnienia.


    Wprowadzając u siebie świadomą pielęgnację praktycznie całkowicie zrezygnowałam z szamponów, ponieważ znaczna ich większość zawiera SLS lub inne temu podobne składniki. Ten szampon jednak tych składników nie zawiera, co pozwala mi stosować go od czasu do czasu z dużo mniejszymi wyrzutami sumienia ;) Konsystencja szamponu jest bardzo klasyczna, pieni się tez całkiem przyzwoicie, co pozwala na dokładne umycie włosów i skóry głowy. Zapach jest bardzo przyjemny, lekko cytrusowy i świeży. Szampon nie plącze włosów, dobrze się spłukuje i nie powoduje podrażnień. Minął niestety zbyt krótki czas, by określić to jak bardzo szampon wpłynął na moje włosy, gdyż takie produkty stosuję maksymalnie raz w tygodniu ale na pewno nie zrobił im krzywdy ;) Zaobserwowałam jednak, że moje włosy są bardziej gładkie i błyszczące a ponadto mniej się łamią a to już duży plus :)




ODŻYWKA BEZ SPŁUKIWANIA DO WŁOSÓW KRĘCONYCH :klik:

    Produkt rekomendowany do włosów kręconych ale nie tylko. Sprawdzi się także u posiadaczy włosów suchych, matowych, splątanych a także zniszczonych farbowaniem czy częstą stylizacją na ciepło. Odżywka ma rewitalizować, odżywiać i chronić strukturę włosa. Zawarte w niej masło shea i olej arganowy odpowiadają za utrzymanie odpowiedniego nawilżenia włosów oraz ich ochronę. W składzie znajdziemy także hydrolizowany jedwab, który wygładza włosy i zatrzymuje wilgoć ich wnętrzu, a także ekstrakt z pomarańczy, witaminę E oraz prowitaminę B5.





    Z odżywką niestety nie umiem się jeszcze dogadać. Choć konsystencja jest bardzo przyjemna i świetnie rozprowadza się po włosach jednak zauważyłam, że już po kilku godzinach włosy są obciążone i jakby oklapnięte. Być może jest to kwestia ilości kosmetyku ;) Nie można im jednak odmówić definicji. Włosy są gładkie a fale podkreślone i efekt jest całkiem ładny, gdyby nie to obciążenie po kilku godzinach. Pójście do pracy w rozpuszczonych włosach na drugi dzień nie wchodzi w grę. Ale to nie jest moje ostatnie słowo. Na pewno wykombinuję jakiś sposób na osiągnięcie lepszego efektu z pomocą tej odżywki ;)


    To było moje pierwsze ale całkiem udane spotkanie z marką Arganicare. Jeśli jeszcze tej marki nie znacie to zapraszam na stronę sklepu Topestetic. Znajdziecie tam szeroki wybór kosmetyków tej i innych świetnych marek. Jeśli Nie jesteście pewni swojego wyboru, kosmetolog na pewno coś doradzi. W sklepie zawsze możecie liczyć na darmową przesyłkę, sporo próbek i gadżety.



A jak u was? jesteście już gotowi na Święta? Prezenty kupione? :D

niedziela, 15 listopada 2020

MOJA PIELĘGNACJA -HYDROLATY NATURE QUEEN

MOJA PIELĘGNACJA -HYDROLATY NATURE QUEEN
Nie wiem jak to się dzieje, że czas tak zasuwa :P Zawsze jesień u mnie była taką nudną, dłużącą się porą roku. Długie wieczory pozwalały na odpoczynek, oglądanie seriali czy czytanie książek. Tymczasem od miesiąca nie mam czasu dosłownie na nic :P Zaniedbałam i bloga i instagrama ale nie dlatego, że mi się nie chce tylko zwyczajnie nie mam chwili, żeby usiąść i napisać te kilka słów. Ale dziś pierwsza od dłuższego czasu całkowicie wolna niedziela więc oto jestem :D



    W dzisiejszym poście chciałabym przybliżyć Wam nieco temat wykorzystania hydrolatów w codziennej pielęgnacji. W związku z tym, że naturalna pielęgnacja jest od jakiegoś czasu bardzo popularna i "modna" a hydrolat jest jednym z jej elementów to uważam, że warto poznać ten naturalny zamiennik toniku czy wody micelarnej.

CO TO JEST HYDROLAT?

    Hydrolat, inaczej destylat, to nic innego, jak woda kwiatowa. Choć osobiście bardziej pasuje mi tu określenie woda ziołowa lub woda roślinna. Jest to produkt uboczny powstający podczas produkcji olejków eterycznych. Powstaje w wyniku destylacji świeżych roślin lub ich części (np. kwiatów) parą wodną. Jednym słowem jest to woda, która zawiera rozpuszczone cząsteczki roślinne z niewielką zawartością olejków eterycznych (około 0,5%- 1%). Na rynku możemy znaleźć hydrolaty z najróżniejszych roślin i dzięki temu możemy wybierać spośród nich te, które najbardziej nam odpowiadają pod względem zapachu jak i właściwości. Hydrolaty można stosować bez względu na typ skóry, jej wrażliwość czy wiek. W związku z ich różnorodnością każdy znajdzie coś odpowiedniego dla siebie.


JAK STOSOWAĆ?

    Wody roślinne możemy stosować na różne sposoby. Podstawowym i najprostszym sposobem jest wykorzystanie jej jako toniku. Dzięki atomizerowi możemy spryskać twarz bezpośrednio lub zaaplikować produkt na wacik czy dłonie i za ich pomocą rozprowadzić po twarzy. Hydrolaty stanowią świetny podkład pod krem, olejek czy serum. W ciągu dnia możemy w łatwy sposób odświeżyć skórę a przechowywany w lodówce pozwoli na dodatkowe ukojenie podczas ciepłych dni. Woda kwiatowa może stanowić składnik masek glinkowych lub podkład pod olejowanie włosów. 

