niedziela, 13 czerwca 2021

MAKIJAŻOWE RECENZJE PART 3 - LILY LOLO OD COSTASY

MAKIJAŻOWE RECENZJE PART 3 - LILY LOLO OD COSTASY
Cześć i czołem! 
    W końcu się odzywam, bo długo mnie tu nie było. Ostatnie trzy tygodnie do było istne szaleństwo. Zaliczyłam dwa długie weekendy. Jeden spędziłam na mazurach na plenerze fotograficznym a drugi w Zielonej Górze na wyścigach motocyklowych. W między czasie zdążyliśmy się zaszczepić drugą już dawką. A do tego złapało mnie paskudne przeziębienie i cały tydzień spędziłam na home office :P
Ale z tych ciekawszych wieści to temat naszego własnego mieszkania ruszył nieco do przodu :D nie będę zapeszać, bo czekamy jeszcze na decyzję kredytową, ale jesteśmy już bliżej niż dalej :D

    Pogoda w Trójmieście w końcu się ustabilizowała i bardziej przypomina wiosnę niż jesień, co cieszy mnie niesamowicie. Sprzyja to noszeniu lżejszych ubrań i stosowania delikatniejszych kosmetyków. Dlatego dziś przygotowałam dla Was post o kosmetykach mineralnych marki LILY LOLO, które mogłam przetestować dzięki COSTASY. Ciekawi? To zapraszam dalej :)

COSTASY :klik:


    Sklep jest oficjalnym dystrybutorem marki kosmetyków mineralnych, jaką jest właśnie Lily Lolo. W swoim asortymencie posiada również inne marki, takie jak angielska marka pielęgnacyjna Nourish, czy polskie Cztery Szpaki, Ministerstwo Dobrego Mydła czy Iossi. Jak widzicie, Costasy stawia na naturalne, wegańskie kosmetyki i dobre składy a ja to sobie bardzo chwalę ;)


LILY LOLO :klik:


    W ofercie marki znajdziecie wszystkie kosmetyki niezbędne do wykonania makijażu twarzy i oczu a każdy z nich jest kosmetykiem mineralnym. To znaczy, że do ich wyprodukowania zostały wykorzystane naturalne, mineralne składniki i pozbawione są wszelkich sztucznych barwników czy konserwantów. Co za tym idzie, nie obciążają skóry, nie podrażniają jej i pozwalają na wykonanie długotrwałego lecz delikatnie wyglądającego makijażu bez efektu maski. A w dzisiejszym poście zaprezentuję Wam trzy kosmetyki do twarzy tej marki. 


SCULPT & GLOW CONTOUR DUO :klik:


    Duet Sculpt & Glow to zestaw prasowanych kosmetyków do modelowania twarzy, które dzięki swoim neutralnym i naturalnym odcieniom z powodzeniem sprawdzą się do każdego odcienia karnacji. Zarówno bronzer jak i rozświetlacz pozbawione są sztucznych barwników, substancji zapachowych czy talku. Zawierają za to wyciąg z mikołajka nadmorskiego oraz olejek arganowy, który działa przeciwstarzeniowo. 



    Bardzo lubię takie kosmetyki. Serio! W jednej paletce mam dwa produkty, które tworzą świetny duet. Solidne opakowanie z lusterkiem zapewnia wygodę aplikacji i spokój, bo nie ma opcji by paletka otworzyła się sama. Zarówno bronzer jak i rozświetlacz mają delikatną, aksamitną konsystencję a ich pigmentacja sprawia, że wyglądają bardzo naturalnie i trudno zrobić sobie nimi plamy. Podoba mi się to, że oba kosmetyki są łatwe w aplikacji i z powodzeniem można budować efekt i dokładać kosmetyku. Niestety zdjęcia nie oddają dokładnego koloru i blasku rozświetlacza.



    Rozświetlacz ma bardzo ładny odcień, lekko szampański ale w bardzo neutralnym kolorze. Nie jest ani zimny, ani ciepły. Jestem pewna, że będzie pasował do każdej karnacji. Dzięki zawartości miki rozświetlające drobinki są niemal niewyczuwalne ale tworzą piękny efekt. W zależności od okazji czy upodobań możemy nałożyć go odrobinę, by nadać twarzy delikatnego blasku w makijażu dziennym. Możemy też dołożyć dodatkową warstwę (lub kilka) by uzyskać efekt mega glow, który idealnie będzie pasował do makijażu wieczorowego.
    Bronzer z kolei ma lekko ciepły odcień, który na szczęście nie dominuje. Tak samo, jak w przypadku rozświetlacza, dodając kolejne warstwy można intensyfikować efekt. Jest to dla mnie dość zaskakujące, bo już jedna warstwa bronzera jest w stanie pięknie podkreślić kontur twarzy jednocześnie wtapiając się w skórę.


