poniedziałek, 28 marca 2022

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 27 - NOWOŚCI NATURE QUEEN

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 27 - NOWOŚCI NATURE QUEEN

Czołem kochani!
    Jak spędzacie pierwsze dni wiosny? Jak Wasze samopoczucie? Ja się w końcu wygrzebałam z ciągnącego się od trzech tygodni przeziębienia i z kopyta wracam na siłkę. Nie ma czasu do stracenia! Ostatnie słoneczne dni dają mi mega kopa, mam ochotę działać! Dawno się tak nie czułam, więc tym bardziej chcę to wykorzystać ;)




Jakiś czas temu dołączyłam do grona ambasadorek marki NATURE QUEEN, o czym wspominałam już niedawno na insta stories, a relacja jest wciąż dostępna w zapisanych. Dzięki temu mam okazję testować nowe produkty marki i dzielić się swoimi wrażeniami na ich temat. I w dzisiejszym wpisie chciałabym Wam przedstawić dwa nowe kosmetyki, które pojawiły się niedawno w ofercie marki.


KOFEINOWE SERUM POD OCZY :klik:


    Jedną z pierwszych nowości marki Nature Queen jest serum pod oczy. Jest to kosmetyk skierowany do osób, które szukają nawilżenia, napięcia i wygładzenia skóry w okolicy oka. Może być stosowany zarówno na dolną jak i górną powiekę, gdyż dobrze współpracuje z makijażem. Skład tego wodnego serum został wzbogacony o wyciąg z zielonej herbaty, estry oleju z pestek moreli, który odżywia, zmiękcza i poprawia kondycję skóry. Kofeina pobudza mikrokrążenie i niweluje worki i cienie wokół oczu, ekstrakt z wina działa na zmarszczki, wyciąg z wąkrotki azjatyckiej łagodzi, koi i działa przeciwzapalnie a ekstrakt z kakaowca odżywia i napina skórę.




    Konsystencja serum jest średnio gęsta i dość wodnista. Mimo mlecznego koloru nie bieli skóry i szybko się wchłania. Formuła serum sprawia, że jest ono mega wydajne i na całą okolicę oka wystarczy już niewielka kropelka. Kofeinowe serum pod oczy Nature Queen świetnie sprawdza się pod makijaż, nic się na nim nie roluje, nie spływa ani nie gromadzi w załamaniu powieki. Zapach jest bardzo delikatny, ledwo wyczuwalny. Kosmetyk nie podrażnia skóry, nie powoduje łzawienia czy zaczerwienienia w obrębie oka. 


    Od jakiegoś czasu chciałam skusić się na kosmetyk właśnie z kofeiną w składzie. Jeśli odwiedzacie mnie czasem na insta, gdzie często pojawiam się bez makijażu, mogliście zauważyć brązowe cienie wokół oczu. Taka moja uroda, odziedziczyłam to w genach, jednak wciąż szukam kosmetyku, który będzie w stanie choć w pewnym stopniu je zniwelować. Często też zdarza mi się też budzić z lekko opuchniętymi powiekami. Czy serum kofeinowe sprostało moim wymaganiom? Częściowo na pewno! Poranna opuchlizna dużo szybciej znika po zastosowaniu serum, cienie zaś wydają się niej intensywne, szczególnie na ich krawędziach. Poza tym skóra wokół oczu jest dobrze nawilżona, napięta i odżywiona. Dzięki temu, że serum jest na bazie wody, nie obciąża delikatnej skóry okolic oka. 




INTENSYWNE SERUM LIFTINGUJĄCE :klik:


    Drugą nowością w ofercie jest Intensywne serum liftingujące do pielęgnacji twarzy. Tak samo, jak w przypadku serum pod oczy, jest to kosmetyk na bazie wody, co zapewnia o jego lekkości i łatwości stosowania. Serum przeznaczone jest do każdego typu cery a w szczególności polecane jest dla skóry z pierwszymi oznakami starzenia, której zależy na wygładzeniu. W składzie znajduje się wiele ciekawych składników, m. in. bogaty w polisacharydy ekstrakt z glediczji trójcierniowej, olej z rzeżuchy łąkowej ogranicza utratę wody i wspomaga wchłanianie składników aktywnych w głąb skóry, ekstrakt z maku polnego pobudza syntezę kolagenu i działa antyoksydacyjnie; olej z nasion słonecznika nawilża wygładza i tworzy na skórze powłokę ochronną. Dzięki swojej konsystencji, serum jest bardzo wydajne. Butelka wyposażona w szklaną pipetę ułatwia aplikację odpowiedniej ilości kosmetyku a już 2-3 krople wystarczą na skórę całej twarzy. Zapach serum jest bardzo delikatny i dość szybko się ulatnia.



