piątek, 17 kwietnia 2020

MAKIJAŻOWE RECENZJE PART 1 - HUDA BEAUTY NUDE OBSESSIONS - LIGHT

MAKIJAŻOWE RECENZJE PART 1 - HUDA BEAUTY NUDE OBSESSIONS - LIGHT
Cześć wszystkim w piątek ;)
    Normalnie cieszyłabym się, że już weekend ale w obecnych okolicznościach jest mi to wszystko jedno. I tak będę siedzieć w domu a jedyny spacer, który mogę sobie urządzić to ten po moim ogródeczku ;) Maliny rosną, kwiaty kwitną, wiosna w pełni. Dziś jednak nie mam dla was "ogrodniczych aktualności" a recenzję paletki cieni, z którą od jakiegoś czasu się poznaję.

HUDA BEAUTY NUDE OBSESSIONS - LIGHT


    Jestem amatorką ale za to wielką miłośniczką makijażu. Choć robię to obecnie dość rzadko, to bardzo lubię się malować i dlatego też lubię gromadzić palety cieni do powiek. Jak tylko ukazała się paleta THE NEW NUDE to stała się ona moim marzeniem. Jestem jednak dość oszczędna i póki co nie chcę wydawać takiej sumy na paletę cieni. Nie jestem profesjonalistką więc palety u mnie nie zużywają się zbyt szybko a kupować ją tylko po to, by spełnić zachciankę? No nie. To nie ja. (oczywiście... jako rasowa Grażyna biznesu, kupię ją pewnie na kolejnej poświątecznej promce :D ) 

Ale wróćmy do bohatera dzisiejszego wpisu...

   Paleta Nude Obsessions w wersji Light to jedna z trzech mini paletek NUDE od Huda Beauty. Zawiera 9 cieni w odcieniach brzoskwini i fioletu. 5 matowych i 4 metaliczne. Zamknięte są one w solidnym, plastikowym pudełku z zatrzaskiem. Nie ma opcji, żeby paleta sama otworzyła się w kosmetyczce. Pudełko jest wyposażone w bardzo fajne lusterko, które bardzo ułatwia wykonywanie makijażu. Cała paleta jest bardzo zgrabna i świetnie nadaje się na wyjazd. Z powodzeniem wykonamy nią lekki makijaż dzienny a wykorzystując jeden z metalicznych cieni plus eyeliner możemy wyczarować piękny makijaż wieczorowy



    Nie jestem najlepsza w robieniu swatchy więc musicie mi wybaczyć :P Z czasem na pewno się tego nauczę ;) Najjaśniejszy cień niestety jest ledwo widoczny na mojej jasnej skórze, ale mam nadzieję że mimo wszystko coś tam dojrzycie ;)
    Formuła cieni matowych jest bardzo przyjemna, kremowa i dzięki temu nie osypują się nadmiernie jak np cienie od Sleek. Mimo, że nie używam bazy, a cienie aplikuję na korektor, w ciągu dnia cienie nie migrują i nie rolują się w zagięciu powieki. Pigmentacja jest na tyle wyważona, że nawet początkującej osobie praca z tymi cieniami nie sprawi kłopotu. Cienie świetnie się blendują, ładnie się łączą ze sobą i dobrze się nimi buduje głębię. Znajdziemy tu cienie zarówno w ciepłych jak i zimnych barwach. Jedynym neutralnym cieniem jest jasny beż. Ciepłe odcienie to delikatna brzoskwinia i ciemny brąz. Zimnymi odcieniami są jasny i nieco ciemniejszy, przybrudzony róż.

Cienie matowe od najjaśniejszego

    Cienie metaliczne są bardzo nasycone drobinkami i pięknie opalizują. Najlepiej aplikować je palcem lub płaskim pędzlem na bazę czy klej, gdyż przy aplikacji puchatym pędzlem możecie być pewni, że świecące drobinki będą na całej twarzy. Możemy wybrać z czterech pięknie mieniących się cieni: delikatna lawenda, lekki brąz, miedź i róż ze złotymi drobinkami. 