PODKŁAD MINERALNY SPF 15 :klik:


    Podkład mineralny z naturalnym filtrem SPF 15 jest idealnym produktem dla tych, którzy cenią sobie uczucie lekkości na skórze oraz naturalne składniki. Delikatna i jedwabista konsystencja sprawia, że możemy zapomnieć o efekcie maski. Mineralny podkład Lily Lolo jest produktem, który świetnie sprawdzi się w wielu sytuacjach. W makijażu codziennym, kiedy zależy nam na ujednoliceniu kolorytu cery i zakryciu przebarwień, ale także kiedy potrzebujemy mocniejszego krycia. Wystarczy nakładać kolejne warstwy, aż do uzyskania pożądanego efektu. Kosmetyk, dzięki swojej formule oraz naturalnym składnikom, nie zapycha porów, jest lekki i nie powoduje podrażnień. Podkład zamknięty jest w plastikowym słoiczku z sitkiem, które możemy przekręcić, by zapobiec rozsypywaniu się kosmetyku pod wieczkiem. 


    Należę do tych osób, które podkładu używają niezwykle rzadko. Podczas mojej walki z trądzikiem kilka lat temu nauczyłam się, że zakrywanie niedoskonałości nie sprawi, że one znikną i najważniejsza jest pielęgnacja. Nauczyłam się też akceptować moją skórę, jej reakcje czy "humory". Dlatego też byłam bardzo ciekawa podkładu mineralnego i tego, czy się z nim polubię. Jedna warstwa podkładu daje efekt delikatnego wyrównania koloru skóry twarzy. Aksamitna powłoczka, którą otulona jest moja skóra to coś, co mnie bardzo zaskoczyło. Podkład nie wysusza ani nie przetłuszcza skóry. Mam wrażenie, że mimo nałożonego kosmetyku skóra oddycha i nie poci się. Po całym dniu nie jest zmęczona czy podrażniona. Nie lubię efektu maski i wrażenia oblepionej skóry twarzy, dlatego tę lekkość i delikatność bardzo sobie cenię. Za bardzo duży atut uważam możliwość budowania krycia w zależności od potrzeb. Moja skóra bardzo polubiła się z tym podkładem i nie zauważyłam, by działo się z nią coś niepokojącego podczas testowania tego kosmetyku. Tak, jak obiecywał producent, podkład mineralny nie zapycha porów i nie obciąża skóry. Według mnie jest to naprawdę dobry produkt.

SUPER KABUKI BRUSH :klik:


    Pędzel Kabuki, wykonany z najwyższej jakości syntetycznego włosia jest idealny do nakładania podkładu mineralnego. Dzięki temu, że włosie jest gęste, miękkie i elastyczne, aplikacja kosmetyku jest bardzo przyjemna ale też precyzyjna. Uwielbiam takie pędzle i już długo nosiłam się z zamiarem jego zakupu. Pędzel Super Kabuki delikatnie sunie po twarzy a dzięki kolistym ruchom dobrze rozprowadza podkład na skórze. Ważne jest też, żeby skóra była odpowiednio przygotowana i nawilżona, gdyż podkład może podkreślać suche skórki


    Aplikacja podkładu mineralnego to bardzo ważna sprawa i warto poczytać o tym zanim przystąpi się do wykonywania makijażu. Odpowiednie narzędzie, jakim jest ten pędzel, zdecydowanie nam to ułatwi. Trzeba pamiętać o kilku ważnych krokach: wysypać niewielką ilość podkładu na wieczko po czym kolistymi ruchami wmasować podkład w pędzel. Strzepać nadmiar produktu z pędzla a na koniec stuknąć lekko podstawą pędzla o płaską powierzchnie. Jest to o tyle ważne, że podkład osadza się głębiej we włosiu, nie pyli i pozwala na bardzo delikatną aplikację. Jeśli te kroki mamy za sobą, możemy delikatnymi, kolistymi ruchami nakładać podkład na twarz zaczynając od jej środkowej części. 

