Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serum. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serum. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 kwietnia 2022

PIELĘGNACJA WŁOSÓW PART 4 - PHYTO OD TOPESTETIC

PIELĘGNACJA WŁOSÓW PART 4 - PHYTO OD TOPESTETIC
Święta, Święta i po Świętach ;)
    Zbliża się koniec kwietnia i sama nie wiem jak to się stało, że za moment będzie majówka ;) Mimo wszystko jestem zadowolona, bo pogoda się poprawia a i nastroje dopisują :) No i czego chcieć więcej?


Dzisiaj chciałabym przedstawić ciekawe trio marki PHYTO więc zapraszam Was do czytania :)






    Markę PHYTO poznałam już jakiś czas temu przy okazji testowania wcierki do skóry głowy, z którą bardzo się polubiłam. A post o niej możecie przeczytać :tutaj: Zarówno wcierkę, jak i kosmetyki z dzisiejszej recenzji poznałam dzięki współpracy ze sklepem TOPESTETIC





PHYTOPROGENIUM :klik:

    Ten ultra-delikatny szampon polecany jest do każdego typu włosów. Dzięki dobroczynnym prebiotykom chroni i pielęgnuję skórę głowy przywracając jej równowagę. Wyciąg oraz proteiny owsa zmiękczają włosy, wzmacniają cebulki i stymulują wzrost włosów. Do tego wykazują działanie przeciwłupieżowe oraz przeciwłojotokowe. Świetnie więc sprawdzą się w przypadku nadmiernie przetłuszczającej się skóry głowy. Pantenol koi podrażnienia a wywar z malwy tonizuje i odżywia. W składzie znajdziemy również tokoferol (wit. E), kwas cytrynowy, lecytynę oraz pochodną witaminy C. Nie znajdziemy tu jednak SLS, więc szampon nie powoduje podrażnień i suchości włosów czy skóry głowy.
    Szampon nakładamy w niewielkiej ilości, rozpieniamy i spłukujemy letnią wodą. Mycie warto powtórzyć a pianę zostawić na około 2 minuty pozwalając wszystkim składnikom aktywnym działać.




    Szampon ma jak dla mnie proste, aczkolwiek kluczowe zadanie. Oczyszczać włosy i skórę głowy ze wszystkiego, co mogło się na nich nagromadzić od ostatniego mycia, łącznie z odżywkami, stylizatorami czy olejkami. Szampon Phytoprogenium to zadanie spełnia bardzo przyzwoicie. Choć przez brak SLS pieni się nieco gorzej, to i tak świetnie domywa to, co domywać powinien. Wprawdzie odrobinę plącze włosy podczas mycia, ale nie jest to problemem, gdy zaraz po tym nakładam maskę lub odżywkę. Włosy po użyciu szamponu są miękkie, delikatne, sypkie i odbite od nasady. Zanim zaczęłam stosować ten szampon miewałam problemy ze skórą głowy, ostatnimi czasy dokuczał mi łupież, czasem podrażnienie skóry głowy oraz swędzenie. Jednak od kiedy regularnie używam szamponu Phytoprogenium wspomniane problemy całkowicie zniknęły. Szampon dobrze się spłukuje, przyjemnie pachnie i ma wygodne opakowanie opatrzone minimalistyczną etykietą. Przyznam też, że włosy nieco mi się "rozbujały" i momentami nie mogę ogarnąć ilości baby hair na mojej głowie :P Cieszy mnie to ogromnie, bo jesienią i zimą włosy mocno mi wypadały. 


PHYTOJOBA :klik:


    Przeznaczona do włosów suchych maska o kremowej konsystencji ma za zadanie przywrócić włosom lekkość, miękkość i blask. Efekt nawilżenia bez obciążenia oraz lekkość i elastyczność włosów jest natychmiastowy o długotrwały. Olej jojoba nadaje włosom blasku, wzmacnia, zapobiega rozdwajaniu i puszeniu się włosów. Hydrolizowane proteiny gruchu działają antystatycznie. Wyciąg z malwy zatrzymuje wilgoć wewnątrz włosa. Maskę zaleca się stosować po każdym myciu i pozostawić na całej długości włosów od 2 do 10 minut.




    Maska Phytojoba ma bardzo przyjemną konsystencję, łatwo się rozprowadza i jednocześnie nie spływa sama z włosów. Świetnie wygładza i nawilża włosy i co ważne, nie powoduje tak znienawidzonego przeze mnie "przyklapu". A co poplącze szampon Phytoprogenium to maska rozplącze więc sprawia to, że to naprawdę zgrany duet. Mój PRO TIP na ten etap pielęgnacji to rozczesywanie włosów grzebieniem z szerokimi zębami gdy maska jest jeszcze na włosach. Pozwoli to wczesać i rozprowadzić maskę równomiernie na wszystkich warstwach włosów i jednocześnie uniknąć szarpania włosów po spłukaniu i odciśnięciu włosów. Przy moich kręconych włosach ta metoda świetnie się sprawdza, odżywka czy maska dociera wszędzie a  włosy mniej się łamią. Jedynym minusem tego produktu jest jego opakowanie. Metalowa tuba jest bardzo niepraktyczna, łatwo się zagina i dziurawi, wyślizguje się i ciężko wydobyć z niej produkt mokrymi dłońmi. Ta kanciasta zakrętka to dosłownie zło wcielone. Zakręcić tą śliską tubkę tą małą zakrętką gdy dłonie masz mokre a nawet uciapane maską czy szamponem graniczy z cudem. I przyznam, że to niewygodne opakowanie bardzo mnie zniechęca do ponownego zakupu tej maski, nie zważając na jej działanie. 



PHYTOAPAISANT :klik:


    To łagodzące serum przeznaczone jest do stosowania na podrażnioną skórę głowy, której dokucza świąd. Jest to produkt, który nakładamy punktowo, w niewielkiej ilości wprost na swędzącą skórę głowy i rozmasowując pozostawiamy do wchłonięcia. Żeby produkt mógł działać zgodnie ze swoim przeznaczeniem nie spłukujemy serum aż do kolejnego mycia. W składzie znajdziemy pantenol, mocznik, serynę oraz tokoferol. Poza tym także: wyciąg z głożyny, który niweluje dyskomfort, wywar z mydlnicy wzmacnia barierę lipidową, hialuronian sodu intensywnie nawilża oraz olej kamelinowy, któy koi podrażnienia i łagodzi uczucie swędzenia. 




