poniedziałek, 11 maja 2020

KOSMETYCZNE RECENZJE PART10 - CLOCHEE OD TOPESTETIC

KOSMETYCZNE RECENZJE PART10 - CLOCHEE OD TOPESTETIC
    Kochani! Na wstępie chciałabym Wam wszystkim podziękować za gratulacje i życzenia :) Mały Staś jest zdrowy. Mama po cesarskim cięciu dochodzi do siebie. Tata szczęśliwy a Dziadkowie wniebowzięci. Jaś póki co zachwycony bratem i nawet zauważył, że ten ma uszy :D Niedługo wybieram się do domu rodzinnego i już nie mogę się doczekać spotkania z najmłodszym członkiem rodziny :)

    Maj jest dla mnie dość kiepskim miesiącem. Choć długo się opieraliśmy to niestety koronawirus odciska swoje piętno na perspektywie naszej dalszej pracy. Z niepokojem i niecierpliwością czekamy na rozwój wydarzeń i jest to dość stresujące. Do tego na naszym osiedlu rozpoczęły się prace związane z odnawianiem elewacji. Mimo zapewnień ze strony spółdzielni o zabezpieczeniu terenu prac muszę patrzeć jak panowie robotnicy dewastują mój ogródek i wszystko w koło... Moje maliny zostały zadeptane, nic z nich w tym roku nie będzie. Mięta i lawenda zostały zagniecione rusztowaniem. Zniszczeń w roślinach jest więcej ale nie mam siły o tym pisać.  Jestem wściekła i zrozpaczona.
    Udało mi się jednak nawiązać nową współpracę i będę przygotowywać dla was serię postów o pielęgnacji włosów. To jedna z niewielu kwestii, które pozwalają mi utrzymać pogodę ducha :) Mam nadzieję, że dla Was ten miesiąc jest trochę bardziej łaskawy ;)



    Dziś mam dla Was kolejną recenzję bardzo fajnych, naturalnych kosmetyków. Niezmiennie pochodzą one ze sklepu TOPESTETIC :klik: Zapraszam:)

CLOCHEE :klik:


    Clochee to polska marka, która stawia na naturalne, skuteczne, zdrowe i w 100% ekologiczne produkty łącząc naturę i tradycje z innowacjami. Dzięki możliwościom współczesnej technologii i nauki wyciągają z roślin, minerałów i innych surowców stosowanych przez nasze prababcie wszystko, co najcenniejsze dla naszej skóry. Oczywiście wszystko w zgodzie z naturą. Marka Clochee dba o to, by opakowania ich produktów w maksymalnym stopniu pochodziły z surowców wtórnych lub można było je poddać całkowitemu recyklingowi. Kosmetyki są w 100% wegańskie czyli nie zawierają substancji pochodzenia zwierzęcego ani nie są na zwierzętach testowane. Kosmetyki przechodzą długą drogę przed wprowadzeniem do sprzedaży a testy odbywają się tylko na ochotnikach pod pełną kontrolą dermatologów i alergologów.


DETOKSYKUJĄCA MASKA Z BIAŁĄ GLINKĄ :klik:

    Oczyszczająca maseczka z białą glinką jest odpowiednia dla każdego typu skóry. Ma odświeżać, nawilżać i odmładzać skórę. W składzie znajdziemy białą glinkę, która absorbuje nadmiar sebum i wpływa na poprawę kolorytu skóry a także wygładza i nawilża. Ekstrakt z melisy koi skórę, łagodzi podrażnienia i posiada właściwości regenerujące. Melisa działa przeciwzapalnie, pomaga regulować wydzielanie sebum a także chroni skórę przed promieniami słonecznymi. Ekstrakt z czarnej porzeczki zawiera witaminę C, flawonoidy i polifenole. Działają one przeciwzmarszczkowo, uelastyczniają i napinają skórę. Polifenole to silne antyoksydanty, które neutralizują działanie wolnych rodników. Witaminy z grupy B oraz sole mineralne oczyszczają, tonizują a do tego działają bakteriobójczo. 