    Intensywne Serum Liftingujące to kosmetyk bardzo przyjemny w użyciu. Szybko się wchłania, co w porannej rutynie jest niezwykle ważne. Nie pozostawia tłustego filmu więc podkład nieźle się trzyma i nie ślizga. Zaobserwowałam jednak, że po rozprowadzeniu i wyschnięciu może "sklejać" skórę. Nie wiem, czy mnie dobrze zrozumiecie :P Chodzi o to, że przez chwilę, krótki moment od wyschnięcia do całkowitego wchłonięcia, skóra jest odrobinę lepka. Problem znika, jeśli po aplikacji serum delikatnie oklepiemy skórę twarzy opuszkami palców. A umówmy się, delikatny masaż jeszcze nikomu nie zaszkodził ;) Producent zapewnia, że serum może być stosowane samodzielnie lub z innymi kosmetykami. Jednak tu zauważyłam, że nie do końca dogaduje się z kosmetykami o bardziej tłustych formułach, gdyż może się rolować.




    Po trzech tygodniach stosowania tego serum zauważyłam, że moja skóra twarzy jest dużo bardziej gładka i jednolita. Niewielkie przebarwienia zostały rozjaśnione a nierówności wygładzone. Zmarszczki? Moje całe 2,5 zmarszczki na czole niestety nie zniknęły :P aczkolwiek zauważyłam ich lekkie spłycenie. Uznaję to za sukces, i będę dalej stosować Serum Liftingujące obserwując efekty. Warto dodać, że serum nie podrażnia mojej skóry twarzy, nie zapycha mimo stosowania dwa razy dziennie ani nie powoduje wyprysków




Przesyłka niezmiennie zawierała kilka próbek a także miniaturowe olejki. Bardzo lubię takie dodatki, bo mogę wypróbować olej, zanim kupię jego pełnowymiarową wersję :) Tak jak olej z pestek jeżyn, nad którego zakupem się ostatnio zastanawiałam. 






Linki zawarte w tym wpisie są linkami afiliacyjnymi. Co to znaczy? To znaczy, że każde wasze kliknięcie zapisze się w moich ambasadorskich statystykach, co może w przyszłości przełożyć się na kody rabatowe i zniżki specjalnie dla Was ;) Jeśli zaś zdecydujecie się na zakup jakiegokolwiek kosmetyku za pośrednictwem mojego liku, do mojej skarbonki wpadnie kilka groszy. Oczywiście nic na siłę, ale będzie mi bardzo miło ;) Tak, jak mówiłam już na instastories, polecam kosmetyki Nature Queen nie tylko dlatego, że jestem ambasadorką marki. Od wielu lat stosuję i chwalę sobie kosmetyki marki, regularnie zaopatruję się w hydrolaty i próbuję nowości. I choć post powstał we współpracy z marką, to moja opinia jest jak zawsze w 100% obiektywna i rzetelna ;)



Jestem bardzo ciekawa, czy macie już jakieś doświadczenia z kosmetykami marki NATURE QUEEN. Chętnie poczytam Wasze opinie w komentarzach. Życzę Wam miłego tygodnia pełnego słońca <3 

piątek, 18 lutego 2022

NOWOŚCI KOSMETYCZNE - HEIMISH

NOWOŚCI KOSMETYCZNE - HEIMISH
Witajcie kochani!
    Czas zasuwa jak szalony, na pewno też to odczuwacie ;) Zaniedbuję ostatnio nieco bloga, bo staram się rozdzielać sprawiedliwie czas między pracę, dom, bloga, Instagrama i treningi. A że na poważnie wróciłam do aktywności fizycznej i siłownię odwiedzam 3-4 razy w tygodniu, to jednak ten czas jakoś gdzieś mi ucieka :P Do tego ostatni weekend spędziłam w kaszubskim lesie grzejąc tyłek w saunie i bani wodnej, sami rozumiecie... priorytety :D