KOREKTOR MINERALNY :klik:


    Ten wegański korektor o sypkiej formule pozwoli na precyzyjne zakrycie wszelkich niespodzianek na twarzy. Dzięki zawartości glinki porcelanowej korektor daje długotrwałe krycie bez podrażnień czy uczucia zapchania. Korektor Mineralny Lily Lolo nie zawiera substancji drażniących, talku czy sztucznych barwników, za to wykazuje właściwości lecznicze i tym samym zapobiega rozsiewaniu się nowych wyprysków. Tak samo jak w przypadku pudru, kosmetyk zamknięty jest w małym słoiczku z sitkiem. 


    Korektor mineralny Lily Lolo to mały cudotwórca i wraz z podkładem mineralnym tworzą świetny duet. Skutecznie zakrywa niedoskonałości i nie obciąża skóry. Sypka i beztłuszczowa formuła pozwala na szybką aplikację i dobre krycie. Do jego aplikacji najlepiej użyć pędzla do korektora lub gąbki do makijażu. Producent rekomenduje gąbkę, której niestety nie posiadam, ale pędzel też daje radę :) Inną możliwością jest wymieszanie odrobiny korektora i podkładu i nałożenie tej mieszkanki pędzlem kabuki, by uzyskać jeszcze mocniejsze krycie.

Po lewej podkład w odcieniu Warm Peach a po prawej korektor w odcieniu Barely Beige


To by było na tyle, jeśli chodzi o moje pierwsze spotkanie z marką Lily Lolo. Nie ukrywam, że jestem pozytywnie zaskoczona wszystkimi tymi produktami. Wszystkie obietnice producenta zostały spełnione. Kosmetyki mineralne marki Lily Lolo na pewno na długo zostaną w mojej kosmetyczce, gdyż moja skóra bardzo je polubiła.

Jestem ciekawa, czy mieliście już przyjemność stosować któryś z tych kosmetyków?
Chcielibyście zobaczyć makijaż wykonany tymi kosmetykami? Koniecznie dajcie znać :)




Poprzedni post z tej serii: MAKIJAŻOWE RECENZJE PART 2 - NABLA SOUL BLOOMING

środa, 19 maja 2021

FOTOMODELING PART 11 - MARTA RENUSZ

FOTOMODELING PART 11 - MARTA RENUSZ
Witaj wiosno! jak dobrze, że jesteś <3
    Tak, jak mi się marzyło, wskoczyłam już w trampki i nawet udało mi się założyć sukienkę :D Choć teraz w Trójmieście jest dość deszczowo, to dla mnie najważniejsze jest to, że jest w miarę ciepło i nie muszę już nosić grubej kurtki :P Dorobiłam się też pierwszej w tym sezonie opalenizny... z weekendu na torze motocyklowym wróciłam ze spalonym nosem i czołem :P No bo jakoś tak przyjemnie się drzemało w pełnym słońcu :P

A dziś dawno nie widziany post fotograficzny. Tym razem pokażę Wam zdjęcia, które powstały w 2015 roku podczas współpracy z Martą Renusz :) 
 
    Marta wrzuciła post na grupę zrzeszającą trójmiejskich fotografów i modelki na fb, że szuka modelki, która ma do dyspozycji wannę :D Tak się złożyło, że w wynajmowanym wtedy mieszkaniu tę wannę miałam, więc bez większego namysłu zgłosiłam chęć zapozowania. Umówiłyśmy się na zdjęcia i Marta wpadła do mnie do Gdyni na fotki. O ile dobrze pamiętam Marta uczyła się wtedy w Trójmiejskiej Szkole Fotografii w Sopocie. 
 
    Zamysł był taki, żeby zabielić wodę mlekiem. I choć wydawało nam się wtedy, że tego mleka będzie trzeba wlać do wanny mnóstwo, to koniec końców byłyśmy zaskoczone bo wystarczył niecały kartonik na całą wannę ;) Śmiałam się potem, że mleka wystarczyło nawet do kawy po sesji :P 
 
    Makijaż do sesji wykonywałam sama. Mocne usta miały kontrastować z bielą mleka, tak samo jak czarny, koronkowy biustonosz typu bralette. 

