Pokazywanie postów oznaczonych etykietą care. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą care. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 września 2020

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 15 - BIOLOGIQUE RECHERCHE OD TOPESTETIC

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 15 - BIOLOGIQUE RECHERCHE OD TOPESTETIC
    Dzień dobry kochani! Wróciłam z weekendowych wojaży i choć było intensywnie to naładowałam akumulatory i mam mnóstwo siły i chęci do działania ;) Dzisiejszy post miałam w planach dodać w zeszłym tygodniu, jednak w związku z przygotowaniami do wyjazdu nie znalazłam na to czasu. 


W dzisiejszym poście chciałabym przedstawić Wam miniatury kosmetyków marki BIOLOGIQUE RECHERCHE, które otrzymałam w gratisie wraz z ostatnią paczką ze sklepu TOPESTETIC. Ta marka to dla mnie zupełna nowość dlatego postanowiłam podzielić się z Wami moimi wrażeniami ;)




BIOLOGIQUE RECHERCHE :klik:

    To francuska marka z przeszło 40 letnią tradycją specjalizująca się w kosmetykach biologicznych przeznaczonych do stosowania w profesjonalnych gabinetach jak i w pielęgnacji domowej. Produkty tej marki cechują się zawartością składników aktywnych o najwyższych dostępnych stężeniach (od 23 do ponad 60%) oraz wyłącznie naturalnymi substancjami zapachowymi. Marka Biologique Recherche stawia na innowacje i wykorzystywanie autorskich metod pozwalających na zachowanie oryginalnych struktur składników aktywnych. Dzięki temu kosmetyki wykazują się wysoką skutecznością nawet już po kilku dniach stosowania.




SZAMPON DOTLENIAJĄCY :klik:

    To delikatny szampon, który odżywia i wygładza włosy oraz przywraca im blask i równowagę. Działa odświeżająco na skórę głowy redukując łupież i regulując wydzielanie sebum. Drożdże piwne oraz witamina B3 odpowiadają za oczyszczanie, ocet cydrowy nadaje włosom blasku a wyciąg z jedwabiu je odbudowuje. Na próżno tu szukać SLS, dlatego szampon świetnie nadaje się do codziennego stosowania. 




    W związku z tym, że myję włosy metodą OMO, szampony stosuję średnio raz w miesiącu. Nie ukrywam, że odrobinę się bałam, gdyż naturalne szampony często słabo się pieniły i bardzo plątały moje włosy. Szampon dotleniający okazał się dla mnie naprawdę dużym zaskoczeniem. Dobrze się pieni (choć nie była to spektakularna, mięsista piana jak w przypadku szamponów z mocnymi detergentami :P ), świetnie oczyszcza skórę głowy i włosy i łatwo się wypłukuje. Nie miałam też problemu z rozczesaniem włosów. Nie zauważyłam swędzenia czy podrażnienia, a włosy były gładkie i miękkie. Jedyną rzeczą, która mnie zdziwiła, był kompletny brak zapachu.


SUCHY OLEJEK DO CIAŁA :klik:

 Głęboko nawilżający olejek, który można stosować na skórę ciała i twarzy oraz na włosy. W składzie znajdziemy oleje ze słonecznika, pestek moreli, ylang-ylang, sezamowy i kokosowy, wyciągi z gardenii, pomidora, rozmarynu, marchwi oraz olej z annato. Poleca się do skóry opalonej, odwodnionej i pozbawionej blasku.




W mojej pielęgnacji bardzo lubię stosować olejki, dlatego z nieskrywaną ciekawością podeszłam do testowania tego produktu. Podobnie jak szampon, olejek jest prawie bezzapachowy. Jedynym zapachem, który jest wyczuwalny jest delikatny aromat nasion słonecznika. Suchy olejek bardzo mnie zaskoczył, bo nie spodziewałam się takiego aksamitnego wykończenia. Po wmasowaniu olejku skóra jest miękka, świetnie nawilżona i bez wyczuwalnego tłustego filmu. Ponadto, dzięki wyciągowi z marchwi, olejek delikatnie podkręca opaleniznę co zapewnia skórze promienny wygląd. Produkt świetnie się sprawdził także jako kosmetyk do twarzy a i moje włosy bardzo go polubiły. Moje loki dzięki niemu były miękkie i sprężyste. Olejek jest bardzo wydajny, co niewątpliwie jest jego dużym atutem.