    Maska ma biały kolor i bardzo gęstą konsystencję ale łatwo się rozprowadza. Saszetka zawiera dwie porcje produktu a jedna porcja wystarczy, by grubą warstwą pokryć twarz oraz szyję. Zapach jest bardzo neutralny, prawie niewyczuwalny. Zgodnie z zaleceniem należy ją stosować 2-3 razy w tygodniu, zostawić na skórze na 10-15 minut po czym zmyć letnią wodą. Nigdy wcześniej nie stosowałam maski z glinką więc byłam bardzo ciekawa efektów. Maseczka sama w sobie była bardzo przyjemna w stosowaniu. Nie tworzyła nieprzyjemnej skorupy ani się nie kruszyła. Skóra po jej zmyciu była bardzo dobrze odświeżona i nie czułam ściągnięcia. Odczuwalne było jednak napięcie, wygładzenie i nawilżenie skóry. Ten efekt bardzo mi się podobał. Skóra po maseczce bardzo dobrze wchłaniała kolejny kosmetyk pielęgnacyjny bez względu na jego formułę. Kosmetyk nie spowodował podrażnień ani nie zapchał mi skóry za to widocznie ją oczyścił i lekko rozjaśnił. Na pewno wrócę do tej maski w przyszłości, bo to naprawdę świetny kosmetyk. Polecam, jeśli jeszcze nie próbowałyście. Forma saszetki z dwiema porcjami jest bardzo poręczna, ponieważ nie pozwala wyschnąć drugiej porcji kosmetyku. Śmiało może czekać w szufladzie na kolejne spotkanie.

DROBNOZIARNISTY PEELING DO TWARZY :klik:

    Delikatny peeling nadaje się do każdego typu skóry. W bardzo delikatny ale skuteczny sposób oczyszcza skórę z martwego naskórka i zanieczyszczeń. Peeling ma przywracać skórze promienność, miękkość oraz wyrównać jej koloryt. Zawiera ekstrakt z bazylii, który walczy z wolnymi rodnikami i hamuje stany zapalne. Ekstrakt z lukrecji ma działanie przeciwzapalne i przeciwalergiczne. Redukuje powstawanie zaskórników i innych zmian skórnych, reguluje wydzielanie sebum i działa przeciwutleniająco. Dodatkowo rozjaśnia i ujednolica koloryt skóry.


    Peeling bardzo mnie zaskoczył. Delikatna, kremowa konsystencja sprawiła, że w pierwszej chwili zaczęłam się zastanawiać, czy to na pewno jest peeling. Drobinki są tak delikatne, że są wyczuwalne dopiero podczas rozsmarowywania kosmetyku na skórze. Podczas wykonywania masażu czuć jak wielką moc mają te maleństwa i jak dobrze potrafią oczyścić skórę. Peeling dogłębnie oczyszcza wszystkie obszary skóry od czoła, policzków, szyi a także świetnie radzi sobie z załamaniem przy nozdrzach, w których większe drobinki miałyby problem. Mogłabym ten peeling przyrównać do pasty z maleńkimi drobinkami najdelikatniejszego piasku. Czułam, że z mojej skóry zniknęły wszystkie zanieczyszczenia, suche skórki czy drobne niedoskonałości. Skóra po tym peelingu jest promienna, super gładka i napięta ale nie ściągnięta. Ten kosmetyk zdecydowanie zmienił moje podejście do peelingów. Zawsze myślałam, że im większe drobinki tym lepiej, że takie duże drobinki lepiej zdzierają wszystkie te zanieczyszczenia z mojej twarzy a tu proszę, taka niespodzianka. Uważam, że ten peeling zadziałał na moją skórę lepiej niż większość peelingów, które miałam, okazję stosować dotychczas i na pewno do niego wrócę. Kosmetyk nie spowodował podrażnień czy zaczerwienień a skóra była dobrze przygotowana na kolejny etap pielęgnacji. Trzeba tylko pamiętać, by obficie zmyć twarz letnią wodą, bo te niewidoczne drobinki lubią zostać na twarzy. Tak samo jak w przypadku maski, peeling jest zamknięty w saszetce z dwiema oddzielnymi porcjami a jedna porcja u mnie starczyła na dwa zastosowania. Podzieliłam się z P, bo od kiedy siedzimy w domu to staram się wprowadzać go w świat pielęgnacji skóry twarzy. Początkowo się opierał, ale gdy zauważył efekty to mu się spodobało :P Muszę mu tylko czasem przypominać, bo ma jeszcze problem z systematycznością ;)

ANTYOKSYDACYJNE SERUM Z WITAMINĄ C :klik:


    Serum nadaje się do każdego typu skóry, także tej wrażliwej i dojrzałej. Ma silne działanie antyoksydacyjne dzięki czemu hamuje procesy starzenia się skóry i opóźnia pojawienie się zmarszczek. Serum ma wygładzać skórę, poprawiać jej elastyczność a także wzmacniać naczynia krwionośne. Wszystko to dzięki naturalnym ekstraktom roślinnym. Róża pomarszczona jest źródłem witaminy C, która działa przeciwutleniająco, hamuje aktywność wolnych rodników i wykazuje działanie przeciwzmarszczkowe. Zmniejsza także zaczerwienienia i wycisza skórę w przypadku jej nadreaktywności. Olej z pestek śliwki dzięki zawartości kwasu oleinowego, linolowego a także witaminy E doskonale wpływa na poprawę nawilżenia skóry i odbudowę naskórka. Serum jest hipoalergiczne, nie zawiera konserwantów a jego lekka formuła jest niekomedogenna.