To była pierwsza i niestety ostatnia współpraca z Martą, czego bardzo żałuję. Ale oczywiście niewykluczone, że kiedyś się jeszcze fotograficznie spotkamy  :)


Miłego oglądania zdjęć :)


 
 
 
 




Kolor czy czarno białe? :)

 
 
 
 

 
 
  
 
W powyższych trzech zdjęciach nie podoba mi się to, co stało się z włosami. Opierając głową o wannę i zsuwając się lekko do wody włosy przykleiły się do ścianek i niezbyt korzystnie to wygląda... jakbym miała guza na głowie xD ale do tej pory nikt szczególnie nie zwrócił na to uwagi, więc może tylko ja się tym przejmuję :P 




    Samą sesję uważam za całkiem udaną, lubię te kadry, bo lubię takie niestandardowe pomysły :)
Chciałabym w przyszłości powtórzyć tą sesję ale w kolorze i z kwiatami w wannie. Problemem jest to, że aktualnie nie mam wanny... ale coś się wykombinuje :P Co sądzicie o tym pomyśle? :D

Poprzedni post z tej serii: FOTOMODELING PART 10 - ROCKY RABBIT

czwartek, 6 maja 2021

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 21 - YASUMI OD TOPESTETIC

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 21 - YASUMI OD TOPESTETIC
    Nie wiem jak u Was ale w Trójmieście wiosna jeszcze nie do końca się zdecydowała. Raz słońce i ciepło a zaraz przymrozek lub deszcz. Mam już dosyć noszenia grubych swetrów i chętnie wskoczyłabym w lekką sukienkę i trampki. Mam jednak nadzieje, że już  niedługo będziemy mogli cieszyć się lepszą pogodą ;)

    Mamy z P ostatnio dość sporo na głowie, bo chcemy kupić własne mieszkanie (i zadłużyć się przy tym na najbliższe 30 lat :P) Szukanie mieszkania może i brzmi ekscytująco, no bo szukamy przecież swojego gniazdka, w którym z czasem założymy rodzinę. Ale to właśnie sprawia, że jest to niezwykle stresujące. Trzeba wybrać odpowiednia lokalizację, metraż w którym z łatwością zmieścimy się gdy już będzie nas więcej, rynek wtórny czy pierwotny, do remontu czy gotowe do zamieszkania. A to wszystko w określonej kwocie... uwierzcie mi... spędza mi to sen z powiek i dlatego tak rzadko ostatnio udzielam się na blogu i insta ... 

    No ale dość o problemach dorosłego życia :P Jak już sfinalizujemy temat to na pewno się Wam tym pochwalę ;)


Dziś kolejny post z recenzją kosmetyczną. Tym razem na tapetę wzięłam dwa produkty marki YASUMI pochodzące  ze sklepu TOPESTETIC. Życzę Wam milej lektury! 

YASUMI :klik:

    To w języku japońskim nic innego, jak relaks, odpoczynek i wakacje. Marka inspirowana jest kulturą Japonii i magią dalekowschodnich rytuałów pielęgnacyjnych. Do produkcji kosmetyków marki YASUMI wykorzystywane są wyłącznie najwyższej jakości składniki aktywne, a duży wybór produktów pozwala na dopasowanie ich do konkretnych  potrzeb skóry. YASUMI to nie tylko marka kosmetyków, ale także sieć instytutów kosmetycznych i SPA, w których realizowana jest idea holistycznej (całościowej, kompleksowej) pielęgnacji. Od twarzy, przez ciało, aż po samopoczucie i zmysły



KREM OD STOP DO GŁÓW :klik:

    Krem z linii ECO przeznaczony do kompleksowej pielęgnacji skóry ciała i twarzy. Nadaje się do każdego typu skóry niezależnie od wieku, a skierowany jest głównie do osób narażonych na smog i zanieczyszczenia związane z życiem w dużym mieście. Krem stosowany na dzień lub na noc ma chronić skórę, odżywiać ją i regenerować
    Zawarta w składzie seryna i prolina działają przeciwzapalnie, regenerująco a także aktywują produkcję kolagenu. Wyciąg z siemienia lnianego chroni skórę przed wysuszeniem, zmiękcza ją, łagodzi podrażnienia i stany zapalne. Olej z lnu jest bogatym źródłem Omega 3, działa łagodząco i kojąco. Witamina E - czyli tokoferol- spowalnia procesy starzenia się skóry. 