Cienie metaliczne

    Bardzo lubię tę paletkę lecz jeszcze nie do końca umiem wykorzystać jej potencjał. Świetnie nadaje się do wykonania makijażu dziennego lub takiego w stylu "makeup no makeup" Ja jednak nie umiem wpleść w swój makijaż tych zimnych odcieni różu i lawendy, ale na pewno z czasem coś wykombinuję. Momentami żałuję, że nie zdecydowałam się na wersję Medium lub Rich ale z drugiej strony... przynajmniej mam świetny pretekst by sprawić sobie te dwie pozostałe :D


    Poniżej zamieszczam fotkę mojego dzisiejszego makijażu wykonanego w całości tą paletką. To mój klasyk, w którym czuję się najlepiej. Do wykonania tego makijażu wykorzystałam najjaśniejszy beż w wewnętrznym kąciku, załamanie powieki to ciemny brąz rozblendowany z delikatną brzoskwinią. Na środek powieki palcem nałożyłam najjaśniejszy z metalicznych cieni czyli róż ze złotem. Dodałam oczywiście eyeliner, bez którego nie wyobrażam sobie mojego makijażu, usta muśnięte jedynie pomadką ochronną. Zdjęcie z daleka, ponieważ nie opanowałam jeszcze robienia zdjęć z bliska moim telefonem no i...wybaczcie fryzurę - luźny koczek to ostatnio moje ulubione upięcie ;) Jak wam się podoba?






Jestem ciekawa, czy używaliście już jakiejś palety od Hudej i macie jakieś odczucia na ich temat. 
Dajcie koniecznie znać no i życzę spokojnego weekendu :)




czwartek, 9 kwietnia 2020

DOMOWE SPA - KAMIENNY MASAŻER DO TWARZY

DOMOWE SPA - KAMIENNY MASAŻER DO TWARZY
    Jestem pewna, że większość z Was widziała już ten gadżet na wielu blogach czy instagramie. Jakiś czas temu szturmem zdobył on serca wielu kobiet, mimo że nie jest wynalazkiem naszych czasów
    Kamienny roller do masażu twarzy to nie tylko piękny ale też bardzo przydatny gadżet. W dobie ciągłych poszukiwań przepisu na piękną skórę warto cofnąć się daleko daleko w przeszłość i wypróbować sposoby znane kobietom od wieków. Kamienne wałki, czy to z jadeitu, kwarcu czy innych kamieni szlachetnych, są znane i stosowane w Chinach od wieków.



CO DAJE MASAŻ KAMIENNYM WAŁKIEM?

    Kamienne wałki w zależności od rozmiaru mogą być stosowane do masażu różnych obszarów twarzy. Dostępne na rynku rollery są wyposażone w dwa wałki o różnych rozmiarach. Duży nadaje się do masażu policzków, czoła i szyi a mały świetnie się sprawdzi w okolicach oczu, ust i nosa. Jest jednak kilka niezależnych od rozmiaru korzyści, jakie niesie za sobą regularne używanie takiego rollera:
  • poprawa elastyczności i ukrwienia skóry,
  • redukcja cieni i obrzęków w okół oczu,
  • ukojenie skóry i rozluźnienie mięśni twarzy,
  • łagodzenie podrażnień i zwężenie porów,
  • poprawa owalu twarzy i spłycenie drobnych zmarszczek,
  • delikatny lifting,
  • drenaż limfatyczny,




JAK WYKONAĆ MASAŻ TWARZY WAŁKIEM?

    W internecie znajdziecie mnóstwo tutoriali na ten temat i z każdego możecie wybrać technikę, która wam odpowiada. Jedno jest jednak pewne. Masaż wykonujemy zawsze od środka twarzy kierując ruchy do zewnątrz. W przypadku masażu szyi możemy go wykonać na dwa sposoby. Od obojczyków w górę jeśli zależy nam na liftingu lub od żuchwy w dół w celu ułatwienia odpływu limfy.
    Warto jest przed zastosowaniem wałka wykonać masaż twarzy palcami a w tym czasie umieścić roller w lodówce. Kamień, z którego jest on wykonany świetnie trzyma chłód i przenosi go na skórę obkurczając naczynka krwionośne
    Także siła, z jaką wykonujemy masaż jest nie bez znaczenia. Wiadomo, że "głaskanie" się wałkiem po twarzy może być przyjemne, ale nie ma co się spodziewać po tym spektakularnych efektów. Jeśli byłyście kiedyś na masażu u specjalisty to wiecie, że bywa bolesny.