    Choć to tylko miniaturki o pojemności zaledwie 30ml to już tyle wystarczy, by przekonać się o wysokiej jakości kosmetyków w nich zamkniętych. Mogę śmiało stwierdzić, że są to kosmetyki ekskluzywne a swoim działaniem i składem zdecydowanie zasługują na to określenie. Co ciekawe, buteleczki były opatrzone plombą, dzięki czemu mam pewność, że nikt przede mną ich nie otwierał. Nie było bowiem możliwości, by otworzyć butelkę bez uszkodzenia czy zerwania zabezpieczenia. 


Sklep Topestetic niezmiennie zaskakuje mnie jakością dostępnych produktów oraz ekspresową (i darmową) przesyłką bez względu na wartość zamówienia a próbki i gadżety dodatkowo zachęcają do kolejnych zakupów. 





Poznaliście już tę markę, czy jest to dla Was nowość jak i dla mnie?
Kto z Was poznał już sklep Topesetic?

wtorek, 4 sierpnia 2020

DOMOWE SPA - SZCZOTKOWANIE CIAŁA NA SUCHO

DOMOWE SPA - SZCZOTKOWANIE CIAŁA NA SUCHO
Dziś miał być post fotograficzny, ale... nie jestem nim usatysfakcjonowana na tyle, by go opublikować, więc pojawi się gdy już go dopracuję :P Zamiast niego dziś będzie post o moim małym domowym SPA, a w zasadzie o jednym konkretnym zabiegu. Zapraszam do czytania!


    Już kiedyś pisałam Wam, że bardzo lubię próbować różnych, nowych sposobów na poprawę kondycji  mojej skóry. Dziś napiszę o szczotkowaniu na sucho i o tym jaki ma ono wpływ na nasze ciało.

PO CO?

    Z anatomicznego punktu widzenia skóra jest organem stanowiącym ochronną powłokę dla wszystkiego, co znajduje się za nią. Mięśni, naczyń krwionośnych, narządów itp. Skóra zapobiega przedostawaniu się wszelkich bakterii, zarazków czy drobnoustrojów do wewnątrz ciała. Ochrona nie jest jednak jedyną funkcją skóry. Co ważne, skóra uczestniczy także w detoksykacji organizmu. To właśnie przez skórę (ale oczywiście nie tylko) za pomocą potu czy złuszczającego się naskórka z naszego organizmu usuwane są toksyny i zanieczyszczenia więc ważnym jest, by pomóc skórze spełniać tę funkcję bardziej efektywnie. Jak? No właśnie przez szczotkowanie.

CO DAJE SZCZOTKOWANIE CIAŁA?

  • pomaga zwalczać cellulit i ujędrniać skórę
  • pobudza krążenie limfy, co wspomaga samooczyszczanie się organizmu
  • złuszcza martwy naskórek i zapobiega wrastaniu włosków
  • uelastycznia skórę i zapobiega rozstępom
  • pobudza skórę i jednocześnie ją relaksuje
  • ułatwia wchłanianie kosmetyków pielęgnacyjnych
Przeciwwskazania? Podrażniona skóra, rany otwarte, świeże blizny i aktywne choroby skóry. Również osoby ze skórą naczynkową powinny uważać.

TECHNIKA I CZAS?

    Jedyną zasadą, jaka obowiązuje jest kierunek ruchu. Jak w każdym masażu wszelkie ruchy kierujemy do centrum ciała, czyli do serca. To znaczy, że jeśli zaczynamy od stóp to ruchy muszą być skierowane w stronę tułowia. W zasadzie, by uprościć tę zasadę, można przyjąć kierunek ruchu do głównych węzłów chłonnych, czyli do pachwin, pach i okolic żuchwy.