    W moim odczuciu jest to lekki krem, który bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia na skórze tłustej, lepkiej warstwy. Przetestowałam go zarówno na skórze twarzy, jak i dłoni czy ciała. Poziom nawilżenia jest naprawdę dobry, biorąc pod uwagę leciutką konsystencję kremu. Świetnie sprawdził się w roli kremu na dzień, gdyż skóra się po nim nie świeci, jest gładka i satynowa w dotyku. Na noc stosuję go tylko w duecie z serum, gdyż solo jest według mnie zbyt lekki. Co ważne, krem przypadł do gustu mojemu P, który bardzo opornie i minimalistycznie podchodzi do pielęgnacji twarzy :P (Prawdę mówiąc cudem udało mi się go ostatnio namówić do stosowania kremu do twarzy, więc uważam to za wielki sukces xD ) Na całe szczęście krem znajduje się w słoiczku o pojemności aż 180ml, wiec wystarczy go dla nas obojga ;) Krem od stóp do głów świetnie sprawdzi się też jako balsam do ciała, ponieważ mega szybko się wchłania i już po chwili od aplikacji można śmiało zakładać ubranie. Pod tym względem jest to krem idealny
    Podsumowując - jako krem do twarzy jest przyzwoity. Cudów nie robi, ale na pewno spodoba się osobom lubiącym lekkie kremy. Za to jako krem do ciała jest naprawdę świetny. Bardzo się z nim polubiłam 




ONYX GLORY :klik:

    Delikatny peeling solny przeznaczony do każdego typu skóry, nawet tej wrażliwej i delikatnej. Dzięki niewielkim drobinkom soli złuszcza martwy naskórek, pobudza mikrokrążenie i może być stosowany na skórze dekoltu oraz biustu. Peeling solny Onyx Glory został wzbogacony o olej z pestek słonecznika, który wzmacnia i regeneruje barierę lipidową naskórka i reguluje wydzielanie sebum. Gliceryna wygładza, nawilża i przenikając przez naskórek pozwala składnikom aktywnym wnikać głębiej. Ekstrakt z zielonej herbaty i zawarta w nim kofeina poprawia jędrność skóry i pomaga zwalczać cellulit. Ułatwia także pozbywanie się toksyn z organizmu. Oliwa z oliwek, która jest naturalnym przeciwutleniaczem, zmiękcza skórę i zabezpiecza ją przed utratą wody regenerując płaszcz lipidowy. Tokoferol hamuje procesy starzenia się skóry i koi podrażnienia. 




    Onyx Glory to peeling, który z jednej strony bardzo lubię a z drugiej niekoniecznie. Zapach jest ładny, bardzo świeży, lekko cytrusowy i pozostaje na skórze delikatną woń przez cały dzień. Peeling jest bardzo delikatny dla skóry i choć ma sporo drobinek trzeba by się mocno  napracować, by podrażnić skórę. Zdecydowanie nie należy do mocnych zdzieraków. Dzięki temu naprawdę świetnie sprawdza się tam, gdzie skóra jest delikatna - na dekolcie i biuście. Co do konsystencji to jest to typowy tłuścioszek, który przez to nie rozsmarowuje się tak dobrze, jak bym tego oczekiwała. Pozostawia też na skórze tłusty film, co nie wszyscy lubią. Przy pierwszym użyciu strasznie mnie to irytowało i miałam wrażenie, że wszystko się do mnie klei. Jednak po jakimś czasie film się wchłonął a skóra stała się aksamitna. Każdy kolejny raz dużo lepiej znosiłam myśl o tłustej warstwie, gdy wiedziałam co mnie czeka po jej wchłonięciu ;) To też pierwszy peeling solny, który nie podrażniał mi skóry i nie powodował szczypania.