MASAŻ PRZED NAŁOŻENIEM KOSMETYKU CZY PO?

    Mnogość kosmetyków pozwala na bardzo zróżnicowane zastosowanie wałka zarówno podczas porannej jak i wieczornej pielęgnacji. Masaż możemy wykonywać na toniku, kremie, serum, masce czy nawet maseczce w płachcie
    Ja bardzo lubię małym wałeczkiem wmasowywać serum czy krem pod oczy w czasie porannej pielęgnacji, ponieważ po przebudzeniu często mam opuchnięte powieki. Następnie dużym wałkiem rozmasowuję całą twarz i szyję, na które nałożyłam wcześniej krem. Chłodny kamień świetnie pobudza skórę. W wieczornej pielęgnacji lubię masować twarz po nałożeniu na nią maseczki. 
    Należy pamiętać, że po każdym użyciu trzeba umyć i osuszyć roller. Nawet jeśli masujecie nim suchą, oczyszczoną skórę, to wydziela ona sebum, które przenosi się na wałek.





REZULTATY?

Jest to oczywiście kwestia indywidualna i uzależniona od regularności lub jej braku ;) Według mnie jest to gadżet nie tylko estetyczny i dekoracyjny. Po kilku tygodniach regularnego stosowania zauważyłam poprawę kondycji mojej skóry i zwężenie porów. Masaż na nałożonej wcześniej masce (np. tej Resibo, o której pisałam tutaj). Póki co nie zależy mi na efekcie liftingu więc skupiam się bardziej na pielęgnacji skóry. Roller bardzo skutecznie pomaga mi ją pielęgnować i utrzymywać w dobrej kondycji więc jestem z niego bardzo zadowolona

Macie i stosujecie takie rollery? lubicie takie gadżety? 


Na koniec mam dla was jeszcze kilka zdjęć z mojego ogródka :) Wczoraj pogoda była przepiękna i zrobiłam kilka zdjęć :) Wiosna w pełni!


jedna z wielu stokrotek rosnących na moim trawniku

tutaj moje maliny! już widać małe gałązki <3



Piękne szafirki. Uwielbiam te kwiaty :)


Trzmielina


Jeśli znacie się na roślinach to dajcie znać co to :P
a tu żółty fiołek, który kwitnie już od miesiąca :)
No i moje kapcie przywiezione z Zakopanego :D


czwartek, 2 kwietnia 2020

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 8 - PHYTO OD TOPESTETIC.PL

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 8 - PHYTO OD TOPESTETIC.PL
    Hej Wam wszystkim!
Cieszę się, że pod poprzednim postem mogłam choć trochę dowiedzieć się, co u Was słychać :) Lubię, gdy Wasze komentarze nawiązują do tekstu i możemy wejść we wspólną interakcję ;)
Tak jak pisałam ostatnio, wkopałam maliny i mięte w ogródku i codziennie sprawdzam "czy może już coś wzeszło?" :D A mój P się ze mnie śmieje, że siedzę i grzebię w ziemi jak jakaś kura :D
Mam nadzieję, że mimo ostatnich śniegów i lekkich przymrozków coś z tego wyrośnie ;)

    Dziś mam dla Was recenzję ciekawego produktu, jakim jest eliksir marki PHYTO, który otrzymałam w ostatniej paczce ze sklepu TOPESTETIC :klik:

PHYTO PARIS :klik:

    Kosmetyki tej marki składają się głownie z wyciągów roślinnych i stanowią one minimum 90% ich składu. Marka cechuje się głębokim szacunkiem do przyrody, dlatego jedynie w składzie kilku z kosmetyków Phyto znajdziemy wosk pszczeli, miód czy jaja.
Jak szacunek do przyrody to również polityka proekologiczna. Kartoniki wyprodukowane są z półproduktów z drewna pochodzącego ze zrównoważonych źródeł. W miejsce jednego ściętego drzewka sadzone jest nowe. Produkcja kosmetyków jest kontrolowana przez toksykologów i innych specjalistów, którzy dbają o skuteczność, bezpieczeństwo oraz eliminowanie potencjalnych skutków ubocznych w kosmetykach.