 

    Bardzo lubię sera i uwielbiam kosmetyki bogate w witaminę C, dlatego w tym kosmetyku pokładałam wielkie nadzieje i oczekiwania. Zamknięte w przezroczystej butelce z grubego szkła serum ma lekko żółty, słomkowy kolor i prawie niewyczuwalny zapach. Konsystencja jest typowa choć nieco bardziej gęsta niż moje ostatnie serum. Szklana pipetka pozwala na dozowanie takiej ilości kosmetyku jakiej oczekujemy. Bardzo lubię ten sposób dozowania bo mogę nakładać kosmetyk zarówno na dłoń jak i bezpośrednio na skórę twarzy w takiej ilości, jaka mi odpowiada. Serum może być stosowane zarówno samodzielnie jak i z innymi kosmetykami. Stosowałam je na różne sposoby. Pod krem na dzień, pod krem na noc, zamiast kremu na dzień, zamiast kremu na noc. W każdej konfiguracji działało świetnie i nie obciążało skóry. Serum bardzo dobrze nadaje się jako podkład do wykonania masażu twarzy zarówno rollerem jak i dłońmi. Dobrze sprawdzało się też pod makijażem. Serum może zostawiać na skórze delikatny film jednak ja należę do osób, którym to zupełnie nie przeszkadza. Moje oczekiwania zostały zaspokojone, gdyż moja skóra po zastosowaniu serum jest otulona, nawilżona, delikatnie napięta. Zauważyłam też rozjaśnienie przebarwień, które pozostały mi po trądziku, więc to kolejny plus. Choć nie mam zbyt wielu zmarszczek (jedynie kilka mimicznych) to zauważyłam lekkie ich wypełnienie. Serum bardzo świetnie się wchłania, pod warunkiem, że nałożymy je w odpowiedniej ilości. Podczas aplikacji, pod wpływem ciepła dłoni i skóry można wyczuć delikatny zapach, który (możecie się śmiać :P ) przypomina mi zapach żelków miśków z Haribo :D Jest piękny! Jeśli lubicie tego typu kosmetyki, to bardzo wam polecam to serum. Działanie jest widoczne gołym okiem, jestem pewna, że będziecie zadowoleni :)


    Tym razem w paczce znalazłam również opaskę, która jest bardzo pomocna przy wszelkich zabiegach na twarz. Zawsze miałam problem z włosami klejącymi się do wszystkich maseczek czy wpadającymi pod wodę podczas zmywania kosmetyku. Jest bardzo miła w dotyku i ma wszyty rzep, dzięki któremu dostosujecie opaskę do obwodu swojej głowy :)
Sklep TOPESTETIC kolejny raz mnie nie zawiódł a kosmetyki okazały się strzałem w 10! Dlatego jeśli jeszcze Was tam nie było, to koniecznie zajrzyjcie :)

Dajcie znać, czy tak samo jak ja lubicie sera i kosmetyki z witaminą C. Chętnie poznam Wasze opinie o innych kosmetykach tej marki :)


sobota, 2 maja 2020

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 9 - ZIELONE LABORATORIUM OD TOPESTETIC

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 9 - ZIELONE LABORATORIUM OD TOPESTETIC
    No i mamy MAJ i majówkę! Nie wiem jak to się stało i kiedy ten czas minął. Cała ta pandemia zaburza mi poczucie czasu. ALE! Nie marudzę, bo nie jestem typem marudy. Wiosna jest piękna, pogoda coraz lepsza i znowu można się wybrać na spacer do lasu lub na plażę ;) Da się żyć ;)

    Z ciekawostek pod tytułem "co u mnie słychać" to 30 kwietnia kolejny raz zostałam ciocią! Moja siostra urodziła drugiego synka i trochę żałuję, że w obecnej sytuacji nie mogę jej odwiedzić. Jednak co się odwlecze to nie uciecze. W końcu się zobaczymy i będę mogła osobiście poznać najmłodszego członka rodziny :)

    Dziś mam dla was post kosmetyczny o kolejnych produktach ze sklepu TOPESTETIC :klik: Serdecznie Was zapraszam do dalszej lektury :)

ZIELONE LABORATORIUM :klik:

    To polska marka produkująca ekologiczne, w pełni wegańskie kosmetyki. Produkty tej marki nie zawierają szkodliwych substancji takich jak; SLS, SLES, parabeny, PEG, silikony, sztuczne barwniki czy zapachy. Wszystkie kosmetyki tej marki bazują na naturalnych składnikach, które pozyskiwane są z poszanowaniem środowiska i nie są testowane na zwierzętach. Co więcej, ZIELONE LABORATORIUM wspiera organizacje i fundacje działające na rzecz zwierząt przekazując im część dochodów ze sprzedaży. Ode mnie duży szacunek za to :)

PEELING DO CIAŁA - ROZMARYN I PIETRUSZKA :klik:


    Naturalny, wegański peeling na bazie soli z dodatkiem rozmarynu i pietruszki delikatnie ale skutecznie oczyszcza skórę ciała z martwego naskórka i zanieczyszczeń. Nadaje się do każdego typu skóry, nawet tej najbardziej przesuszonej. Należy jednak pamiętać, by nie stosować peelingu na podrażnienia czy zacięcia po goleniu. Drobinki soli delikatnie masują skórę i pobudzają mikrokrążenie. Bogaty skład ma bardzo szerokie działanie. Sól kłodawska jest źródłem magnezu, potasu, cynku oraz żelaza. Oliwa z oliwek zawiera przeciwutleniacze (wit. A i E) i  świetnie nawilża. Olej słonecznikowy oprócz działania przeciwzapalnego wzmacnia też naturalną barierę ochronną skóry. Zawiera kwasy tłuszczowe, fosfolipidy i witaminę E. Dzięki temu przeciwdziała powstawaniu wolnych rodników i starzeniu się skóry. Rozmaryn łagodzi podrażnienia i działa odmładzająco. Wyciąg z pietruszki zawiera żelazo, magnez, wapń, sód i potas i świetnie radzi sobie z cellulitem. Olejek limetkowy wspomaga detoksykację a olejek lemongrasowy ma działanie odkażające, łagodzące, przeciwalergiczne i przeciwzapalne. 


    Peeling ma lekko zielonkawy kolor i bardzo silny, cytrynowo ziołowy zapach a jego konsystencja jest typowa. Wyczuwalne są drobinki soli oraz widoczne kawałki rozmarynu i pietruszki. W związku z tym, że nie przepadam za pietruszką zapach w pierwszej chwili nie przypadł mi do gustu. Peeling jest dość delikatny ale skuteczny. Można go stosować zarówno na suchą jak i na mokrą skórę. Pierwsze nasze spotkanie niestety było porażką. Przyzwyczajona do klasycznych peelingów cukrowych nabrałam sporą ilość kosmetyku na dłoń i zaczęłam masować skórę nóg. Duża zawartość olejów w składzie poskutkowała grubą, tłustą warstwą na mojej skórze, przez którą miałam problem ze zmyciem z niej resztek soli i ziół. Zapach drażnił mnie w nozdrza więc od razu chwyciłam za żel i zmyłam z siebie kosmetyk. Oczywiście nie poprzestałam na jednej próbie ;) Dałam mu kolejną szansę choć przez zapach stosowałam go tylko i wyłącznie na nogach. Nauczona doświadczeniem przy kolejnych próbach stosowałam już mniejsze ilości kosmetyku. Peeling bardzo dobrze złuszcza naskórek, nie podrażnia skóry za to pięknie ją wygładza. Przy zastosowaniu odpowiedniej ilości kosmetyku naprawdę bardzo fajnie i długotrwalenawilża
Jednak... kwestia zapachu była dla mnie nie do przejścia. Olejek limetkowy i lemongrasowy nadają mu świeżości, ale moja osobista awersja do pietruszki zrobiła swoje. Stosując peeling na ciepłe i mokre ciało ziołowy zapach stawał się bardziej intensywny co niestety odbierało mi przyjemność z pielęgnacji. 


BALSAM DO CIAŁA Z POMIDOREM I MARCHEWKĄ :klik:



    Lekki balsam do ciała dzięki ekstraktom z pomidora i marchwi wpływa na wyrównanie kolorytu skóry i działa na nią delikatnie brązująco. Aktywny skład pozwala utrzymać odpowiedni poziom nawilżenia i odżywienia skóry. Masło shea nawilża i chroni skórę przed działaniem czynników zewnętrznych a dzięki witaminom A i E działa przeciwstarzeniowo. Masło kakaowe wzmacnia procesy odnowy naskórka i zwiększa odporność i elastyczność skóry zapobiegając rozstępom. Olej marchwiowy dzięki zawartości witamin A, B, C, D, E, H oraz K odpowiada za poprawę i wyrównanie kolorytu skóry. Pomidor spowalnia procesy starzenia i regeneruje naskórek. Erytruloza działa brązująco. Olejek grejpfrutowy dzięki zawartości witaminy C działa tonizująco. Olejek cynamonowy znany jest z właściwości antycellulitowych i ujędrniających. Olejek geraniowy łagodzi stany zapalne, podrażnienia, wspomaga regenerację i działa antyseptycznie. Tocoferol, czyli witamina E wzmacnia i odbudowuje naskórek a także poprawia gospodarkę wodną naskórka  i skóry właściwej co wpływa na jej głębokie nawilżenie.