Jak widzicie, zastosowań jest mnóstwo a to i tak jeszcze nie wszystkie ;) 

JAKI HYDROLAT WYBRAĆ?

    W zależności od rośliny, z jakiej powstał, hydrolat może mieć różne właściwości i działanie. Zaraz przedstawię Wam kilka propozycji.


HYDROLAT LAWENDA

    Sprawdzi się do każdego typu skóry a szczególnie do cery wrażliwej i tłustej. Łagodzi podrażnienia redukując zaczerwienienia, przyspiesza regenerację i chroni skórę przed wolnymi rodnikami. Oczyszcza, nawilża i wyrównuje koloryt skóry. Stosowany na włosy i skórę głowy pomaga w walce z łupieżem, wzmacnia cebulki włosów i zapobiega ich wypadaniu. Lubię ten hydrolat stosować podczas wieczornej pielęgnacji, ponieważ uspokaja skórę. Nie jest to najładniej pachnący hydrolat jaki miałam ale oprócz zapachu "chwastów" można wyczuć zapach prawdziwej lawendy ;)



HYDROLAT Z GORZKIEJ POMARAŃCZY NEROLI

    Zapach tego hydrolatu jest jednym z przyjemniejszych (zaraz obok hydrolatu różanego) Jest to bardzo świeży, lekko słodki ale nadal cytrusowy zapach. Wykazuje on działanie antybakteryjne, lekko ściągające, zwęża pory i reguluje pracę gruczołów łojowych i wydzielanie sebum. Do tego rozświetla skórę nadając jej blasku. Dzięki przyjemnemu zapachowy świetnie sprawdzi się jako pachnąca mgiełka do włosów a także jako odświeżacz powietrza. Osobiście bardzo lubię spryskać nim pościel :) Ten hydrolat ma nieco silniejsze działanie, dlatego może czasem podrażnić skórę. Nie wiem z czego to wynika. bo zdarza się to raczej sporadycznie i pierwszy raz zdarzyło mi się dopiero przy drugiej buteleczce.


HYDROLAT CZARNY BEZ

    Koi skórę i przywraca jej blask. Łagodzi, nawilża, działa przeciwzapalnie i przeciwstarzeniowo. Jest idealny dla skóry odwodnionej i z problemami, gdyż pomaga jej się regenerować i przyspiesza gojenie ran. Ponadto zapobiega infekcjom i powstawaniu zaskórników. Ten destylat najlepiej mi się sprawdza w nagłych przypadkach, gdy przed okresem wyskoczy mi na twarzy jakaś niespodzianka. Lubię wtedy nasączyć nim wacik i przykładać do zaognionego miejsca jak kompres. Pachnie średnio, ale lubię go za jego działanie ;)


HYDROLAT ALOES

    Chyba najbardziej uniwersalny hydrolat, jaki miałam. Dzięki zawartości aloesu ma zbawienny wpływ na skórę i włosy. Działa łagodząco i regenerująco, przywraca odpowiednie pH, silnie odżywia skórę poprawiając ukrwienie, co znacząco wpływa na proces odnowy naskórka. Świetnie radzi sobie z łagodzeniem zmian, podrażnień czy opalonej skóry. Zapach ma bardzo delikatny, typowy dla aloesu. Ten destylat jest zdecydowanie moim ulubionym. Moja skóra świetnie na niego reaguje, wiele razy ratował moją skórę po opalanku :P Schłodzony dawał cudowne ukojenie w upalne dni. Idealnie się u mnie sprawdza jako podkład pod olej na włosy, zużywam już chyba czwartą buteleczkę :P



    Upodobałam sobie hydrolaty marki NATURE QUEEN z uwagi na sporą pojemność, ładną szatę graficzną i szeroki wybór hydrolatów. Często w drogeriach internetowych zdarzają się promocje więc zawsze robię zapasy i stosuję hydrolaty zamiennie. Podczas ostatnich zakupów kupiłam też coś dla siostry i mamy. Dla Weroniki wzięłam hydrolat z oczaru wirginijskiego, kóry ma silne działanie antyoksydacyjne. Mama Aldona dostała hydrolat z róży damasceńskiej, który jest polecany do skóry dojrzałej i ze skłonnościami do zmian trądzikowych. Mamie zdarzają się epizody trądziku różowatego i mam nadzieję, że hydrolat złagodzi jej te zmiany. Destylat z róży damasceńskiej pachnie zdecydowanie najładniej ze wszystkich, które dotychczas miałam :)



    Wody roślinne od wielu lat są obowiązkowym elementem moje pielęgnacji a stosowanie ich stało się pewnego rodzaju rytuałem. Zaraz po umyciu twarzy i otarciu jej z wody spryskuję ją lekką mgiełką, która przygotowuje skórę na kolejny krok pielęgnacji. Od kiedy stosuję hydrolaty moja skóra jest dużo bardziej spokojna, wyciszona i rzadziej zdarzają mi się podrażnienia czy wypryski. Uwielbiam to, że destylaty roślinne w tej formie mogę stosować na całą twarz nie omijając skóry wokół oczu bez obawy o podrażnienia. Wszelkie sera i olejki lepiej się wchłaniają, gdy skóra jest zwilżona kwiatową mgiełką. Cenię sobie także ich uniwersalność i brak uczucia lepkości na skórze.

Jestem ciekawa, czy Wy już znacie hydrolaty i czy lubicie je stosować. Koniecznie dajcie znać w komentarzu :)

Copyright © in progress , Blogger