    Jak już wcześniej pisałam, ostatnio miałam problemy ze skórą głowy i często dokuczało mi uczucie swędzenia. Mimo wielu prób delikatnego pozbycia się problemu nic mi nie pomagało, dlatego też dość sceptycznie podeszłam do tego produktu. Nigdy wcześniej nie miałam takich problemów, dlatego chwytałam się wszelkich sposobów, dlaczego więc nie dać szansy czemuś nowemu? Serum Phytoapaisant o żelowej konsystencji i z bardzo precyzyjnym aplikatorem jest właściwie bezzapachowe i bardzo łatwo się stosuje. Wystarczyło wycisnąć kroplę lub dwie bezpośrednio na swędzącą skórę. Czy skóra przestawała swędzieć? Może nie od razu i nie całkowicie, ale tak. Niemal natychmiast po zaaplikowaniu serum dyskomfort swędzącej skóry znacząco się zmniejszył, co było dla mnie dużym i miłym zaskoczeniem. Przy regularnym stosowaniu stan mojej skóry głowy znacznie się poprawił. Myślę, że to zasługa zarówno serum Phytoapaisant, jak i szamponu Phytoprogenium.  Faktem. który warto podkreślić jest to, że serum absolutnie w żaden sposób nie wpływa na przetłuszczenie czy sklejanie włosów. Po wchłonięciu serum w zasadzie w ogóle nie byłam w stanie wyczuć, gdzie je nałożyłam. To naprawdę świetny produkt, który jest ratunkiem dla podrażnionej skóry głowy a który nie wymaga specjalnych "narzędzi" czy "rytuałów". Jest mega prosty w zastosowaniu i działa niemal błyskawicznie. Ja to kupuje, to ze mną zostaje na dłużej i to polecam z czystym sumieniem. 




    To było kolejne, miłe i owocne spotkanie z marką PHYTO. Lubię kosmetyki, których działanie jest namacalne, bo mogę je z czystym sumieniem polecać :) Tak samo polecam zakupy w sklepie TOPESTETIC bo zarówno asortyment, jak i obsługa sklepu są na najwyższym poziomie. Wystarczyło, że opisałam aktualny stan moich włosów oraz skóry głowy, a Pani Kosmetolog dobrała odpowiednie kosmetyki, by poprawić ich kondycję. Muszę powiedzieć, że to był strzał w 10. Jako gratis do przesyłki otrzymałam szczotkę do włosów w stylu słynnego TT, która świetnie sprawdza się do wczesywania odżywki. Oczywiście nie mogło zabraknąć próbek ;)





Który kosmetyk z tego TRIO najbardziej Was zainteresował? Znaliście wcześniej tę markę? Dajcie koniecznie znać w komentarzu :)


POPRZEDNI POST Z TEJ SERII: PIELĘGNACJA WŁOSÓW PART 3 - ARGANICARE OD TOPESTETIC


poniedziałek, 28 marca 2022

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 27 - NOWOŚCI NATURE QUEEN

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 27 - NOWOŚCI NATURE QUEEN

Czołem kochani!
    Jak spędzacie pierwsze dni wiosny? Jak Wasze samopoczucie? Ja się w końcu wygrzebałam z ciągnącego się od trzech tygodni przeziębienia i z kopyta wracam na siłkę. Nie ma czasu do stracenia! Ostatnie słoneczne dni dają mi mega kopa, mam ochotę działać! Dawno się tak nie czułam, więc tym bardziej chcę to wykorzystać ;)




Jakiś czas temu dołączyłam do grona ambasadorek marki NATURE QUEEN, o czym wspominałam już niedawno na insta stories, a relacja jest wciąż dostępna w zapisanych. Dzięki temu mam okazję testować nowe produkty marki i dzielić się swoimi wrażeniami na ich temat. I w dzisiejszym wpisie chciałabym Wam przedstawić dwa nowe kosmetyki, które pojawiły się niedawno w ofercie marki.


KOFEINOWE SERUM POD OCZY :klik:


    Jedną z pierwszych nowości marki Nature Queen jest serum pod oczy. Jest to kosmetyk skierowany do osób, które szukają nawilżenia, napięcia i wygładzenia skóry w okolicy oka. Może być stosowany zarówno na dolną jak i górną powiekę, gdyż dobrze współpracuje z makijażem. Skład tego wodnego serum został wzbogacony o wyciąg z zielonej herbaty, estry oleju z pestek moreli, który odżywia, zmiękcza i poprawia kondycję skóry. Kofeina pobudza mikrokrążenie i niweluje worki i cienie wokół oczu, ekstrakt z wina działa na zmarszczki, wyciąg z wąkrotki azjatyckiej łagodzi, koi i działa przeciwzapalnie a ekstrakt z kakaowca odżywia i napina skórę.




    Konsystencja serum jest średnio gęsta i dość wodnista. Mimo mlecznego koloru nie bieli skóry i szybko się wchłania. Formuła serum sprawia, że jest ono mega wydajne i na całą okolicę oka wystarczy już niewielka kropelka. Kofeinowe serum pod oczy Nature Queen świetnie sprawdza się pod makijaż, nic się na nim nie roluje, nie spływa ani nie gromadzi w załamaniu powieki. Zapach jest bardzo delikatny, ledwo wyczuwalny. Kosmetyk nie podrażnia skóry, nie powoduje łzawienia czy zaczerwienienia w obrębie oka. 


    Od jakiegoś czasu chciałam skusić się na kosmetyk właśnie z kofeiną w składzie. Jeśli odwiedzacie mnie czasem na insta, gdzie często pojawiam się bez makijażu, mogliście zauważyć brązowe cienie wokół oczu. Taka moja uroda, odziedziczyłam to w genach, jednak wciąż szukam kosmetyku, który będzie w stanie choć w pewnym stopniu je zniwelować. Często też zdarza mi się też budzić z lekko opuchniętymi powiekami. Czy serum kofeinowe sprostało moim wymaganiom? Częściowo na pewno! Poranna opuchlizna dużo szybciej znika po zastosowaniu serum, cienie zaś wydają się niej intensywne, szczególnie na ich krawędziach. Poza tym skóra wokół oczu jest dobrze nawilżona, napięta i odżywiona. Dzięki temu, że serum jest na bazie wody, nie obciąża delikatnej skóry okolic oka. 