    Zawsze miałam mieszane uczucia co do balsamów brązujących. Jako nastolatka próbowałam takich kosmetyków ale "opalenizna" zawsze wydawała mi się sztuczna, nierówna i wycierała się w ubrania a skóra brzydko pachniała. Ten balsam mnie jednak pozytywnie zaskoczył. Dzięki lekkiej konsystencji balsam jest bardzo wydajny i dobrze się rozprowadza. Kosmetyk dobrze się wchłania i naprawdę bardzo dobrze i długotrwale nawilża. Dodatkowo zostawia na skórze subtelnie błyszczącą poświatę. To zasługa delikatnych, złocistych drobinek. Są tak małe, że na próżno ich wypatrywać w słoiczku. Lekka opalenizna nie jest widoczna od razu i dzięki temu nie ma obawy, że efekt będzie sztuczny czy przesadzony. Oczywiście nie udało się uniknąć charakterystycznego dla samoopalaczy zapachu. Jest on jednak na tyle delikatny, że jestem w stanie go zaakceptować ;) Jedynym minusem według mnie jest to, że balsam pozostawia na skórze lekki film. Nie jest to lepka, tłusta warstwa a bardziej "tępa".  Skóra po jego użyciu nie jest aksamitna a ubranie na siebie obcisłych dżinsów nie należy do najprzyjemniejszych. Jednak... w czasach pandemii rzadko zakładam na siebie coś innego niż dresy, więc to tylko malutki minus ;) Ogólne wrażenie jest jednak bardzo na plus. Nie zdążyłam się jeszcze opalić słońcem więc opalenizna po kilku dniach była całkiem nieźle widoczna :) Niestety... dopiero po kilku dniach, gdy brązujące działanie balsamu było dobrze widoczne, pomyślałam, że mogłam zrobić dla Was porównanie skóry przed i po :P Wybaczcie



    Mimo, że o kosmetykach Zielonego Laboratorium wiele słyszałam to było to moje pierwsze spotkanie z tą marką. Nie powiem, że było to całkiem udane spotkanie, ze względu na zapach peelingu, jednak nie skreślam tej marki :) Mam nadzieję, że polecicie mi inne kosmetyki z Zielonego Laboratorium :)


    Sklep TOPESTETIC mimo trwającej pandemii dostarcza przesyłki ekspresowo i bez problemów. Niezmiennie w paczce znalazłam sporo próbek :) Sklep dba o klientów więc jeśli jeszcze nie robiliście tam zakupów to szczerze Was zachęcam. Jeśli macie jakieś wątpliwości to dermokonsultanci na pewno odpowiedzą na wszystkie pytania :)


No to powiedzcie... jak Wasza Majówka? :D Jakie plany? ;) dajcie znać jak sobie radzicie :)

piątek, 17 kwietnia 2020

MAKIJAŻOWE RECENZJE PART 1 - HUDA BEAUTY NUDE OBSESSIONS - LIGHT

MAKIJAŻOWE RECENZJE PART 1 - HUDA BEAUTY NUDE OBSESSIONS - LIGHT
Cześć wszystkim w piątek ;)
    Normalnie cieszyłabym się, że już weekend ale w obecnych okolicznościach jest mi to wszystko jedno. I tak będę siedzieć w domu a jedyny spacer, który mogę sobie urządzić to ten po moim ogródeczku ;) Maliny rosną, kwiaty kwitną, wiosna w pełni. Dziś jednak nie mam dla was "ogrodniczych aktualności" a recenzję paletki cieni, z którą od jakiegoś czasu się poznaję.

HUDA BEAUTY NUDE OBSESSIONS - LIGHT


    Jestem amatorką ale za to wielką miłośniczką makijażu. Choć robię to obecnie dość rzadko, to bardzo lubię się malować i dlatego też lubię gromadzić palety cieni do powiek. Jak tylko ukazała się paleta THE NEW NUDE to stała się ona moim marzeniem. Jestem jednak dość oszczędna i póki co nie chcę wydawać takiej sumy na paletę cieni. Nie jestem profesjonalistką więc palety u mnie nie zużywają się zbyt szybko a kupować ją tylko po to, by spełnić zachciankę? No nie. To nie ja. (oczywiście... jako rasowa Grażyna biznesu, kupię ją pewnie na kolejnej poświątecznej promce :D ) 

Ale wróćmy do bohatera dzisiejszego wpisu...