Jak widzicie, moje pierwsze spotkanie z marką YASUMI wypadło całkiem nieźle. Obydwa produkty sprawdziły się u mnie dobrze i na pewno przetestuję inne kosmetyki tej marki. W ofercie sklepu TOPESTETIC znajduje się szeroka gama kosmetyków tej marki a dzięki poradom kosmetologów na pewno wybiorę coś odpowiedniego dla mojej skóry. A w gratisie do zamówienia jak zawsze znalazły się próbki i gadżet. Tym razem szczotka do ciała, która na pewno mi się przyda :)



Jeżeli mieliście już okazję poznać markę Yasumi, to dajcie koniecznie znać które produkty warto wypróbować :) 




niedziela, 25 kwietnia 2021

NOWOŚCI KOSMETYCZNE - HOLIKA HOLIKA

NOWOŚCI KOSMETYCZNE - HOLIKA HOLIKA
    Co za tydzień! Dawno nie miałam tak intensywnych dni. Dopiero dziś się porządnie wyspałam i miałam czas poleniuchować :D Przez to, że w tym tygodniu byłam tak bardzo zalatana. nie miałam czasu ani zrobić zdjęć ani tym bardziej posiedzieć nad nowym postem ;) No ale lepiej późno niż wcale, co nie? 

    Nie wiem czy pamiętacie jak pisałam Wam o moim zamiłowaniu do wszelkiej maści konkursów na fb i insta? No wiec kolejny raz potwierdziła się zasada że jeśli grasz, to wygrasz ;)
    W poniedziałek dostałam paczkę z kosmetykami, które wygrałam w konkursie na profilu marki Holika Holika na fb. Konkurs był organizowany z okazji dnia rodzeństwa i z tego tytułu w przesyłce znalazły się dwie bliźniacze paczki, jedna dla mnie, druga dla siostry. No i w dzisiejszym poście zobaczycie, co znalazłam w swojej paczce ;)


HOLIKA HOLIKA :klik:


    Zakładam, że większość z Was kojarzy markę kosmetyków koreańskich, jaką jest właśnie Holika Holika. Marka ta od paru lat szturmem zdobywa serca polek a w swojej ofercie ma przekrój kosmetyków pielęgnacyjnych do twarzy i ciała a także kolorówkę. Wszystkie te kosmetyki są zgodne z azjatycką, dziesięcioetapową pielęgnacją. Kosmetyki marki Holika Holika znajdziecie w większości sklepów internetowych a także drogeriach stacjonarnych.

MASKI W PŁACHCIE




    Na początek cztery maski w płachcie. Pierwsza to Pig-Nose Clear Black Head Honey Gold to trzy kroki do pozbycia się zaskórników i wągrów ze skóry nosa ;) Trzy saszetki, które po kolei : zmiękczają zaskórniki i otwierają pory, potem je głęboko oczyszczają pozbywając się zaskórników i nadmiaru sebum, by na koniec zamknąć pory, wygładzić skórę i intensywnie ją nawilżyć. Miałam kiedyś podstawową wersję tej maseczki i byłam zadowolona. Ciekawa więc jestem, czy opcja z miodem i 24 karatowym złotem sprawdzi się równie dobrze ;) Kolejna - Dwuskładnikowa maseczka z rumiankiem to w pewnym sensie maseczka DIY, ponieważ zanim nałoży się ją na twarz należy umieścić torebkę z ekologiczną herbatą z rumianku w saszetce z maską nasączoną odżywczą emulsją. Tak skomponowana maska ma oczyścić i odświeżyć skórę naszej twarzy. Trzecią maską jest Baby Pet Magic Mask Sheet - Seal czyli maska rozjaśniająca z witaminą B3, która ma pomóc pozbyć się przebarwień. No i ostatnia - Przeciwzmarszczkowa maska z peptydami ma odżywić, nawilżyć, wygładzić i uelastycznić skórę. Już nie mogę się doczekać, kiedy wypróbuję wszystkie te maski :)

BLACK SNAIL TRAVEL KIT



    Zestaw składający się z trzech miniaturowych produktów oraz maski w płachcie (kolejna maska YAY! :D ) Głównym składnikiem wszystkich tych kosmetyków jest ekstrakt ze śluzu czarnego ślimaka, który ma silne działanie przeciwzmarszczkowe i ujędrniające. Oprócz wspomnianej już maski mamy tu skoncentrowany krem przeciwzmarszczkowy, gęsty tonik do codziennej pielęgnacji oraz lekką emulsję nawilżającą. Jestem bardzo ciekawa działania tego zestawu :)