    Ale nie marudzę! Czuję się świetnie, widzę pierwsze efekty treningów zarówno w kondycji jak i w mojej sylwetce. Czeka mnie jeszcze wiele pracy, żeby wrócić do mojej szczytowej formy z czasów instruktorskich, ale jestem bardzo zmotywowana i prę do przodu :D No i idzie wiosna! <3




W dzisiejszym wpisie chcę Wam przybliżyć nieco kosmetyki marki HEIMISH, które miałam okazję ostatnio testować. Jeśli jesteście ciekawi co to za marka, jakie kosmetyki wybrałam i jak się one u mnie sprawdziły, to zapraszam do dalszej lektury :)


HEIMISH


    Ta koreańska marka powstała w 2016 roku i skupia się głównie na produktach oczyszczających, pielęgnacji ale także makijażu. Marka stawia na naturalność - naturalne składniki i substancje aktywne bez sztucznych dodatków maja zapewnić naszej skórze maksimum dobroci. W składzie kosmetyków nie znajdziemy SLS-ów, parabenów, sztucznych aromatów czy barwników. Dzięki temu kosmetyki marki Heimish sprawdzą się także w pielęgnacji skóry wrażliwej.




ALL CLEAN WHITE CLAY FOAM


    Pianka do twarzy z białą glinką dzięki zawartym w niej składnikom ma działanie silnie oczyszczające, usuwa martwy naskórek i wszelkie zanieczyszczenia odblokowując pory. Biała glinka, oprócz wspomnianego już oczyszczenia, ujędrnia skórę i nadaje jej zdrowy wygląd, wchłania sebum i zwęża pory. W składzie pianki znajdziemy kilka różnych olejków, np. olejek ze skórki słodkiej pomarańczy, lawendowy, amyrisowy, pelargoniowy, grapefruitowy, mai chang, z drzewa herbacianego, eukaliptusowy, miętowy oraz bergamotkowy. Wszystkie razem mają poprawiać ogólny stan i wygląd skóry, regenerować ją, koić, hamować stany zapalne i przeciwdziałać procesom starzenia. Kwas hialuronowy w trzech różnych postaciach ma dogłębnie nawilżać skórę, olej kokosowy chronić i pielęgnować a wyciąg z irysa ma zmiękczać i tonizować. 




    Oprócz bardzo ciekawe kompozycji składników zawartej w piance All Clean od Heimish warto zwrócić uwagę na jej ciekawą konsystencję. Produkt zapakowany jest w matową tubkę na klasyczny "klik". Po wydobyciu produkt przypomina bardziej pastę niż piankę a staje się nią po dodaniu odrobiny wody i roztarciu w dłoniach. Pasta zmienia się wtedy w kremową piankę i jest gotowa do rozprowadzenia na twarzy. Dzięki tej konsystencji produkt jest niezwykle wydajny a pielęgnacja bardzo przyjemna.



All Clean White Clay Foam to produkt z tych, co się nigdy nie kończą xD stosujemy go już razem z P od dwóch miesięcy codziennie a on dosłownie nie chce się skończyć. Ale to dobrze, bo bardzo tę piankę lubię. Dokładnie i dogłębnie oczyszcza skórę nie powodując podrażnień. Nie wysusza i nie ściąga skóry, ale po umyciu skóra jest w dotyku dość specyficzna. Sama nie wiem jak to dokładnie opisać, ale skóra jest jakby śliska ale nie tłusta, nic na niej nie ma, bo jest MEGA oczyszczona. Miałam już kiedyś tę piankę w wersji Green i wrażenia były równie pozytywne. Skóra jest oczyszczona. Nie przetłuszcza się ale też nie jest przesuszona, pory są widocznie zwężone no i mniej zaskórników czy wyprysków. Polecam nawet wrażliwcom, działanie sprawdzone na delikatnej buziulce mojego P, którego łapska możecie zobaczyć poniżej :P