   Paleta Nude Obsessions w wersji Light to jedna z trzech mini paletek NUDE od Huda Beauty. Zawiera 9 cieni w odcieniach brzoskwini i fioletu. 5 matowych i 4 metaliczne. Zamknięte są one w solidnym, plastikowym pudełku z zatrzaskiem. Nie ma opcji, żeby paleta sama otworzyła się w kosmetyczce. Pudełko jest wyposażone w bardzo fajne lusterko, które bardzo ułatwia wykonywanie makijażu. Cała paleta jest bardzo zgrabna i świetnie nadaje się na wyjazd. Z powodzeniem wykonamy nią lekki makijaż dzienny a wykorzystując jeden z metalicznych cieni plus eyeliner możemy wyczarować piękny makijaż wieczorowy



    Nie jestem najlepsza w robieniu swatchy więc musicie mi wybaczyć :P Z czasem na pewno się tego nauczę ;) Najjaśniejszy cień niestety jest ledwo widoczny na mojej jasnej skórze, ale mam nadzieję że mimo wszystko coś tam dojrzycie ;)
    Formuła cieni matowych jest bardzo przyjemna, kremowa i dzięki temu nie osypują się nadmiernie jak np cienie od Sleek. Mimo, że nie używam bazy, a cienie aplikuję na korektor, w ciągu dnia cienie nie migrują i nie rolują się w zagięciu powieki. Pigmentacja jest na tyle wyważona, że nawet początkującej osobie praca z tymi cieniami nie sprawi kłopotu. Cienie świetnie się blendują, ładnie się łączą ze sobą i dobrze się nimi buduje głębię. Znajdziemy tu cienie zarówno w ciepłych jak i zimnych barwach. Jedynym neutralnym cieniem jest jasny beż. Ciepłe odcienie to delikatna brzoskwinia i ciemny brąz. Zimnymi odcieniami są jasny i nieco ciemniejszy, przybrudzony róż.

Cienie matowe od najjaśniejszego

    Cienie metaliczne są bardzo nasycone drobinkami i pięknie opalizują. Najlepiej aplikować je palcem lub płaskim pędzlem na bazę czy klej, gdyż przy aplikacji puchatym pędzlem możecie być pewni, że świecące drobinki będą na całej twarzy. Możemy wybrać z czterech pięknie mieniących się cieni: delikatna lawenda, lekki brąz, miedź i róż ze złotymi drobinkami. 

Cienie metaliczne

    Bardzo lubię tę paletkę lecz jeszcze nie do końca umiem wykorzystać jej potencjał. Świetnie nadaje się do wykonania makijażu dziennego lub takiego w stylu "makeup no makeup" Ja jednak nie umiem wpleść w swój makijaż tych zimnych odcieni różu i lawendy, ale na pewno z czasem coś wykombinuję. Momentami żałuję, że nie zdecydowałam się na wersję Medium lub Rich ale z drugiej strony... przynajmniej mam świetny pretekst by sprawić sobie te dwie pozostałe :D


    Poniżej zamieszczam fotkę mojego dzisiejszego makijażu wykonanego w całości tą paletką. To mój klasyk, w którym czuję się najlepiej. Do wykonania tego makijażu wykorzystałam najjaśniejszy beż w wewnętrznym kąciku, załamanie powieki to ciemny brąz rozblendowany z delikatną brzoskwinią. Na środek powieki palcem nałożyłam najjaśniejszy z metalicznych cieni czyli róż ze złotem. Dodałam oczywiście eyeliner, bez którego nie wyobrażam sobie mojego makijażu, usta muśnięte jedynie pomadką ochronną. Zdjęcie z daleka, ponieważ nie opanowałam jeszcze robienia zdjęć z bliska moim telefonem no i...wybaczcie fryzurę - luźny koczek to ostatnio moje ulubione upięcie ;) Jak wam się podoba?






Jestem ciekawa, czy używaliście już jakiejś palety od Hudej i macie jakieś odczucia na ich temat. 
Dajcie koniecznie znać no i życzę spokojnego weekendu :)




czwartek, 9 kwietnia 2020

DOMOWE SPA - KAMIENNY MASAŻER DO TWARZY

DOMOWE SPA - KAMIENNY MASAŻER DO TWARZY
    Jestem pewna, że większość z Was widziała już ten gadżet na wielu blogach czy instagramie. Jakiś czas temu szturmem zdobył on serca wielu kobiet, mimo że nie jest wynalazkiem naszych czasów
    Kamienny roller do masażu twarzy to nie tylko piękny ale też bardzo przydatny gadżet. W dobie ciągłych poszukiwań przepisu na piękną skórę warto cofnąć się daleko daleko w przeszłość i wypróbować sposoby znane kobietom od wieków. Kamienne wałki, czy to z jadeitu, kwarcu czy innych kamieni szlachetnych, są znane i stosowane w Chinach od wieków.