KOLORÓWKA




    Jak wspomniałam już wcześniej, marka Holika Holika ma w swojej ofercie także kosmetyki kolorowe. Nie wiedziałam, że oprócz kremów BB mają także inne kosmetyki do makijażu, więc to dla mnie podwójne zaskoczenie :) Water Drop Tint Bomb to nawilżająca szminka koloryzująca, bogata w składniki odżywcze takie jak woda źródlana z wyspy Jeju, masło shea, wyciąg z papai, ekstrakt z pestek winogron i miód Manuka. Magic Inside to płynny cień do powiek napakowany efektem glow i brokatowymi drobinkami. No i jako dopełnienie- róż do policzków w odcieniu Mellow Orange. Myślę, że idealnie sprawdzi się latem :) 

ALOE MOISTURE SOOTHING SET



    Nie mogło zabraknąć kosmetyków z kultowej już serii Aloe Soothing. Kto z Was nie zna wielofunkcyjnego żelu aloesowego? Jestem pewna, że jeśli go nie mieliście to na pewno nie raz widzieliście go na sklepowych półkach czy w internecie. W zestawie są dwie buteleczki żelu aloesowego o pojemności 55ml; tonik , który odświeża, nawilża i zwęża pory; emulsja do twarzy, która wygładza, ujędrnia i nawilża skórę no i na koniec regenerująca maska w płachcie.


    Dzisiejszy post jest dość krótki, ale nie chciałam zagłębiać się w analizę składów tych kosmetyków bez sprawdzenia ich działania na własnej skórze. Będzie na to czas przy okazji bardziej szczegółowych recenzji, których możecie spodziewać się za jakiś czas :) Mam nadzieję, że uda mi się namówić siostrę na wspólną, "siostrzaną" recenzję, w końcu dostała identyczną paczkę :)


Dajcie znać, czy mieliście już okazję używać któregoś z tych kosmetyków? Recenzję którego zestawu chcielibyście przeczytać w pierwszej kolejności? 

środa, 14 kwietnia 2021

PACHNIDŁA DO DOMU - MIKANI CANDLES (RABAT -10%)

PACHNIDŁA DO DOMU - MIKANI CANDLES (RABAT -10%)
    Muszę się Wam do czegoś przyznać...
Oszalałam na punkcie pachnących świec! Uwielbiam to, jak pięknie wypełniają wnętrze zapachem, jak nadają mu takiej przytulnej aury. I oszalałam na ich punkcie do tego stopnia, że obdarowuję nimi wszystkie bliskie mi osoby. 
No i dziś w związku z tym moim świeczkowym szaleństwem mam dla Was post o naturalnych świecach wytwarzanych przez pewną małą, polską markę MIKANI CANDLES.

mikani candles
 
Najpierw jednak kilka słów o samych świecach i wosku.


CZEMU RODZAJ ŚWIECY JEST WAŻNY? 

    Jeszcze jakiś czas temu jedynym kryterium, jakim kierowałam się przy wyborze świec był ich zapach. Zakupiłam kilka świec pewnej znanej marki i podczas ich palenia zauważyłam, że strasznie kopcą. Było to dla mnie tym bardziej zastanawiające, bo pilnowałam długości knota, czasu palenia i wszystkich innych zasad dotyczących palenia świec zapachowych w pomieszczeniach. Z ciekawości zaczęłam czytać, analizować skład świec i szukać informacji na ten temat. Co się okazało? Może nie odkryję teraz Ameryki, ale na pewno nie wszyscy to wiedzą.
          Większość świec zapachowych jest niestety na bazie parafiny, która podczas spalania wydziela substancje szkodliwe dla naszego organizmu. Oczywiście po wypaleniu jednej czy dwóch świec nie odczujemy żadnych skutków ubocznych, jednak substancje te mogą kumulować się w naszym organizmie i dać o sobie znać w przyszłości. Jakie to substancje? Toluen, benzen, ftalany... Wszystkie te substancje unoszą się w powietrzu podczas spalania świecy i mogą mieć realny wpływ na nasze zdrowie. Benzen jest substancją rakotwórczą i może powodować silne zatrucie. Toluen, który uszkadza układ nerwowy i tak jak ftalany, może wywołać wady płodu. Warto narażać własne zdrowie dla świeczki w pięknym słoiku, gdy na rynku dostępne są naturalne i bezpieczne alternatywy? Moim zdaniem nie.