INTENSYWNE SERUM LIFTINGUJĄCE :klik:


    Drugą nowością w ofercie jest Intensywne serum liftingujące do pielęgnacji twarzy. Tak samo, jak w przypadku serum pod oczy, jest to kosmetyk na bazie wody, co zapewnia o jego lekkości i łatwości stosowania. Serum przeznaczone jest do każdego typu cery a w szczególności polecane jest dla skóry z pierwszymi oznakami starzenia, której zależy na wygładzeniu. W składzie znajduje się wiele ciekawych składników, m. in. bogaty w polisacharydy ekstrakt z glediczji trójcierniowej, olej z rzeżuchy łąkowej ogranicza utratę wody i wspomaga wchłanianie składników aktywnych w głąb skóry, ekstrakt z maku polnego pobudza syntezę kolagenu i działa antyoksydacyjnie; olej z nasion słonecznika nawilża wygładza i tworzy na skórze powłokę ochronną. Dzięki swojej konsystencji, serum jest bardzo wydajne. Butelka wyposażona w szklaną pipetę ułatwia aplikację odpowiedniej ilości kosmetyku a już 2-3 krople wystarczą na skórę całej twarzy. Zapach serum jest bardzo delikatny i dość szybko się ulatnia.



    Intensywne Serum Liftingujące to kosmetyk bardzo przyjemny w użyciu. Szybko się wchłania, co w porannej rutynie jest niezwykle ważne. Nie pozostawia tłustego filmu więc podkład nieźle się trzyma i nie ślizga. Zaobserwowałam jednak, że po rozprowadzeniu i wyschnięciu może "sklejać" skórę. Nie wiem, czy mnie dobrze zrozumiecie :P Chodzi o to, że przez chwilę, krótki moment od wyschnięcia do całkowitego wchłonięcia, skóra jest odrobinę lepka. Problem znika, jeśli po aplikacji serum delikatnie oklepiemy skórę twarzy opuszkami palców. A umówmy się, delikatny masaż jeszcze nikomu nie zaszkodził ;) Producent zapewnia, że serum może być stosowane samodzielnie lub z innymi kosmetykami. Jednak tu zauważyłam, że nie do końca dogaduje się z kosmetykami o bardziej tłustych formułach, gdyż może się rolować.




    Po trzech tygodniach stosowania tego serum zauważyłam, że moja skóra twarzy jest dużo bardziej gładka i jednolita. Niewielkie przebarwienia zostały rozjaśnione a nierówności wygładzone. Zmarszczki? Moje całe 2,5 zmarszczki na czole niestety nie zniknęły :P aczkolwiek zauważyłam ich lekkie spłycenie. Uznaję to za sukces, i będę dalej stosować Serum Liftingujące obserwując efekty. Warto dodać, że serum nie podrażnia mojej skóry twarzy, nie zapycha mimo stosowania dwa razy dziennie ani nie powoduje wyprysków




Przesyłka niezmiennie zawierała kilka próbek a także miniaturowe olejki. Bardzo lubię takie dodatki, bo mogę wypróbować olej, zanim kupię jego pełnowymiarową wersję :) Tak jak olej z pestek jeżyn, nad którego zakupem się ostatnio zastanawiałam. 






Linki zawarte w tym wpisie są linkami afiliacyjnymi. Co to znaczy? To znaczy, że każde wasze kliknięcie zapisze się w moich ambasadorskich statystykach, co może w przyszłości przełożyć się na kody rabatowe i zniżki specjalnie dla Was ;) Jeśli zaś zdecydujecie się na zakup jakiegokolwiek kosmetyku za pośrednictwem mojego liku, do mojej skarbonki wpadnie kilka groszy. Oczywiście nic na siłę, ale będzie mi bardzo miło ;) Tak, jak mówiłam już na instastories, polecam kosmetyki Nature Queen nie tylko dlatego, że jestem ambasadorką marki. Od wielu lat stosuję i chwalę sobie kosmetyki marki, regularnie zaopatruję się w hydrolaty i próbuję nowości. I choć post powstał we współpracy z marką, to moja opinia jest jak zawsze w 100% obiektywna i rzetelna ;)



Jestem bardzo ciekawa, czy macie już jakieś doświadczenia z kosmetykami marki NATURE QUEEN. Chętnie poczytam Wasze opinie w komentarzach. Życzę Wam miłego tygodnia pełnego słońca <3 

poniedziałek, 19 lipca 2021

NOWOŚCI KOSMETYCZNE - NATURE QUEEN

NOWOŚCI KOSMETYCZNE - NATURE QUEEN
    Uspokoiło się u mnie nieco, miałam dwa całkiem luźne weekendy i miałam czas żeby trochę odpocząć. Brakowało mi tego BARDZO!


Dzisiaj mam dla Was przedpremierową recenzję pewnego produktu, który miałam okazję przetestować dzięki polskiej marce Nature Queen, o której na początku napisze kilka słów. 
 
 

NATURE QUEEN :klik:

    To świat Królowej - Matki Natury i tego, co ma nam do zaoferowania. Ta polska marka inspirowana naturą tworzy kosmetyki pozbawione chemicznych dodatków, parabenów, SLSów czy innych szkodliwych substancji. Produkty oferowane przez markę Nature Queen są naturalne, w większości wegańskie i powstają z surowców pochodzących ze zrównoważonych upraw. Marka w ostatnim czasie bardzo prężnie się rozwija i w jej ofercie pojawia się coraz więcej nowych produktów. Pod szyldem Nature Queen znajdziecie produkty pielęgnacyjne do twarzy i ciała a wśród nich między innymi glinki, oleje, kremy do twarzy i hydrolaty.