    Całe szczotkowanie to zabieg bardzo ekspresowy, bo trwa około 5 minut. Siłę szczotkowania należy dopasować do okolicy i do własnych odczuć. Nogi, gdzie skóra jest nieco grubsza a pod nią często znajduje się warstwa tłuszczu, możemy potraktować mocniej, brzuch i okolice piersi delikatniej.

    Zaleca się wykonanie około 7 ruchów na strefę (podudzie, udo, ramię, przedramię itp.). Na kończynach górnych i dolnych najlepiej wykonywać ruchy wzdłużne, na brzuchu i piersiach ruchy okrężne zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Oczywiście z pominięciem sutków. Ciało można szczotkować codziennie i bez względu na porę dnia. Rankiem szczotkowanie pobudzi skórę a wieczorem ją zrelaksuje. Nie warto jednak przesadzać z ilością i długością zabiegu, ponieważ skóra może się przyzwyczaić do tego rodzaju bodźców i przestanie na nie reagować.

JAKA POWINNA BYĆ SZCZOTKA?

    Na pewno naturalna. Są szczotki zarówno z włosia zwierzęcego, jak i roślinnego. Możecie je kupić n.p w sklepie Nested, Lulalove a także w sklepie Topestetic :) O szczotkę również trzeba dbać i czyścić ją regularnie. Masując nią skórę zbieramy część martwego naskórka, który gromadząc się między włoskami jest świetną pożywką dla drobnoustrojów. Wystarczy raz w tygodniu wymyć włosie szczotki mydłem, wypłukać ciepłą wodą i odstawić do wyschnięcia włosiem do dołu. Pamiętając tylko, by nie odstawiać jej na kaloryfer bo szczotka może popękać. 

MOJE WRAŻENIA?

    Na początku szczotkowanie nie było zbyt przyjemne a skóra po zabiegu była lekko zaczerwieniona. Jednak to nic dziwnego, gdy traktuje się ją tak niedelikatnymi "narzędziami" Obecnie bardzo lubię szczotkować ciało a szczególnie lubię szczotkować nogi i pośladki. Moja szczotka to typowy "noname" który dostałam kiedyś w gratisie jednak mimo to świetnie spełnia swoją rolę. Czy zauważyłam jakąś zmianę? Tak. Od kiedy regularnie szczotkuję ciało moja skóra jest w dużo lepszej kondycji. Nie wygląda na przesuszoną, gdyż regularnie pozbywam się martwego naskórka. Jest jędrniejsza i lepiej wchłania kosmetyki. Nie mam problemu z wrastającymi włoskami a na mojej skórze dużo rzadziej pojawiają się krostki. 

    Skórę nóg i pośladków szczotkuję nieco mocniej niż resztę ciała. Dekolt, piersi i brzuch dużo delikatniej, praktycznie z zerowym naciskiem, ponieważ tu skóra jest cieńsza i dużo szybciej robi się czerwona. Po skończonym szczotkowaniu wskakuję pod prysznic a potem wcieram balsam lub olejek (np ten z veoli botanica). Jest do dla mnie świetna alternatywa dla peelingów, po których często muszę myć całą kabinę prysznicową :P 




Ciekawa jestem, czy Wy stosowaliście kiedyś ten zabieg? Polubiliście szczotkowanie czy raczej nie jest to Wasz ulubiony zabieg? ;)


niedziela, 14 czerwca 2020

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 12 - VITA LIBERATA OD TOPESTETIC

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 12 - VITA LIBERATA OD TOPESTETIC
    Jesteście #teamopalanko czy #teamsamoopalacz? Wolicie długimi godzinami wygrzewać się w słońcu czy raczej wybieracie szybką opaleniznę przy pomocy samoopalacza?

    Ja zdecydowanie uwielbiam się opalać, choć wolę to robić w ruchu niż leżąc na kocu. Zwyczajnie mnie to nudzi :P Lubię, gdy latem moja skóra nabiera koloru ale nie wysiedzę na kocu więcej niż 15 minut. No i te białe paski od bikini... Rodzice co roku się ze mnie śmieją, że mieszkam nad morzem a jestem blada. Plażę mam pod nosem ale no jakoś się nie składa, żeby się na niej wylegiwać ;) A na solarium nigdy nie byłam, to nie moja bajka.