BULGARIAN ROSE MIST SERUM


    Serum w mgiełce to kolejny kosmetyk o interesującej formule i sposobie aplikacji. Ten niepozorny produkt na bazie wody różanej jest kosmetykiem wielofunkcyjnym i uniwersalnym. Mgiełka może być stosowana solo, pod krem, pod makijaż, na noc, na dzień a także jako odświeżenie w ciągu dnia. Dzięki swoim niewielkim rozmiarom spokojnie zmieści się w torebce. Produkt przed użyciem należy dobrze wstrząsnąć, po czym rozpylić na twarz z odległości 15-20 cm. Woda różana, która jest bazą tego kosmetyku tonizuje, odświeża i nadaje skórze blasku. Niacynamid wygładza, ujędrnia, nawilża i reguluje pracę gruczołów łojowych. Wyciągi z kwiatów lotosu oraz owoców japońskiej moreli odżywiają, wyrównują koloryt i nawilżają skórę, kwas cytrynowy rozjaśnia a olejek ze skórki słodkiej pomarańczy działa przeciw starzeniowo. 




    Mgiełka ma bardzo lekką konsystencję, a zastosowany aplikator rozpyla naprawdę delikatną, przyjemną chmurkę, która okala twarz. Skóra niemal natychmiast nabiera blasku i jest odczuwalnie nawilżona. Dzięki swojej lekkiej formule sprawdza się w każdej roli. Jest świetnym uzupełnieniem kremu na noc i z powodzeniem może zastąpić serum olejowe na dzień. Jako baza pod makijaż nie pozwala na wysuszenie skóry jednocześnie przedłużając trwałość makijażu. Dobrze nawilża, nie szczypie ani nie powoduje podrażnień. Ładnie pachnie i dobrze się wchłania.




BULGARIAN ROSE SATIN CREAM


Satynowy krem z różą damasceńską to kosmetyk o podwójnym działaniu. Składniki w nim zawarte nawilżają skórę i redukują zmarszczki jednocześnie delikatnie złuszczają martwy naskórek wspomagając regenerację komórek. Jest to zasługa kwasów AHA (kw. laktobionowy) oraz PHA (kw. mlekowy). Kluczowym składnikiem kremu jest oczywiście woda różana. Oprócz niej w składzie znajdziemy niacynamid, masło shea, ekstrakt z zielonej herbaty, który nawilża i zmiękcza skórę, olejki ze skórki słodkiej pomarańczy oraz lawendy, wyciąg z żurawiny działający przeciwbakteryjnie jest bogatym źródłem witamin, kwas cytrynowy oraz wyciąg z kwiatów hibiskusa, który działając antyoksydacyjne zwalcza oznaki starzenia poprawiając elastyczność skóry. 






    Nie miałam jeszcze kremu w tak ładnym opakowaniu! Do tego tak spójnym z jego zawartością. Połyskujący słoiczek, błyszcząca róża na pudełku bezbłędnie oddają to, co znajdziemy wewnątrz - satynowy krem o zapachu róży. Nakrętka jest na taki specyficzny zatrzask i nie ma opcji, by się samo odkręciło. Dodatkowo krem zabezpieczony jest wewnętrznym wieczkiem. Konsystencja jest bardzo przyjemna, i choć krem wydaje się dość gęsty, bardzo lekko rozprowadza się na skórze. Dość mocny, różany aromat na pewno nie każdemu przypadnie do gustu, ale ja akurat jestem fanką różanych kosmetyków. Krem dobrze się wchłania i nieźle współpracuje z makijażem, podkład się nie ślizga ani nie roluje. Skóra jest nawilżona, wygładzona, lekko rozjaśniona i odżywiona. Krem nie zapycha porów, nie powoduje podrażnień czy wyprysków. Skóra po jego wchłonięciu jest miękka i przyjemna w dotyku. Przez zawartość miki krem pozostawia skórę lekko błyszczącą i promienną. Daje delikatny efekt glow, więc z pewnością nie jest to produkt dla miłośników matowego wykończenia. Co do zmarszczek to wiem na pewno, że nie pojawiły się żadne nowe :P Czy te, które już mam uległy spłyceniu? Trudno mi to ocenić. Na pewno nie zniknęły :P





    Wszystkie te kosmetyki oceniam na bardzo dobry z plusem. Spełniły większość moich oczekiwań i obietnic producenta, więc nie mam się do czego przyczepić. Opakowania są estetyczne i mają przyjemny dla oka design. Moja skóra jest w dobrej kondycji i jest gotowa na nadejście wiosny :D