SERUM ANTYOKSYDACYJNO- ROZŚWIETLAJĄCE :klik:

 
    Nowość w ofercie marki NATURE QUEEN to obietnica natychmiastowego rozświetlenia skóry twarzy. To serum o kremowobiałym kolorze stosowane na twarz ma wpływać na poprawę jędrności skóry i jej nawilżenie, ma łagodzić podrażnienia, wygładzać skórę i wyrównywać jen koloryt a także hamować procesy starzenia skóry przez pobudzanie jej komórek do odbudowy.
    Składnikami aktywnymi, jakie znajdziemy w serum antyoksydscyjno- rozświetlającym są między innymi ekstrakty z białej lilii, jagód goji i rozmarynu, witamina E oraz fukoza. Serum świetnie nada się do pielęgnacji cery suchej, szarej oraz skóry z pierwszymi oznakami starzenia. 

 
    Dzięki zawartym w serum mikrodrobinkom efekt rozświetlenia widoczny jest od razu po nałożeniu produktu na skórę . To świetne rozwiązanie, gdy latem nie nakładam na twarz nic oprócz pielęgnacji i spf, bo umówmy się... przy obecnie panujących temperaturach im mniej warstw na twarzy, tym lepiej. Po nałożeniu tego serum nie jest już potrzebny żaden dodatkowy rozświetlacz. Serum antyoksydscyjno- Rozświetlające marki Nature Queen to produkt o lekkiej konsystencji, dzięki temu niezwykle szybko się wchłania. Stosowane codziennie rano daje skórze porządną dawkę nawilżenia bez uczucia ciężkości czy lepkości, nie zapycha porów ani nie podrażnia skóry. Delikatny zapach koi zmysły i zdecydowanie uprzyjemnia pielęgnację. Nawet po kilku godzinach od nałożenia serum, skóra nie wygląda na tłustą ani się nie poci. Sprawia to, że serum idealnie nadaje się do stosowania latem, nawet przy skrajnie wysokich temperaturach. 


    Produkt zamknięty jest w szklanej buteleczce, która opatrzona jest etykietą w charakterystycznym dla marki Nature Queen stylu. Dzięki pipetce możemy bardzo łatwo wydobyć i zaaplikować kosmetyk na dłoń lub bezpośrednio na twarz. Serum antyoksydscyjno- rozświetlające jest produktem bardzo wydajnym, gdyż wystarczą już dwie krople na dokładne pokrycie całej twarzy. Jedna dodatkowa kropelka pozwoli pięknie rozświetlić i podkreślić dekolt.

 
    Nie było to moje pierwsze (ani na pewno nie ostatnie) spotkanie z marką Nature Queen, której hydrolaty stosuję regularnie od wielu miesięcy. Mogliście przeczytać o tym w tym wpisie :klik: 
Dzisiejsza recenzją również nie pojawia się tu beż przyczyny, gdyż serum antyoksydscyjno - rozświetlające miało swoją premierę 17 lipca a ja mogłam przedpremierowo przetestować je na własnej skórze. Tak, jak już wspominałam na insta stories , uważam że jest to produkt warty uwagi.
    Całą relację na temat serum jak i samej paczki zobaczyć możecie w zapisanych stories na moim instagramie. 

Dajcie koniecznie znać, czy kojarzycie Nature Queen i czy mieliście okazję stosować kosmetyki z oferty marki

 

 

Poprzedni post z tej serii: NOWOŚCI KOSMETYCZNE - HOLIKA HOLIKA

środa, 7 kwietnia 2021

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 20 - SENELLE OD TOPESTETIC

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 20 - SENELLE OD TOPESTETIC
Hej!

    Mam nadzieję, że Święta Wielkanocne minęły Wam spokojnie i udało się Wam choć trochę odpocząć ;) My w tym roku odwiedziliśmy razem i moją rodzinę i bliskich mojego P. Święta objazdowe, ale w związku z tym, że starszyzna jest już zaszczepiona można było wszystkich odwiedzić bez obaw :)



Dziś przygotowałam dla Was kolejny post kosmetyczny, który powstał przy współpracy ze znanym Wam już na pewno sklepem TOPESTETIC. W dzisiejszej recenzji opowiem Wam o marce SENELLE oraz dwóch produktach z ich oferty. Ciekawi? No to zapraszam dalej ;)

SENELLE :klik:


    Naturalne surowce i dbałość o piękno kobiet to coś, co bardzo dobrze opisuje tę polską markę. Jej twórcom zależy na tym, by każda kobieta odnalazła w kosmetykach Senelle cząstkę siebie. Ta polska marka stawia na naturalne składniki i innowacje w sposobie ich pozyskiwania. Senelle produkuje kosmetyki odpowiednie dla wegan i wegetarian i nie testuje swoich kosmetyków na zwierzętach. Ponadto marka została wybrana Kobiecą Marką roku 2018.

DEIKATNY ŻEL SAPONINOWY :klik:


    Żel do mycia twarzy na bazie hydrolatu z róży damasceńskiej sprawdzi się w codziennej pielęgnacji skóry twarzy bez względu na jej typ czy wrażliwość. Oprócz tego, że oczyszcza skórę, to także tonizuje ją i nawilża jednocześnie regulując wydzielanie sebum. Żel saponinowy został zapakowany w prostą butelkę z klasyczną pompką, która dozuje odpowiednią porcję kosmetyku. W składzie, oprócz wspomnianego już destylatu z róży damasceńskiej, znajdziemy wyciąg z owoców brzoskwini, szyszek chmielu oraz kory mydłoki. Alantoina i pantenol działają kojąco, regenerująco i przeciwzapalnie a kwas cytrynowy rozjaśnia i wygładza skórę.