CO DAJE MASAŻ KAMIENNYM WAŁKIEM?

    Kamienne wałki w zależności od rozmiaru mogą być stosowane do masażu różnych obszarów twarzy. Dostępne na rynku rollery są wyposażone w dwa wałki o różnych rozmiarach. Duży nadaje się do masażu policzków, czoła i szyi a mały świetnie się sprawdzi w okolicach oczu, ust i nosa. Jest jednak kilka niezależnych od rozmiaru korzyści, jakie niesie za sobą regularne używanie takiego rollera:
  • poprawa elastyczności i ukrwienia skóry,
  • redukcja cieni i obrzęków w okół oczu,
  • ukojenie skóry i rozluźnienie mięśni twarzy,
  • łagodzenie podrażnień i zwężenie porów,
  • poprawa owalu twarzy i spłycenie drobnych zmarszczek,
  • delikatny lifting,
  • drenaż limfatyczny,




JAK WYKONAĆ MASAŻ TWARZY WAŁKIEM?

    W internecie znajdziecie mnóstwo tutoriali na ten temat i z każdego możecie wybrać technikę, która wam odpowiada. Jedno jest jednak pewne. Masaż wykonujemy zawsze od środka twarzy kierując ruchy do zewnątrz. W przypadku masażu szyi możemy go wykonać na dwa sposoby. Od obojczyków w górę jeśli zależy nam na liftingu lub od żuchwy w dół w celu ułatwienia odpływu limfy.
    Warto jest przed zastosowaniem wałka wykonać masaż twarzy palcami a w tym czasie umieścić roller w lodówce. Kamień, z którego jest on wykonany świetnie trzyma chłód i przenosi go na skórę obkurczając naczynka krwionośne
    Także siła, z jaką wykonujemy masaż jest nie bez znaczenia. Wiadomo, że "głaskanie" się wałkiem po twarzy może być przyjemne, ale nie ma co się spodziewać po tym spektakularnych efektów. Jeśli byłyście kiedyś na masażu u specjalisty to wiecie, że bywa bolesny.

MASAŻ PRZED NAŁOŻENIEM KOSMETYKU CZY PO?

    Mnogość kosmetyków pozwala na bardzo zróżnicowane zastosowanie wałka zarówno podczas porannej jak i wieczornej pielęgnacji. Masaż możemy wykonywać na toniku, kremie, serum, masce czy nawet maseczce w płachcie
    Ja bardzo lubię małym wałeczkiem wmasowywać serum czy krem pod oczy w czasie porannej pielęgnacji, ponieważ po przebudzeniu często mam opuchnięte powieki. Następnie dużym wałkiem rozmasowuję całą twarz i szyję, na które nałożyłam wcześniej krem. Chłodny kamień świetnie pobudza skórę. W wieczornej pielęgnacji lubię masować twarz po nałożeniu na nią maseczki. 
    Należy pamiętać, że po każdym użyciu trzeba umyć i osuszyć roller. Nawet jeśli masujecie nim suchą, oczyszczoną skórę, to wydziela ona sebum, które przenosi się na wałek.





REZULTATY?

Jest to oczywiście kwestia indywidualna i uzależniona od regularności lub jej braku ;) Według mnie jest to gadżet nie tylko estetyczny i dekoracyjny. Po kilku tygodniach regularnego stosowania zauważyłam poprawę kondycji mojej skóry i zwężenie porów. Masaż na nałożonej wcześniej masce (np. tej Resibo, o której pisałam tutaj). Póki co nie zależy mi na efekcie liftingu więc skupiam się bardziej na pielęgnacji skóry. Roller bardzo skutecznie pomaga mi ją pielęgnować i utrzymywać w dobrej kondycji więc jestem z niego bardzo zadowolona

Macie i stosujecie takie rollery? lubicie takie gadżety? 