PHYTOPOLLEINE :klik:

    To odżywczy eliksir przeznaczony do stosowania na skórę głowy. Nadaje się do każdego typu włosów a jedyne przeciwwskazania to ciąża i okres karmienia piersią oraz dzień farbowania włosów i dzień po. Skład jest prosty: olej z kiełków kukurydzy i olejki eteryczne z rozmarynu, szałwii, cyprysu, kajeputa i cytryny. Eliksir ma odświeżać i tonizować skórę głowy, pobudzać krążenie i cebulki włosów a także regulować pracę gruczołów. Produkt powinno się nakładać na skórę głowy raz, dwa razy tygodniu. Po nałożeniu należy wmasować i pozostawić na 20 minut, po czym zmyć szamponem. Dla lepszego efektu można pozostawić na całą noc.


    Testowanie kosmetyku zajęło mi kilka tygodni, ponieważ moje włosy nie mają tendencji do przetłuszczania się i dlatego myję je raz w tygodniu (maksymalnie dwa razy - w razie potrzeby). Nie chciałam opisywać działania tego produktu po jednym użyciu bo uważam, że taka recenzja nie jest rzetelna.
    Nakładanie eliksiru jest bardzo proste dzięki aplikatorowi, w który wyposażona jest buteleczka a konsystencja jest standardowa jak na tego typu produkt. Eliksir ma bardzo silny, ziołowy zapach i mimo szczerych chęci, nie dałabym rady zostawić go na głowie całą noc :P Na szczęście zapach łatwo się zmywa szamponem czy odżywką. Po kilku tygodniach mogę stwierdzić, że eliksir bardzo dobrze spełnia swoje zadania. Skóra głowy jest czysta, odświeżona a włosy są jakby odbite od nasady. Strasznie nie lubię mieć "przyklapniętych" włosów więc ten efekt bardzo mi odpowiada. Podoba mi się też to, że włosy są wygładzone ale utrzymują skręt. Pojawiło się także trochę baby hair ;)

    Produkt na pewno spodoba się osobom, które mają problem z przetłuszczającą się skórą głowy. Mimo, że mnie ten problem nie dotyczy to i tak zauważyłam lekkie przesunięcie w czasie przetłuszczenia. W związku z tym, że mocno wkręcam się w naturalną pielęgnację włosów, równowagę PEH i metody mycia włosów kręconych taka wcierka to produkt, którego brakowało w mojej pielęgnacji.

Cieszę się, że mogę Wam polecić kolejny kosmetyk świetnej marki. Dzięki dermokonsultacjom jestem pewna, że kosmetyk jest odpowiednio dobrany do potrzeb moich włosów a próbki pozwolą mi zaspokoić swoją ciekawość na temat innym produktów tej marki.


Widziałam kilka recenzji produktów do włosów tej marki na waszych blogach więc dajcie koniecznie znać, jakie produkty warto przetestować. 

sobota, 28 marca 2020

KOSMETYCZNE RECENZJE PART. 7 - D'ALCHEMY OD TOPESTETIC.PL

KOSMETYCZNE RECENZJE PART. 7 - D'ALCHEMY OD TOPESTETIC.PL
Cześć! 
    Mam nadzieję, że trzymacie się zdrowo i jeszcze nie zwariowaliście w domach :P U mnie wszystko ok, nie narzekam na nudę i grzecznie czekam, aż to wszystko się skończy. Dziś mam w planach wyjść do ogródka i wkopać maliny oraz miętę. Dostałam sadzonki z ogrodu moich rodziców i mam nadzieję, że się przyjmą :)

    Tymczasem chciałabym przedstawić bohatera dzisiejszej recenzji. Jeden z dwóch produktów, który znalazłam w ostatniej paczce ze sklepu TOPESTETIC.PL 