    Zacznę może od tego, że opakowanie niczym szczególnym się nie wyróżnia i znając mnie, nie sięgnęłabym po ten żel w sklepie, gdyż często kupuję "oczami" :P No i błąd, bo żel zaskakuje działaniem od pierwszego użycia. Żel pachnie nietypowo, choć w dziwny sposób znajomo, konsystencję ma klasyczną. Mimo, że żel nie pieni się zbyt mocno, dobrze rozprowadza się na skórze i łatwo spłukuje.
    Co do działania to naprawdę jestem pozytywnie zaskoczona. Świetnie oczyszcza skórę i domywa resztki makijażu, nie szczypie w oczy i nie podrażnia skóry. Twarz po umyciu jest wygładzona, nie jest ściągnięta ani wysuszona. Żel jest bardzo wydajny i już jedna pompka wystarczy na umycie całej twarzy. Wydajność żelu to duży atut, od kiedy mój P dał się przekonać do mycia twarzy żelem do tego przeznaczonym :P Co ciekawe, saponinowy żel do mycia twarzy pomaga goić wszelkie wypryski czy drobne rany lub zadrapania. W dwóch słowach - świetny kosmetyk. Na pewno kiedyś do niego wrócę.

REWITALIZUJĄCE SERUM OLEJOWE :klik:


    Klasyczna, szklana buteleczka wyposażona w pipetę kryje w sobie serum, którego zadaniem jest między innymi wygładzanie, redukcja zmarszczek, rozjaśnienie i poprawa kolorytu skóry. Olejowe serum do twarzy jest odpowiednie dla każdego typu cery a szczególnie dobrze sprawdzi się w przypadku cery szarej, pozbawionej blasku i zmęczonej. Może być stosowane zarówno na dzień, jak i na noc, solo lub pod krem. Skład serum bogaty jest w różnego rodzaju oleje : ten z nasion słonecznika jest emolientem, który działa nawilżająco i ochronnie, olej ze słodkich migdałów wykazuje działanie wtórnie nawilżające zapobiegając utracie wody, olej z nasion pomidorów odbudowuje warstwę hydrolipidową skórę i pełni rolę naturalnego filtra słonecznego. Olej z lnu zmiękcza i regeneruje skórę, działa łagodząco i przeciwzmarszczkowo, olej jojoba wzmacnia i odżywia skórę a wyciąg z kory i nasion kakaowca poprawia jej napięcie. Zastosowana w tym serum stabilna witamina C Tetra E ma silne działanie przeciwstarzeniowe, rozjaśnia przebarwienia i blizny i ujędrnia skórę przez syntezę kolagenu. Oprócz tego wszystkiego mamy tu jeszcze tocopherol, wyciąg z korzenia dębu, olej kokosowy a także wyciąg z lawendy.

 
    Serum ma bardzo delikatny, przyjemy zapach, który kojarzy mi się ze słonecznym latem. Mocno olejowa formuła na pewno nie każdemu przypadnie do gustu, choć według mnie jest to kwestia przyzwyczajenia ;) Wystarczą trzy małe kropelki zaaplikowane bezpośrednio na skórę, by otulić twarz i szyję warstwą kosmetyku. Oczywiście serum zawsze aplikuję na skórę zwilżoną hydrolatem, gdyż pozwala to równomiernie rozprowadzić kosmetyk na całej powierzchni. Początkowo stosowałam serum i rano i wieczorem, obecnie nakładam je jedynie na noc. Wszystko dlatego, że po kilku dniach serum zaczęło mnie zapychać. Niestety niektóre oleje występujące w składzie mogą działać komedogennie. Konkretnie to olej ze słodkich migdałów i olej z nasion słonecznika. Po ograniczeniu do stosowania serum wyłącznie na noc skóra zdecydowanie się uspokoiła a wypryski zniknęły. Poza tym serum działa naprawdę świetnie. Skóra jest napięta i gładka. Twarz wygląda promiennie a drobne zmarszczki są wypełnione. Mam nadzieję, że z biegiem czasu efekty będą coraz bardziej widoczne. Tego mi było trzeba na wiosnę :)

 
Jestem bardzo ciekawa, czy znaliście wcześniej kosmetyki marki SENELLE, bo sklep TOPESTETIC na pewno doskonale znacie  ;)

 

Poprzedni post z tej serii: KOSMETYCZNE RECENZJE PART 19 - JOWAE OD TOPESTETIC

sobota, 24 października 2020

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 17 -SENSUM MARE OD TOPESTETIC

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 17 -SENSUM MARE OD TOPESTETIC

    Hej! Wybaczcie moją dość długą nieobecność. Dzieje się ostatnio  sporo różnych rzeczy zarówno w mojej sferze osobistej, służbowej jak i rodzinnej ale koniec końców zawsze wychodzi na plus ;) Mam dziś wolną sobotę, P pojechał na trening na swoich motorkach więc mam czas dla siebie :) Zaraz lecę nadrabiać zaległości na Waszych blogach, bo jestem pewna, że jest tam masa wartościowych artykułów do przeczytania :)


Ale zanim zniknę w czeluściach blogosfery mam dla Was post o nowych (dla mnie) kosmetykach polskiej marki SENSUM MARE :klik: ze sklepu TOPESTETIC :klik:. Miłego czytania! :)


SENSUM MARE - naturalne dermokosmetyki :klik:

    Jest to polska marka kosmetyków naturalnych, która składniki aktywne czerpie z bogactwa świata morskiego. Tworzenie swoich kosmetyków marka SENSUM MARE opiera na trzech filarach: BEZPIECZEŃSTWIE, WIEDZY i SILE. Dzięki temu możemy mieć pewność, że wszystkie produkty przeszły szczegółowe badania alergologiczne i dermatologiczne oraz są zarejestrowane w unijnej bazie CPNP (Cosmetics Product Notification Portal). Receptury powstały na bazie składników aktywnych pochodzących od czołowych europejskich producentów we współpracy z najlepszymi laboratoriami w Polsce. Pozwala to tworzyć skuteczne i innowacyjne produkty. Marka stawia na moc silnie skoncentrowanych składników, by każda kropla dermokosmetyku zawierała jak najwięcej drogocennych składników z mórz i oceanów. SENSUM MARE skupia się na sile kobiet i to dla nich tworzy kosmetyki o innowacyjnych recepturach., by niwelować oznaki starzenia i dogłębnie odżywić skórę twarzy. 