Na koniec mam dla was jeszcze kilka zdjęć z mojego ogródka :) Wczoraj pogoda była przepiękna i zrobiłam kilka zdjęć :) Wiosna w pełni!


jedna z wielu stokrotek rosnących na moim trawniku

tutaj moje maliny! już widać małe gałązki <3



Piękne szafirki. Uwielbiam te kwiaty :)


Trzmielina


Jeśli znacie się na roślinach to dajcie znać co to :P
a tu żółty fiołek, który kwitnie już od miesiąca :)
No i moje kapcie przywiezione z Zakopanego :D


czwartek, 2 kwietnia 2020

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 8 - PHYTO OD TOPESTETIC.PL

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 8 - PHYTO OD TOPESTETIC.PL
    Hej Wam wszystkim!
Cieszę się, że pod poprzednim postem mogłam choć trochę dowiedzieć się, co u Was słychać :) Lubię, gdy Wasze komentarze nawiązują do tekstu i możemy wejść we wspólną interakcję ;)
Tak jak pisałam ostatnio, wkopałam maliny i mięte w ogródku i codziennie sprawdzam "czy może już coś wzeszło?" :D A mój P się ze mnie śmieje, że siedzę i grzebię w ziemi jak jakaś kura :D
Mam nadzieję, że mimo ostatnich śniegów i lekkich przymrozków coś z tego wyrośnie ;)

    Dziś mam dla Was recenzję ciekawego produktu, jakim jest eliksir marki PHYTO, który otrzymałam w ostatniej paczce ze sklepu TOPESTETIC :klik:

PHYTO PARIS :klik:

    Kosmetyki tej marki składają się głownie z wyciągów roślinnych i stanowią one minimum 90% ich składu. Marka cechuje się głębokim szacunkiem do przyrody, dlatego jedynie w składzie kilku z kosmetyków Phyto znajdziemy wosk pszczeli, miód czy jaja.
Jak szacunek do przyrody to również polityka proekologiczna. Kartoniki wyprodukowane są z półproduktów z drewna pochodzącego ze zrównoważonych źródeł. W miejsce jednego ściętego drzewka sadzone jest nowe. Produkcja kosmetyków jest kontrolowana przez toksykologów i innych specjalistów, którzy dbają o skuteczność, bezpieczeństwo oraz eliminowanie potencjalnych skutków ubocznych w kosmetykach.

PHYTOPOLLEINE :klik:

    To odżywczy eliksir przeznaczony do stosowania na skórę głowy. Nadaje się do każdego typu włosów a jedyne przeciwwskazania to ciąża i okres karmienia piersią oraz dzień farbowania włosów i dzień po. Skład jest prosty: olej z kiełków kukurydzy i olejki eteryczne z rozmarynu, szałwii, cyprysu, kajeputa i cytryny. Eliksir ma odświeżać i tonizować skórę głowy, pobudzać krążenie i cebulki włosów a także regulować pracę gruczołów. Produkt powinno się nakładać na skórę głowy raz, dwa razy tygodniu. Po nałożeniu należy wmasować i pozostawić na 20 minut, po czym zmyć szamponem. Dla lepszego efektu można pozostawić na całą noc.


    Testowanie kosmetyku zajęło mi kilka tygodni, ponieważ moje włosy nie mają tendencji do przetłuszczania się i dlatego myję je raz w tygodniu (maksymalnie dwa razy - w razie potrzeby). Nie chciałam opisywać działania tego produktu po jednym użyciu bo uważam, że taka recenzja nie jest rzetelna.
    Nakładanie eliksiru jest bardzo proste dzięki aplikatorowi, w który wyposażona jest buteleczka a konsystencja jest standardowa jak na tego typu produkt. Eliksir ma bardzo silny, ziołowy zapach i mimo szczerych chęci, nie dałabym rady zostawić go na głowie całą noc :P Na szczęście zapach łatwo się zmywa szamponem czy odżywką. Po kilku tygodniach mogę stwierdzić, że eliksir bardzo dobrze spełnia swoje zadania. Skóra głowy jest czysta, odświeżona a włosy są jakby odbite od nasady. Strasznie nie lubię mieć "przyklapniętych" włosów więc ten efekt bardzo mi odpowiada. Podoba mi się też to, że włosy są wygładzone ale utrzymują skręt. Pojawiło się także trochę baby hair ;)

    Produkt na pewno spodoba się osobom, które mają problem z przetłuszczającą się skórą głowy. Mimo, że mnie ten problem nie dotyczy to i tak zauważyłam lekkie przesunięcie w czasie przetłuszczenia. W związku z tym, że mocno wkręcam się w naturalną pielęgnację włosów, równowagę PEH i metody mycia włosów kręconych taka wcierka to produkt, którego brakowało w mojej pielęgnacji.

Cieszę się, że mogę Wam polecić kolejny kosmetyk świetnej marki. Dzięki dermokonsultacjom jestem pewna, że kosmetyk jest odpowiednio dobrany do potrzeb moich włosów a próbki pozwolą mi zaspokoić swoją ciekawość na temat innym produktów tej marki.


Widziałam kilka recenzji produktów do włosów tej marki na waszych blogach więc dajcie koniecznie znać, jakie produkty warto przetestować. 
Copyright © in progress , Blogger