Dlatego dziś mam dla Was recenzję naprawdę świetnego produktu samoopalającego z oferty sklepu Topestetic :klik:. Zapraszam do czytania :) 





VITA LIBERATA :klik:

    To irlandzka firma produkująca naturalne kosmetyki samoopalające. I chociaż brzmi to nieco absurdalnie, to tak właśnie jest. Marka ta w swoich produktach stosuje naturalne i organiczne składniki. Delikatne formuły kosmetyków mają nie tylko opalać skórę, ale także ją pielęgnować. Nie znajdziecie tu parabenów, alkoholi czy innych szkodliwych substancji, gdyż marka jest pionierem jeśli chodzi o samoopalacze pozbawione toksyn. Dzięki autorskim technologiom ADVOGANIC możliwe jest uzyskanie pięknej opalenizny z wykorzystaniem organicznych substancji. Warto wspomnieć, że marka Vita Liberata nie testuje swoich kosmetyków na zwierzętach.




JAK SPRAWIĆ, BY OPALENIZNA WYGLĄDAŁA DOBRZE?

    Jest kilka rzeczy, o których należy pamiętać podczas aplikacji kosmetyków samoopalających. Jestem pewna, że osoby stosujące samoopalacze regularnie nie mają z tym problemów, jednak początkującym te rady mogą się przydać.
    Coś, co pomoże nam uzyskać ładną i równomierną opaleniznę jest odpowiednie przygotowanie skóry. Pierwszą rzeczą, którą należy zrobić przed aplikacją samoopalacza to peeling. Należy jednak pamiętać, by nie był to peeling z substancjami natłuszczającymi, ponieważ na tłustej skórze produkt nie będzie działał. Zamiast peelingu możemy wyszczotkować ciało specjalną szczotką z naturalnego włosia.
    Kolejnym ważnym elementem jest odpowiednia ilość produktu. Nie należy z tym przesadzać, bo zaaplikowanie zbyt dużej ilości kosmetyku jest gwarancją smug i zacieków. Lepiej zaaplikować mniej kosmetyku i kolejnego dnia dołożyć kolejną warstwę niż ukrywać się potem pod długim rękawem :P
    By uniknąć nierównomiernej opalenizny a także uchronić dłonie przed nienaturalnym zabarwieniem warto zaopatrzyć się w specjalną rękawicę. Możecie ją kupić na stronie sklepu TOPESTETIC w zestawie lub osobno :klik:. Materiał, z którego jest zrobiona pozwala na dokładne rozprowadzenie kosmetyku po całym ciele bez obaw o smugi i dodatkowo chroni dłonie.
    Jednocześnie nie możemy zapominać o grzbietach stóp i dłoni, które w przeciwieństwie do ich spodów, opalają się tak samo jak reszta ciała. Jeśli używacie rękawicy to wystarczy, że przetrzecie nią grzbiety dłoni i stóp zaraz po aplikacji na inne części ciała bez dokładania produktu.
    Przez około 6-8 godzin po nałożeniu kosmetyku skóra nie powinna mieć kontaktu z wodą. Opalenizna musi się rozwijać więc zmycie kosmetyku przed upływem 6 godzin może znacząco wpłynąć na efekt końcowy. Wiele osób nakłada samoopalacz na noc i zmywa go rano, ponieważ samoopalacze Vita Liberata nie brudzą ubrań ani pościeli.
    Kolejną ważną rzeczą jest, by nie pomijać twarzy! Wszystkie samoopalacze tej marki można aplikować również na twarz. Jeśli boicie się mocnego efektu, możecie zmieszać samoopalacz z kremem nawilżającym na dzień lub na noc.