REWITALIZUJĄCY I PRZECIWZMARSZCZKOWY KREM ALGORICH :klik:

    Krem na dzień i na noc przeznaczony do codziennej pielęgnacji skóry suchej i bardzo suchej, po brzegi naładowany składnikami aktywnymi. Podstawą jest woda z lodowca oraz wyciągi i ekstrakty z alg morskich, które mają właściwości odżywcze zmiękczające i kojące, a także stymulują odbudowę naskórka. Niskocząsteczkowy kwas hialuronowy dogłębnie nawilża skórę i odpowiada za efekt liftingu. Ekstrakt z pereł to bogactwo aminokwasów i białek, które skutecznie zapobiegają utracie wody. Wyciąg z nowozelandzkiej paproci działa liftingująco i zapewnia widoczne efekty w krótkim czasie. Zielony kawior wspomaga działanie przeciwzmarszczkowe dzięki zawartości β-glukanu. Arginina wzmacnia barierę lipidową, alantoina nawilża, koi i regeneruje, panthenol ma działanie przeciwzapalne i pomaga w regeneracji naskórka a olej monoi łagodzi, nawilża i wygładza skórę. Oprócz tego w składzie znajdziemy masło shea. olej kokosowy, mocznik i niacynamid




    Krem ma dość lekką konsystencję i bardzo przyjemny, świeży zapach. Lekko się rozprowadza i szybko się wchłania otulając skórę. Niemal natychmiast czuć, że skóra jest nawilżona ale bez tłustego filmu. Powłoczka, jaką krem zostawia na twarzy sprawia, że skóra jest miękka ale nie świeci się ani nie lepi. Choć nie mam skóry suchej, to moja buzia bardzo dobrze reaguje na ten krem. Nie wyświeca się, nie zapycha ani nie przetłuszcza. Krem bardzo dobrze sprawdził się na noc i na dzień, zarówno solo jak i w duecie z serum. Wystarczy niewielka ilość, by pokryć całą twarz i szyję.



REWITALIZUJĄCE I PRZECIWZMARSZCZKOWE SERUM ALGOLIGHT :klik:


    Produkt do codziennej pielęgnacji skóry tłustej i mieszanej. W składzie mamy aż 18 składników aktywnych i większa ich część pokrywa się z tym, co znajdziemy w kremie: woda z lodowca, wyciągi i ekstrakty z alg morskich, niskocząsteczkowy kwas hialuronowy, ekstrakt z pereł, zielony kawior, arginina, niacynamid i mocznik. Serum o żelowej konsystencji ma zapewnić głębokie nawilżenie i redukcję zmarszczek.


    Jestem miłośniczką kosmetyków tego typu, dlatego byłam bardzo ciekawa tego produktu. Serum ma lekką, żelową formułę i delikatny zapach. Łatwo się rozprowadza i dość szybko się wchłania. Wystarczy niewielka kropla na całą twarz i szyję. Niestety serum pozostawia na skórze lepką warstwę i stosowane solo może dawać nieprzyjemne odczucia. Jednak (jak to ja) nie dałam za wygraną i sprawdziłam wszelkie możliwe konfiguracje i znalazłam taką, która najbardziej mi odpowiada i przynosi najlepsze rezultaty.
    Serum świetnie się sprawdza w duecie z kremem i stanowi turbo odżywcze połączenie idealne na noc. Mam wrażenie, że stosując te dwa kosmetyki razem moja skóra dostaje ogromną porcję składników aktywnych. Dzięki temu rano moja skóra jest odżywiona, gładka i rozświetlona. To połączenie nie sprawdziło na dzień, gdyż lepkość serum lekko się przebijała spod kremu. 
Ku mojemu zaskoczeniu, serum stosowane solo bardzo dobrze sprawdza się jako baza pod makijaż. Dzięki serum podkład dobrze się trzyma, nie spływa ani nie roluje a i trwałość całego makijażu jest dużo lepsza. 
To jest powód, dla którego ZAWSZE daję kosmetykom drugą, trzecią a jak trzeba to i czwartą szansę ;)



    Kosmetyki SENSUM MARE z założenia są kosmetykami przeciwzmarszczkowymi, ale mimo moich prawie 30 lat nie mam tych zmarszczek za dużo. Wielokrotnie słyszę, że nie wyglądam na swój wiek a moja skóra bez makijażu wygląda młodo. Wychodzę jednak z założenia, że pielęgnację przeciwzmarszczkową warto wprowadzić jeszcze zanim zmarszczki na dobre rozgoszczą się na mojej twarzy. Zarówno krem, jak i serum marki SENSUM MARE już po 2 tygodniach stosowania dały widoczne efekty. Jestem posiadaczką jednej głębszej zmarszczki na czole, która jest wynikiem tego, że bardzo często unoszę brwi. Ku mojemu zaskoczeniu ta zmarszczka naprawdę stała się nieco mniej widoczna. Jestem ciekawa, co będzie dalej :)



    Cieszę się, że mogłam poznać markę SENSUM MARE i jej produkty, i choć z tej dwójki krem zdecydowanie bardziej polubiłam, to serum, mimo lepkiego filmu również oceniam bardzo dobrze. To, co jeszcze mi się spodobało, to opakowania. Eleganckie, szklane i minimalistyczne. Piękno tkwi w prostocie, za co u mnie wielki plus. Krem był dodatkowo zabezpieczony plastikowym wieczkiem, które uniemożliwia kontakt kremu z nakrętką. Serum wyposażone w pipetkę pozwala na wygodną aplikację odpowiedniej ilości kosmetyku. Oba produkty są bardzo wydajne, więc na pewno będą mi towarzyszyć przez długie miesiące.



    I od tak samo długich miesięcy jestem zadowolona ze sklepu TOPESTETIC, który każdorazowo zaskakuje ekspresową i darmową wysyłką, pakietem próbek i gadżetów. Sklep zdecydowanie idealny!