Czy tak jak ja, lubicie koreańskie kosmetyki? Może mieliście już okazję stosować jakiś kosmetyk marki Heimish? Dajcie koniecznie znać! :)
Miłego weekendu! :*

czwartek, 13 stycznia 2022

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 26 - A.FLORENCE SKINCARE OD TOPESTETIC

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 26 - A.FLORENCE SKINCARE OD TOPESTETIC
Witajcie kochani w Nowym Roku!
Mam nadzieję, że wchodzicie w 2022 z taką samą motywacją, energią i nadzieją jak ja :)

    Przyznam się bez bicia, że w tym świąteczno- noworocznym okresie dużo odpoczywałam i odrobinę się leniłam ale też mocno świętowałam :P Było mi to jednak bardzo potrzebne i dzięki temu mam dobry nastrój i siłę do działania :)




W dzisiejszym poście chciałabym opowiedzieć Wam o alternatywie dla mleczek, płynów i olejków do demakijażu. Zapraszam Was na recenzję balsamu do demakijażu.



A.FLORENCE SKINCARE :klik:

    Ta brytyjska marka stawia na naturalne ekstrakty, oleje, witaminy oraz kwasy, by zapewnić skórze to, co w naturze najlepsze. Proces tworzenia kosmetyków jest kontrolowany i dopieszczany na każdym jego etapie. Od samego pomysłu, przez pozyskiwanie składników po produkcję i pakowanie. Produkty powstają w londyńskim studio w małych partiach, by zapewnić produktom jak najdłuższą świeżość i moc zawartych w nich składników. Wszystkie surowce, z których powstają produkty marki A.FLORENCE SKINCARE są organiczne, wegańskie, wolne od GMO, nie zawierają też zbędnych substancji zapachowych. Także opakowania są z surowców nadających się do recyklingu, np. szkło, bawełna, drewno)



BALM-TO-MILK :klik:

    Organiczny, bezwodny i bezwonny balsam do demakijażu to produkt do codziennego oczyszczania skóry twarzy z makijażu oraz nagromadzonych w ciągu dnia zanieczyszczeń. Dzięki naturalnym składnikom może być stosowany do każdego typu skóry, również bardzo wrażliwej czy trądzikowej. W składzie możemy wyróżnić między innymi zeolity, czyli wulkaniczne minerały, które są ujemnie naładowane i dzięki temu absorbują zanieczyszczenia z naszej skóry; działający antyoksydacyjnie, wygładzająco i nawilżająco olej babassu; olej z pachnotki ma działanie przeciwzapalne i antybakteryjne, glinka różowa wchłania sebum; olej z nasion słonecznika; witaminę E.




    W swojej kosmetycznej podróży przerobiłam naprawdę dużo różnych kosmetyków do demakijażu. Od mleczek, płynów micelarnych, których (o zgrozo!) zdarzało mi się nie zmywać, przez chusteczki do demakijażu aż po emulsje i oleje, które szczególnie sobie ukochałam. Dlatego też z dużym entuzjazmem i nieskrywaną ciekawością podeszłam do testowania tego balsamu. Od samego początku zaskoczył mnie swoją konsystencją, bo oczekiwałam czegoś o formule kremu. A to po odkręceniu wieczka oczom ukazuje się kosmetyk w bardzo stałej, sztywnej formie. Nic bardziej mylnego. Zaraz po nabraniu odrobiny na dłonie dosłownie rozpłynął się i był gotowy do nałożenia na twarz. Demakijaż tym produktem jest bardzo łatwy i przyjemny, o ile nie przeszkadza Ci olejowa formuła ;) Makijaż, nawet ten mocny, szybko się rozpuszcza. Następnie wystarczy zwilżyć dłonie wodą i masować twarz jeszcze przez chwilę. Ma to na celu zemulgowanie oleju i doprowadzenie go do mlecznej formy, co z kolei bardzo ułatwia zmycie go z twarzy.




    Mimo zawartości olejów balsam nie pozostawia na skórze tłustej warstwy. To na pewno przekona tych, którzy rezygnują z demakijażu olejami przez uczucie tłustej skóry po ich aplikacji. Skóra twarzy jest wyraźnie oczyszczona, gładka i dobrze przygotowana na kolejne etapy pielęgnacji. Byłam pozytywnie zaskoczona tym, jak łatwy jest demakijaż z użyciem tego balsamu. Choć kocham oleje za ich delikatność, to balsam marki A. Florence Skincare odważnie przejmuje pałkę pierwszeństwa właśnie dzięki tej łatwości stosowania.