D'ALCHEMY :klik:

    Kosmetyki marki D'alchemy są skierowane głównie w stronę osób ze skórą suchą i wrażliwą oraz wykazują silne działanie przeciwstarzeniowe. To luksusowe produkty, które zawierają ponad 98% składników pochodzenia naturalnego oraz organicznego. W kosmetykach marki D'alchemy woda została całkowicie zastąpiona hydrolatami. Zastosowano w nich również bogate oleje, ekstrakty oraz olejki eteryczne. Kosmetyki są wegańskie (nie posiadają żadnych substancji, które pochodzą od zwierząt) oraz nie są testowane na zwierzętach. 

PURIFYING FACIAL CLEANSER :klik:


    To bardzo delikatny żel do mycia skóry twarzy i szyi. Dzięki naturalnym składnikom dokładnie oczyszcza i jednocześnie pielęgnuję skórę nie powodując podrażnień. Nie zaburza warstwy hydrolipidowej skóry a także chroni jej naturalne pH. Produkt nadaje się do codziennego stosowania ponieważ dokładnie usuwa wszelkie zanieczyszczenia (także martwy naskórek oraz nadmiar sebum) a także ma działać antyoksydacyjnie, odblokowywać pory oraz łagodzić stany zapalne. 
W składzie znajdziemy ekstrakty z papai, jabłka, żeń-szenia, brzoskwini, pszenicy oraz jęczmienia, wyciągi z granatu oraz uwodnionych alg morskich a także olejki eteryczne z cytrusów (grejpfrut, mandarynka, pomarańcza), sandałowy i cedrowy.


    Nieodzownym elementem mojej codziennej pielęgnacji (zarówno porannej jak i wieczornej) jest oczyszczanie skóry twarzy. Bez tego nie wyobrażam sobie nałożenia na twarz kremu czy serum. Względem kosmetyku myjącego mam kilka konkretnych oczekiwań: w miarę naturalnego składu, odczuwalnego oczyszczenia skóry, braku podrażnień i najważniejsze... braku uczucia ściągnięcia. Do tej pory nie udało mi się znaleźć żelu, który spełniłby wszystkie moje oczekiwania jednocześnie. Zawsze było coś, do czego można byłoby się przyczepić. I tu moje zaskoczenie bo już po pierwszym spotkaniu z tym żelem byłam bardzo zadowolona z jego działania. Nie przestawałam oczywiście obserwować mojej skóry, bo wszyscy wiemy, że efekty działania kosmetyku mogą pojawić się z opóźnieniem. Jednak po codziennym stosowaniu w ciągu kilku tygodni okazało się, że moje zdumienie nie było bezpodstawne. Żel ma fajną konsystencję, nie przelewa się przez palce. Pompka wydaje idealną porcję kosmetyku, która wystarczy by dokładnie oczyścić całą twarz oraz szyję. Ma bardzo ładny cytrusowy zapach a opakowanie jest bardzo eleganckie. Już podczas mycia twarzy czuć, że żel świetnie sobie radzi z tym zadaniem. Skóra jest świetnie odświeżona, gładka, czysta no i nie jest ściągnięta. Na mojej twarzy nie pojawiły się tez żadne podrażnienia. Zawsze po myciu twarzy spryskuję ją hydrolatem ale w przypadku tego żelu zdarza mi się pominąć ten krok i od razu nałożyć krem lub serum. 



    Sklep Topestetic kolejny raz mnie nie zawiódł. Kosmetyki, dobierane przez konsultantów są zawsze trafione i doskonale spełniają swoją rolę. Dermokonsultanci zawsze chętnie i rzeczowo odpowiadają na wszelkie pytania dotyczące pielęgnacji i kosmetyków.