A jak Wy zapatrujecie się na pielęgnację przeciwzmarszczkową? Stosujecie, czy jeszcze nie? Mieliście już okazję poznać kosmetyki SENSUM MARE? 


poniedziałek, 11 maja 2020

KOSMETYCZNE RECENZJE PART10 - CLOCHEE OD TOPESTETIC

KOSMETYCZNE RECENZJE PART10 - CLOCHEE OD TOPESTETIC
    Kochani! Na wstępie chciałabym Wam wszystkim podziękować za gratulacje i życzenia :) Mały Staś jest zdrowy. Mama po cesarskim cięciu dochodzi do siebie. Tata szczęśliwy a Dziadkowie wniebowzięci. Jaś póki co zachwycony bratem i nawet zauważył, że ten ma uszy :D Niedługo wybieram się do domu rodzinnego i już nie mogę się doczekać spotkania z najmłodszym członkiem rodziny :)

    Maj jest dla mnie dość kiepskim miesiącem. Choć długo się opieraliśmy to niestety koronawirus odciska swoje piętno na perspektywie naszej dalszej pracy. Z niepokojem i niecierpliwością czekamy na rozwój wydarzeń i jest to dość stresujące. Do tego na naszym osiedlu rozpoczęły się prace związane z odnawianiem elewacji. Mimo zapewnień ze strony spółdzielni o zabezpieczeniu terenu prac muszę patrzeć jak panowie robotnicy dewastują mój ogródek i wszystko w koło... Moje maliny zostały zadeptane, nic z nich w tym roku nie będzie. Mięta i lawenda zostały zagniecione rusztowaniem. Zniszczeń w roślinach jest więcej ale nie mam siły o tym pisać.  Jestem wściekła i zrozpaczona.
    Udało mi się jednak nawiązać nową współpracę i będę przygotowywać dla was serię postów o pielęgnacji włosów. To jedna z niewielu kwestii, które pozwalają mi utrzymać pogodę ducha :) Mam nadzieję, że dla Was ten miesiąc jest trochę bardziej łaskawy ;)



    Dziś mam dla Was kolejną recenzję bardzo fajnych, naturalnych kosmetyków. Niezmiennie pochodzą one ze sklepu TOPESTETIC :klik: Zapraszam:)

CLOCHEE :klik:


    Clochee to polska marka, która stawia na naturalne, skuteczne, zdrowe i w 100% ekologiczne produkty łącząc naturę i tradycje z innowacjami. Dzięki możliwościom współczesnej technologii i nauki wyciągają z roślin, minerałów i innych surowców stosowanych przez nasze prababcie wszystko, co najcenniejsze dla naszej skóry. Oczywiście wszystko w zgodzie z naturą. Marka Clochee dba o to, by opakowania ich produktów w maksymalnym stopniu pochodziły z surowców wtórnych lub można było je poddać całkowitemu recyklingowi. Kosmetyki są w 100% wegańskie czyli nie zawierają substancji pochodzenia zwierzęcego ani nie są na zwierzętach testowane. Kosmetyki przechodzą długą drogę przed wprowadzeniem do sprzedaży a testy odbywają się tylko na ochotnikach pod pełną kontrolą dermatologów i alergologów.


DETOKSYKUJĄCA MASKA Z BIAŁĄ GLINKĄ :klik:

    Oczyszczająca maseczka z białą glinką jest odpowiednia dla każdego typu skóry. Ma odświeżać, nawilżać i odmładzać skórę. W składzie znajdziemy białą glinkę, która absorbuje nadmiar sebum i wpływa na poprawę kolorytu skóry a także wygładza i nawilża. Ekstrakt z melisy koi skórę, łagodzi podrażnienia i posiada właściwości regenerujące. Melisa działa przeciwzapalnie, pomaga regulować wydzielanie sebum a także chroni skórę przed promieniami słonecznymi. Ekstrakt z czarnej porzeczki zawiera witaminę C, flawonoidy i polifenole. Działają one przeciwzmarszczkowo, uelastyczniają i napinają skórę. Polifenole to silne antyoksydanty, które neutralizują działanie wolnych rodników. Witaminy z grupy B oraz sole mineralne oczyszczają, tonizują a do tego działają bakteriobójczo. 


    Maska ma biały kolor i bardzo gęstą konsystencję ale łatwo się rozprowadza. Saszetka zawiera dwie porcje produktu a jedna porcja wystarczy, by grubą warstwą pokryć twarz oraz szyję. Zapach jest bardzo neutralny, prawie niewyczuwalny. Zgodnie z zaleceniem należy ją stosować 2-3 razy w tygodniu, zostawić na skórze na 10-15 minut po czym zmyć letnią wodą. Nigdy wcześniej nie stosowałam maski z glinką więc byłam bardzo ciekawa efektów. Maseczka sama w sobie była bardzo przyjemna w stosowaniu. Nie tworzyła nieprzyjemnej skorupy ani się nie kruszyła. Skóra po jej zmyciu była bardzo dobrze odświeżona i nie czułam ściągnięcia. Odczuwalne było jednak napięcie, wygładzenie i nawilżenie skóry. Ten efekt bardzo mi się podobał. Skóra po maseczce bardzo dobrze wchłaniała kolejny kosmetyk pielęgnacyjny bez względu na jego formułę. Kosmetyk nie spowodował podrażnień ani nie zapchał mi skóry za to widocznie ją oczyścił i lekko rozjaśnił. Na pewno wrócę do tej maski w przyszłości, bo to naprawdę świetny kosmetyk. Polecam, jeśli jeszcze nie próbowałyście. Forma saszetki z dwiema porcjami jest bardzo poręczna, ponieważ nie pozwala wyschnąć drugiej porcji kosmetyku. Śmiało może czekać w szufladzie na kolejne spotkanie.

DROBNOZIARNISTY PEELING DO TWARZY :klik:

    Delikatny peeling nadaje się do każdego typu skóry. W bardzo delikatny ale skuteczny sposób oczyszcza skórę z martwego naskórka i zanieczyszczeń. Peeling ma przywracać skórze promienność, miękkość oraz wyrównać jej koloryt. Zawiera ekstrakt z bazylii, który walczy z wolnymi rodnikami i hamuje stany zapalne. Ekstrakt z lukrecji ma działanie przeciwzapalne i przeciwalergiczne. Redukuje powstawanie zaskórników i innych zmian skórnych, reguluje wydzielanie sebum i działa przeciwutleniająco. Dodatkowo rozjaśnia i ujednolica koloryt skóry.