    Do zalet balsamu BALM-TO-MILK można śmiało zaliczyć to, że skóra nie szczypie, nie jest podrażniona ani ściągnięta, oczy również nie są zamglone czy zaczerwienione. Brak tłustej warstwy, o czym już wspomniałam. Na plus przemawia też fakt, że nie ma potrzeby używania wielorazowych szmatek czy wacików, wystarczą nam bowiem same dłonie i czysta woda. Urocza bambusowa szpatułka pozwala na wydobycie odpowiedniej porcji balsamu ze słoiczka, bez wpychania do niego paluchów. Zaskakująca jest też wydajność balsamu,  wystarczy naprawdę niewielka ilość, by oczyścić całą twarz. Producent dopuszcza powtórzenie oczyszczania w przypadku mocniejszego makijażu, jednak osobiście nie czułam takiej potrzeby. Wystarczyło wziąć odrobinę więcej balsamu i nawet eyeliner bez problemu się rozpuszczał. 



    W mojej ocenie balsam do demakijażu marki A.FLORENCE SKINCARE to naprawdę świetny kosmetyk. Spełnił wszystkie moje oczekiwania a nawet więcej. Zapewnia mojej skórze porządny demakijaż, oczyszczenie i pielęgnację w jednym. Buzia jest gładka, miękka a pory oczyszczone. Sama aplikacja i masaż są równie przyjemne, jak skóra po. Czy polecam? Zdecydowanie tak! 

    Zarówno balsam, jak i inne kosmetyki tej marki znajdziecie oczywiście w ofercie sklepu TOPESTETIC, dzięki któremu powstała ta recenzja. Sama przesyłka niezmiennie kryła w sobie garść próbek i gadżet z logiem marki - mega pojemna i poręczna lniana torba, z którą zakupy czy wakacyjne wypady na plażę będą jeszcze przyjemniejsze <3 





Jaką formę demakijażu wybieracie najczęściej? Stosowaliście już kiedyś balsamy do demakijażu? Może macie coś godnego polecenia? :)



sobota, 4 grudnia 2021

PACHNIDŁA DO DOMU - MANDALA CANDLE

PACHNIDŁA DO DOMU - MANDALA CANDLE
Cześć Robaczki! :D 
    Jak tam w grudniu? Czuć już Świąteczny klimat? Lista prezentów na Święta już jest? A może prezenty macie już kupione? Albo może tak jak ja nie ruszyliście jeszcze tematu? :P Nie chcę nic mówić, ale coś czuję, że w tym roku będę biegać za prezentami na ostatnią chwilę :P 




Ale... dziś chciałabym opowiedzieć Wam o pięknie pachnącej świecy, która z powodzeniem mogłaby się odnaleźć w roli gwiazdkowego prezentu. Dziś będzie mowa o świecy sojowej Mandala Candle



MANDALA CANDLE :klik:

    Ta mała, poznańska manufaktura wytwarza swoje świece wyłącznie z wosku sojowego. Jest on bezpieczny dla otoczenia, dzieci, zwierząt a także alergików. Wosk sojowy to produkt naturalny i wegański, który do tego jest całkowicie biodegradowalny. Pali się dużo dłużej, nie wydziela szkodliwych substancji a w przypadku jego rozlania dużo łatwiej usunąć go z tkaniny bez pozostawienia śladu. Do produkcji tych świec wykorzystywane są naturalne olejki eteryczne, dzięki czemu świece świetnie sprawdzą się do aromaterapii. Szklany słoik, w którym znajduje się świeca, możemy śmiało wykorzystać potem na przykład do przechowywania przypraw, biżuterii czy innych drobiazgów ;)