    Do paczki jak zawsze były dołączone próbki, które pozwolą mi na sprawdzenie kosmetyków i będzie mi łatwiej podjąć decyzję przed zakupem kolejnego produktu. W kartoniku znalazłam także fajny, skórzany brelok, który od razu dopięłam do moich kluczy. Uwielbiam takie gadżety, bo lubię mieć przy kluczach dużo przywieszek. Trudniej mi zgubić taki duży pęk kluczy i nie trzeba go szukać w torebce czy kieszeni :D


    Stosowaliscie już ten żel, znacie tę markę?

piątek, 20 marca 2020

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 6 - L'OCCITANE EN PROVENCE

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 6 - L'OCCITANE EN PROVENCE
    Hej wszystkim! z powodu całego tego zamieszania mam aż nadto czasu i możliwości by przetestować wszystkie kosmetyki, które znalazły się w mojej łazience w ostatnim czasie.

    Nie wiem, czy wy też tak macie ale ja uwielbiam instagramowe konkursy. No normalnie mam na tym punkcie fioła xD Wszyscy się ze mnie śmieją, że znowu coś wrzucam na story, znowu kogoś oznaczam i komentuję. Ale mogą się ze mnie śmiać do woli bo od czasu do czasu uda mi się coś wygrać i wtedy triumfuję :D
Naprawdę dużo się udzielam na instagramie i na moim story praktycznie codziennie pojawiają się relacje i zdjęcia. Więc udostępnienie zdjęcia z rozdaniem na story to dla mnie nic dziwnego ani nowego ;)

    Jak wyglądają konkursy na instagramie? Pewnie większość z Was wie ale dla tych mniej aktywnych instagramowo będzie to na pewno ciekawostka.
W każdym konkursie zasady są podobne i zawsze dokładnie opisane pod postem konkursowym.
Zazwyczaj "regulamin" mówi o kilku podstawowych rzeczach, które trzeba zrobić by wziąć udział w takim rozdaniu:
  • warunkiem koniecznym jest bycie obserwatorem konta organizatora
  • kolejnym warunkiem jest polubienie zdjęcia z grafiką konkursową
  • skomentowanie posta konkursowego oznaczając w nim swoich znajomych w określonej ilości
  • udostępnienie grafiki konkursowej w Insta Story lub jako post na profilu
    Zasady oczywiście mogą się różnić. Czasem wystarczy komentarz z hasłem "biorę udział" a innym razem organizator wymaga kreatywnej odpowiedzi na zadane pytanie. 

    Wychodzę z założenia, że skoro to nic nie kosztuje, to czemu nie spróbować ;)
Oczywiście... nie biorę udziału we wszystkich konkursach jakie znajdę ale tylko w tych, w których nagroda jest dla mnie interesująca :P Najczęściej są to rozdania kosmetyczne ale zdarzają się też inne. Do tej pory udało mi się wygrać kilka rozdań zarówno na fb jak i na insta więc to dowód na to, że się da ;)

    No ale czas na gwiazdy dzisiejszego posta czyli kosmetyki do ciała L'occitane en Provence.
Kosmetyki, o których chciałabym Wam dziś napisać dostałam właśnie w ramach konkursu, który na swoim koncie na instagramie zorganizowała jakiś czas temu Galeria Bałtycka w Gdańsku. 


    Jak sama nazwa wskazuje, marka pochodzi z Francuskiej Prowansji i do wyrobu swoich kosmetyków stosuje wysokiej jakości, naturalne składniki. L'occitane wspiera lokalnych przedsiębiorców i to u nich zaopatruje się w niezbędne surowce. Jedynym wyjątkiem jest masło shea, które marka sprowadza z Burkina Faso. Wspiera tym samym kobiety, które w naturalny, przekazywany z pokolenia na pokolenie sposób produkują ten składnik. Marka prowadzi program, który ma pomagać kobietom z Burkina Faso osiągnąć większą niezależność ekonomiczną.

    Kosmetyki były zapakowane w bardzo ładny żółty kartonik. Niestety zanim zdążyłam mu zrobić zdjęcia P postanowił zrobić sobie z niego podstawkę pod kubek no i cóż... został ślad :P

    Wszystkie trzy produkty pochodzą z linii SHEA BUTTER. W pudełku znalazłam krem do rąk, olejek do mycia ciała i mydło w kostce. Szata graficzna jest bardzo prosta i odrobinę retro. Bez zbędnych ozdobników. Etykiety bardzo mi się podobają, ponieważ zawierają wszystkie najważniejsze informacje i to w dwóch językach. Francuskim i Angielskim. Poza tym, sam kartonik oraz opakowanie olejku posiadają napis alfabetem Braille'a. Nie miałam wcześniej styczności z tą marką więc chętnie przystąpiłam do testów. 