    Peeling bardzo mnie zaskoczył. Delikatna, kremowa konsystencja sprawiła, że w pierwszej chwili zaczęłam się zastanawiać, czy to na pewno jest peeling. Drobinki są tak delikatne, że są wyczuwalne dopiero podczas rozsmarowywania kosmetyku na skórze. Podczas wykonywania masażu czuć jak wielką moc mają te maleństwa i jak dobrze potrafią oczyścić skórę. Peeling dogłębnie oczyszcza wszystkie obszary skóry od czoła, policzków, szyi a także świetnie radzi sobie z załamaniem przy nozdrzach, w których większe drobinki miałyby problem. Mogłabym ten peeling przyrównać do pasty z maleńkimi drobinkami najdelikatniejszego piasku. Czułam, że z mojej skóry zniknęły wszystkie zanieczyszczenia, suche skórki czy drobne niedoskonałości. Skóra po tym peelingu jest promienna, super gładka i napięta ale nie ściągnięta. Ten kosmetyk zdecydowanie zmienił moje podejście do peelingów. Zawsze myślałam, że im większe drobinki tym lepiej, że takie duże drobinki lepiej zdzierają wszystkie te zanieczyszczenia z mojej twarzy a tu proszę, taka niespodzianka. Uważam, że ten peeling zadziałał na moją skórę lepiej niż większość peelingów, które miałam, okazję stosować dotychczas i na pewno do niego wrócę. Kosmetyk nie spowodował podrażnień czy zaczerwienień a skóra była dobrze przygotowana na kolejny etap pielęgnacji. Trzeba tylko pamiętać, by obficie zmyć twarz letnią wodą, bo te niewidoczne drobinki lubią zostać na twarzy. Tak samo jak w przypadku maski, peeling jest zamknięty w saszetce z dwiema oddzielnymi porcjami a jedna porcja u mnie starczyła na dwa zastosowania. Podzieliłam się z P, bo od kiedy siedzimy w domu to staram się wprowadzać go w świat pielęgnacji skóry twarzy. Początkowo się opierał, ale gdy zauważył efekty to mu się spodobało :P Muszę mu tylko czasem przypominać, bo ma jeszcze problem z systematycznością ;)

ANTYOKSYDACYJNE SERUM Z WITAMINĄ C :klik:


    Serum nadaje się do każdego typu skóry, także tej wrażliwej i dojrzałej. Ma silne działanie antyoksydacyjne dzięki czemu hamuje procesy starzenia się skóry i opóźnia pojawienie się zmarszczek. Serum ma wygładzać skórę, poprawiać jej elastyczność a także wzmacniać naczynia krwionośne. Wszystko to dzięki naturalnym ekstraktom roślinnym. Róża pomarszczona jest źródłem witaminy C, która działa przeciwutleniająco, hamuje aktywność wolnych rodników i wykazuje działanie przeciwzmarszczkowe. Zmniejsza także zaczerwienienia i wycisza skórę w przypadku jej nadreaktywności. Olej z pestek śliwki dzięki zawartości kwasu oleinowego, linolowego a także witaminy E doskonale wpływa na poprawę nawilżenia skóry i odbudowę naskórka. Serum jest hipoalergiczne, nie zawiera konserwantów a jego lekka formuła jest niekomedogenna.

 

    Bardzo lubię sera i uwielbiam kosmetyki bogate w witaminę C, dlatego w tym kosmetyku pokładałam wielkie nadzieje i oczekiwania. Zamknięte w przezroczystej butelce z grubego szkła serum ma lekko żółty, słomkowy kolor i prawie niewyczuwalny zapach. Konsystencja jest typowa choć nieco bardziej gęsta niż moje ostatnie serum. Szklana pipetka pozwala na dozowanie takiej ilości kosmetyku jakiej oczekujemy. Bardzo lubię ten sposób dozowania bo mogę nakładać kosmetyk zarówno na dłoń jak i bezpośrednio na skórę twarzy w takiej ilości, jaka mi odpowiada. Serum może być stosowane zarówno samodzielnie jak i z innymi kosmetykami. Stosowałam je na różne sposoby. Pod krem na dzień, pod krem na noc, zamiast kremu na dzień, zamiast kremu na noc. W każdej konfiguracji działało świetnie i nie obciążało skóry. Serum bardzo dobrze nadaje się jako podkład do wykonania masażu twarzy zarówno rollerem jak i dłońmi. Dobrze sprawdzało się też pod makijażem. Serum może zostawiać na skórze delikatny film jednak ja należę do osób, którym to zupełnie nie przeszkadza. Moje oczekiwania zostały zaspokojone, gdyż moja skóra po zastosowaniu serum jest otulona, nawilżona, delikatnie napięta. Zauważyłam też rozjaśnienie przebarwień, które pozostały mi po trądziku, więc to kolejny plus. Choć nie mam zbyt wielu zmarszczek (jedynie kilka mimicznych) to zauważyłam lekkie ich wypełnienie. Serum bardzo świetnie się wchłania, pod warunkiem, że nałożymy je w odpowiedniej ilości. Podczas aplikacji, pod wpływem ciepła dłoni i skóry można wyczuć delikatny zapach, który (możecie się śmiać :P ) przypomina mi zapach żelków miśków z Haribo :D Jest piękny! Jeśli lubicie tego typu kosmetyki, to bardzo wam polecam to serum. Działanie jest widoczne gołym okiem, jestem pewna, że będziecie zadowoleni :)


    Tym razem w paczce znalazłam również opaskę, która jest bardzo pomocna przy wszelkich zabiegach na twarz. Zawsze miałam problem z włosami klejącymi się do wszystkich maseczek czy wpadającymi pod wodę podczas zmywania kosmetyku. Jest bardzo miła w dotyku i ma wszyty rzep, dzięki któremu dostosujecie opaskę do obwodu swojej głowy :)
Sklep TOPESTETIC kolejny raz mnie nie zawiódł a kosmetyki okazały się strzałem w 10! Dlatego jeśli jeszcze Was tam nie było, to koniecznie zajrzyjcie :)

Dajcie znać, czy tak samo jak ja lubicie sera i kosmetyki z witaminą C. Chętnie poznam Wasze opinie o innych kosmetykach tej marki :)


Copyright © in progress , Blogger