TAJEMNICZY OGRÓD

    Wybrałam tę świecę, ponieważ zaintrygowało mnie połączenie wykorzystanych do jej stworzenia aromatów. Mamy tu różę, bergamotkę, paczulę oraz goździk. Zaraz po odkręceniu wieczka uderzył mnie intensywny zapach, mieszanina słodkich, kwaskowatych a jednocześnie intensywnie korzennych aromatów. Od razu wiedziałam, że to świeca idealna na jesienno-zimowy czas. Po rozpaleniu zapach świecy łagodnie wypełnia całe pomieszczenie, ale wbrew pierwszym obawom nie dominuje i nie przytłacza. Przyznam, że trochę inaczej wyobrażałam sobie ten zapach, ale chyba właśnie ten nieoczywisty aromat najbardziej mnie ujął. Intensywny, ale niezbyt nachalny, lekko słodki ale z nutą korzennych przypraw, otulający ale jednocześnie orzeźwiający. Nie jestem w stanie wyodrębnić pojedynczych aromatów, bo wszystkie zlały się ze sobą tworząc ten intrygujący zapach. Nazwa "Tajemniczy Ogród" idealnie odzwierciedla charakter tej świecy. Naprawdę cudownie mi pasuje do obecnej atmosfery :) Palę tę świecę prawie codziennie :) 

Lubicie takie pachnące prezenty? Chętnie poznam Wasze preferencje zapachowe i ulubione świece :) Będzie mi miło, jeśli podzielicie się nimi w komentarzy pod postem :)










Ps. Chcielibyście więcej postów o pachnących świeczkach? :D



Poprzedni post z tej serii: PACHNIDŁA DO DOMU - MIKANI CANDLES

środa, 24 listopada 2021

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 25 - RESIBO OD TOPESTETIC

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 25 - RESIBO OD TOPESTETIC
Witam Was w ten chłodny jesienny wieczór.
    Odrobinę zaniedbałam bloga, ale na swoje usprawiedliwienie mam swoją kiepską kondycję ostatnimi czasy. Cały ubiegły tydzień przeleżałam w domu pod kocem pracując zdalnie. W tym czasie walczyłam z gorączką, kaszlem i okropnym katarem tracąc na koniec głos. Dziś, choć jeszcze pokasłuję i mam chrypkę, czuję się dużo lepiej a i do biura miło było wrócić :) 

    Nie próżnowałam jednak jeśli chodzi o testowanie produktów. Przez ostatni miesiąc testowałam kolejny kosmetyk polskiej marki RESIBO, ale o tym za chwilę. Najpierw chciałam wspomnieć o tym, jak przebiegał proces dobrania odpowiedniego kosmetyku do potrzeb mojej skóry.




    Miałam okazję przeprowadzić bardzo miłą rozmowę z Panią Kosmetolog z załogi sklepu TOPESTETIC. Najpierw zostałam poproszona o opisanie swojej cery, jej problemów, jej charakterystyki oraz skłonności do podrażnień czy alergii. Po mojej krótkiej opowieści Pani kosmetolog zadała kilka dodatkowych, szczegółowych pytań by wyeliminować wszelkie niedopowiedzenia. Pytania były dociekliwe, ale dzięki temu zebrane zostały wszystkie niezbędne informacje o mojej skórze twarzy. Pani kosmetolog poprosiła także, bym opowiedziała o mojej aktualnej  pielęgnacji i kosmetykach które lubię. Przyznam, że ta rozmowa bardzo mnie zaskoczyła. Oczywiście pozytywnie, bo Pani kosmetolog bardzo szybko analizowała moje wypowiedzi i wyciągała trafne wnioski. 


GAME CHANGER - RESIBO :klik:

    To lekki, przeciwstarzeniowy krem, w którym główną rolę odgrywają retinol i bakuchiol. Połączenie tych dwóch składników ma pobudzać produkcję kolagenu i elastyny, regulować wydzielanie sebum, wygładzać skórę twarzy a także niwelować przebarwienia. Dawka tych dwóch składników jest na tyle silna, by z łatwością zauważyć ich działanie na skórze. Jest jednocześnie bardzo łagodna, by nie powodować podrażnień skóry. Game Changer polecany jest dla skóry, na której pojawiają się pierwsze oznaki starzenia, dla skóry dojrzałej a także cery tłustej, trądzikowej i skłonnej do niedoskonałości.




    W składzie kremu znajdziemy olej z otrąb ryżowych, który działa nawilżająco tworząc na skórze ochronny film, tokoferol, olej z nasion słonecznika i ekstrakt z kory drzewa chinowego działa oczyszczająco i reguluje wydzielanie sebum. Do tego flawonoidy, kwas kofeinowy i kwas ferulowy. Najważniejszymi składnikami są tu oczywiście uwodorniony retinol oraz bakuchiol. Pierwszy - retinol H10- stymuluje syntezę kwasu hialuronowego, co znacząco wpływa na poziom nawilżenia skóry i poprawę elastyczności skóry. Bakuchiol z kolei pobudza skórę do produkcji kolagenu i elastyny, co pomaga redukować zmarszczki. Ogranicza także produkcję melaniny a tym samym zapobiega powstawaniu przebarwień.