OLEJEK POD PRYSZNIC :klik:


    Zawiera 10% bogatego w lipidy olejku shea. Poza tym olej z nasion winogron, słonecznika i tocopherol. Niestety... na pierwszym miejscu w składzie znajdziemy Tipa-Laureth Sulfate. Jest to substancja myjąca, nieco słabsza od SLS ale jednak. Szkoda, bo olejek pachnie pięknie i nawet nieźle nawilża skórę. Nigdy nie używałam olejku pod prysznic dlatego byłam go bardzo ciekawa. No wiecie... jak coś tak tłustego może umyć ciało. A no może ;) Mało piany (prawie wcale :P ) ale odczucia podczas kąpieli bardzo przyjemne. Nie podrażnia skóry, zmiękcza ją i pielęgnuje. Łatwo się spłukuje więc poza tym TLS w składzie nie mam się do czego przyczepić

KREM DO RĄK :klik:


    Krem z dużą zawartością, bo aż 20% masła shea. Dodatkowo znajdziemy ekstrakt z lnu, miód, prawoślaz, olej kokosowy i słonecznikowy. Masło shea jest na drugim miejscu w składzie zaraz za wodą więc chyba nie kłamali z tymi 20% ;) Nie używam kremów do rąk zbyt często. Kiedy miałam problem z trądzikiem i brałam izotretynoinę to kremy do rąk zużywałam bardzo szybko. Przez leki moja skóra była skrajnie wysuszona. Jak już się uporałam z trądzikiem to kremy do rąk poszły w odstawkę. Sięgam po nie tylko gdy moje dłonie są podrażnione albo mocno wysuszone (np. po sprzątaniu bez rękawiczek :P ). Ale ten krem naprawdę mnie do siebie przekonał. Świetnie się wchłania, pozostawia na dłoniach lekką warstwę ochronną ale na szczęście nie jest ona lepka ani tłusta. Przez zawartość masła shea ma bardzo gęstą konsystencję ale rozpuszcza się pod wpływem ciepła dłoni. Idealnie sprawdza się w roli maski na mocno zniszczone dłonie. Wystarczy nałożyć grubszą warstwę na noc i dłonie są miękkie i nawilżone :) Krem ponadto goi podrażnienia i lekkie zadrapania więc to kolejny plus. Opakowanie 150ml kosztuje prawie 100zł ale uważam, że jest warty swojej ceny. No i pięknie pachnie :)

MYDŁO W KOSTCE :klik:


    W czasach, kiedy wszyscy starają się żyć w duchu less waste, mydła w kostce wróciły do łask ;) Jest to kremowe mydło, które ma oczyszczać ale także zmiękczać i chronić skórę ciała a na koniec otulać ją pięknym zapachem. Nie ma informacji o procentowej zawartości masła shea a w składzie jest na czwartym miejscu. Jest to sodowe mydło z olejami roślinnymi. Nie używałam go jeszcze, ponieważ mam zapas żelu pod prysznic a poza tym, pod prysznicem nie mam półeczki, na której mydło mogłoby bezpiecznie leżeć. Ale co się odwlecze to nie uciecze. Moja mama bardzo lubi mydła w kostce więc może jej podaruję :)





    Wszystkie te kosmetyki mają bardzo specyficzny zapach, który unosił się zaraz po otwarciu żółtego kartonika. To bardzo przyjemny, intrygujący zapach. Trochę przypomina mi moją babcię, więc określenie "retro" zastosowałabym także do tego zapachu :) 
Zdecydowanie moim ulubieńcem jest krem do rąk






    Czy Wy w obecnej sytuacji też macie czas na przegląd swoich kosmetyków? Ja już zrobiłam porządek i pozbyłam się wszystkich zbędnych opakowań :)
Znacie tę markę i kosmetyki?
Copyright © in progress , Blogger