 

ŚWIECE SOJOWE

    Choć nie są jedyną alternatywą dla świec parafinowych, to jednak takie ostatnią wybieram najczęściej. Wosk sojowy jest wegański, ponieważ powstaje z ziaren soi. Jest tym samym całkowicie biodegradowalny a usunięcie takiego wosku jest dużo łatwiejsze, ponieważ wystarczy ciepła woda i odrobina mydła by po plamie nie było śladu. Czas palenia świec sojowych jest dużo dłuższy bo o około 30-50% względem świec parafinowych, dzięki czemu dłużej możemy cieszyć się pięknym zapachem. Wosk sojowy nie zawiera żadnych toksycznych substancji i pali się czystym płomieniem. Pozbawiony jest niepotrzebnych substancji zapachowych,  ponieważ do wyrobu świec wykorzystywane są wyłącznie naturalne olejki eteryczne a i sztucznych barwników w nich nie znajdziecie, gdyż najczęściej występują w naturalnym "mlecznym" kolorze. Są bezpieczne dla zdrowia dorosłych, dzieci i zwierząt. Czy jeszcze kogoś trzeba przekonywać? ;)


MIKANI CANDLES :klik:

    Czy może być coś lepszego, niż polskie, ręcznie wytwarzane świece sojowe z drewnianym knotem? Zapakowane w piękne, szklane pojemniki, które po wypaleniu świecy można śmiało wykorzystać do dekoracji czy przechowywania? Ja jestem totalnie zakochana. Tym bardziej, że ceny w sklepie Mikani naprawdę nie są wygórowane. Świece dostępne są zarówno w prostych, matowych lub błyszczących, szklanych pojemnikach, jak i w ozdobnych słoiczkach różnego rodzaju. Każda świeca dostępna jest w kilku wariantach zapachowych, z których na pewno każdy wybierze coś dla siebie. W sumie jest aż 9 różnych zapachow: bergamotka z pomarańczą,  biało czarna czekolada, drzewo sandałowe z wanilią,  dżem jerzynowy, lody waniliowy, mango, owoce tropikalne,  pina colada oraz pomelo. 

 

    W paczce dostałam dwie świece sojowe o pojemności 270 ml, woskową zawieszkę i dwie pyszne krówki. A że jestem miłośniczką słodkości, wchłonęłam je zaraz po zrobieniu zdjęć :P Pierwsza świeca o zapachu mango :klik: w błyszczącym czarnym kubeczku już po rozpakowaniu przywitała mnie aromatem soczystego, dojrzałego mango. Nie paliłam jej jeszcze. Zostawiłam ją sobie na cieplejsze dni, gdyż takie owocowe aromaty preferuję palić w cieplejszych miesiącach. Zawieszka z zatopionymi w niej suszonymi kwiatami tak intensywnie pachnie czekoladą, że chciałoby się ją zjeść do porannej kawy. Krówki... pyszne! Ale świeca, którą pokochałam od razu ma zapach... lodów waniliowych. Ten zapach tak mnie zauroczył, że dobre kilkanaście minut po jej rozpakowaniu siedziałam z nosem w tym kubeczku a P patrzył na mnie jakbym była nawiedzona xD 
 

Miłość totalna! 

    Świeca w kubeczku z czarnego, matowego szkła :klik: wygląda bardzo elegancko i świetnie współgra z "kremowym" zapachem. Myślę, że dzięki swojej prostocie będzie ozdobą każdego wnętrza. A zapach? O mamo! Wanilia przełamana śmietanką. Na sucho pachnie dość słodko ale po rozpaleniu ta słodkość jest bardzo delikatna i przyjemna. Zapach pięknie otula całe pomieszczenie delikatnym zapachem, który wbrew pozorom nie jest przytłaczający czy duszący. Dzięki temu, że knot jest drewniany, świeca pali się dużym płomieniem, który delikatnie skwierczy. No i wygląda pięknie, bo płomień "tańczy" jak w ognisku.

 
Jeśli tak, jak ja, jesteście miłośnikami świec zapachowych, to bardzo Was zachęcam do odwiedzenia sklepu internetowego Mikani, gdzie możecie nabyć te cudnie pachnące świece.

Dodatkowo, z moim kodem, możecie nabyć te wszystkie pachnidła o 10% taniej

Wystarczy podczas zamówienia wpisać SYS.WYS. Kod jest ważny do piątku 23.04.2021 :)


Copyright © in progress , Blogger