    GAME CHANGER ma bardzo lekką konsystencję, szybko się wchłania i jest właściwie bezzapachowy. Z uwagi na zawartość retinolu, jest to krem dedykowany wieczornej pielęgnacji skóry twarzy. Ponadto, jeśli nie stosowaliście tego składnika wcześniej, należy zacząć od stosowania go co trzy dni, by budując tolerancję stopniowo zwiększać częstotliwość stosowania. Ważne jest również to, by pamiętać o ochronie przeciwsłonecznej w ciągu dnia (minimum SPF30), gdyż skora w trakcie stosowania retinolu może być dużo bardziej wrażliwa.




    To nie jest mój pierwszy post na temat kosmetyków marki Resibo. Wcześniej pisałam o nich tu :klik: i tu :klik:. Niezmiennie zachwycił mnie design opakowania i z dużym smutkiem przyjęłam ostatnią informację o zmianie szaty graficznej produktów marki Resibo, bo uwielbiam te kartonikowe tubki z cudnymi roślinnymi motywami. Co jest jednak najważniejsze to to, że bez względu na wygląd opakowania, formuła kosmetyków zostaje ta sama :)

 
    Krem Game Changer już od jakiegoś czasu budził moje zainteresowanie, gdyż chciałam spróbować retinolu w pielęgnacji. Trochę się jednocześnie obawiałam, że skończę z podrażnieniami czy wysypem pryszczy. Nic takiego na szczęście nie miało miejsca, o ile trzymałam się zasady stosowania co 2-3 dni. Od początku moja skóra bardzo dobrze tolerowała retinol i nie pojawiały się na mojej buzi żadne niespodzianki. Po tygodniu zwiększyłam częstotliwość stosowania z trzech dni na dwa i tu też o dziwo nie było żadnych nieproszonych gości ;) Ośmieliło mnie to do tego stopnia, że pewnego dnia postanowiłam zastosować krem dwa wieczory z rzędu. Pewnie Was nie zaskoczę jeśli powiem, że nie był to dobry pomysł :P
    Choć nie było dramatu, to zauważyłam na mojej skórze pojawiło się kilka czerwonych punkcików. Zrzucam to jednak na karb ciekawości, bo jestem z tych co muszą sprawdzić pewne rzeczy na własnej skórze, żeby się przekonać. Tak właśnie było, bo po powrocie do stosowania co drugi dzień moja skóra szybko wróciła do normy i tak jest do teraz :) 




    Przy regularnym stosowaniu moja skóra jest odczuwalnie gładsza, dużo mniej mam nowych wyprysków, te istniejące zaskórniki zostały zniwelowane a pory zwężone. Nie wiem, czy jaśniejsza skóra to zasługa retinolu, bo jesienią moja twarz zawsze "zmienia ubarwienie" i staje się bardzo blada, zauważyłam jednak rozjaśnienie piegów, których nabawiłam się latem ;) 
Moje trzecie spotkanie z kosmetykami Resibo było równie satysfakcjonujące, co dwa poprzednie. Marka ma moje pełne zaufanie i na pewno będę po te kosmetyki regularnie wracać. Może się powtórzę, ale cieszy mnie to, że jest na polskim rynku tak świetna marka.






    Moje całkowite zaufanie ma też sklep TOPESTETIC. Pani Kosmetolog stanęła na wysokości zadania i wybrała dla mnie naprawdę świetny produkt, który odpowiada aktualnym potrzebom mojej skóry. Dołączone do zamówienia próbki pozwolą przetestować kolejne produkty a dzięki gratisowej rękawiczce demakijaż olejami będzie jeszcze bardziej przyjemny :)



Jak to jest z Wami, kochani? Stosujecie kremy z retinolem lub bakuchiolem? Może boicie się spróbować? Jeśli tak jest, to rozmowa z kosmetologami z ekipy sklepu Topestetic na pewno rozwieje wszelkie wątpliwości czy obawy :)




Copyright © in progress , Blogger