INVISI - WODNA PIANKA SAMOOPALAJĄCA :klik:


    To wodna pianka, która dzięki zastosowanej technologii Fresh Dry szybko się wchłania i wysycha. Dzięki temu już po kilkunastu minutach możemy założyć ubranie bez obawy przed ich zabrudzeniem. Pianka jest przezroczysta, bezwonna i pozbawiona substancji wywołujących specyficzny zapach często wyczuwany po aplikacji samoopalaczy. Produkt w 90% składa się z substancji organicznych. Znajdziemy tu aloes, ekstrakt z korzenia lukrecji, ekstrakt z liści malin, wyciąg z soku granatu, wyciągi z liści miłorzębu japońskiego i z liści ogórka a także wyciągi z oczaru wirginijskiego, papai, melona, kwas hialuronowy i hydrolizowany jedwab.




    Przyznam szczerze, że to moje pierwsze spotkanie z tego typu kosmetykiem, dlatego byłam go bardzo ciekawa. Pierwszy raz zastosowałam go od razu po otrzymaniu paczki. Niestety pierwsza aplikacja nie poszła mi zbyt dobrze :P Szczotkuję ciało regularnie, więc po porannym prysznicu nałożyłam kosmetyk na całe ciało. Ale chyba miałam jakieś zaćmienie bo użyłam nie tej strony rękawicy co trzeba xD BRAWO JA! Zrobiłam sobie lekkie smugi, gdzieniegdzie pojawiły się ciemniejsze plamy. Wyobraźcie sobie jak bardzo się z siebie śmiałam wysyłając siostrze zdjęcia mojej "idealnej opalenizny" :P Ale pomyślałam "ok! to dobry pretekst, żeby sprawdzić jak ta opalenizna będzie się zachowywać i schodzić". I wiecie co? Obietnice producentów, że opalenizna schodzi równomiernie i w miarę naturalnie zostały spełnione! W czasie około tygodnia opalenizna zaczęła blaknąć aż w końcu sama nie wiem kiedy zniknęła. Oczywiście plamy, które sobie zrobiłam schodziły najdłużej xD.
    Druga aplikacja poszła mi znacznie lepiej, bo użyłam właściwej strony rękawicy, czyli tej "gąbkowej" :D




    Kosmetyk bardzo dobrze się rozprowadza ale nie ma się co ociągać bo dość szybko wysycha. Skóra nie jest lepka ale nie jest też ściągnięta. Nie czułam pieczenia ani nie pojawiły się u mnie żadne podrażnienia. Po około 6-8 godzinach ciało nabiera koloru i wtedy należy zmyć kosmetyk. Przyznam, że gdy kosmetyk jest na skórze to delikatnie czuć ten zapach specyficzny dla samoopalaczy. Jednak znika on po zmyciu pianki. Podoba mi się to, że efekt można budować i nakładając kosmetyk codziennie można uzyskać naprawdę świetny efekt. Opalenizna nie jest nienaturalnie pomarańczowa, tylko lekko brązowa. Wiem, że kosmetyk bardzo mi się przyda jesienią i zimą, by przedłużyć nieco efekt opalenizny. Produkt nie brudzi ubrań ani pościeli, co bardzo mi się podoba :) mogę iść spać i rano obudzić się pięknie opalona :D Od siebie dodam tylko, że warto mieć kogoś, kto wysmaruje wam plecy ;)


    Uznaję więc pierwszy raz z samoopalaczem za bardzo udany (pomimo małych przygód na samym początku:P ) czy wrócę kiedyś do niego? myślę, że tak! Z czystym sumieniem polecam Wam tę piankę.


    Wszystkie produkty tej marki znajdziecie w ofercie sklepu Topestetic, gdzie oprócz darmowej i ekspresowej wysyłki możecie liczyć na próbki i gadżety. W razie wątpliwości, dermokonsultanci na pewno odpowiedzą na wszystkie pytania.


No i na koniec małe porównanie bez edycji kolorów, filtrów czy presetów ;)


...przed 

...i po dwukrotnej aplikacji 



Osobiście jestem zadowolona z uzyskanego efektu :D 




No to jak to z Wami? Opalanie czy samoopalacz? a może jedno i drugie? ;) Jakie inne kosmetyki samoopalające moglibyście polecić?

czwartek, 4 czerwca 2020

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 11 - BE THE SKY GIRL OD TOPESTETIC

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 11 - BE THE SKY GIRL OD TOPESTETIC
    Nie mogę uwierzyć, że już czerwiec... Jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło, by czas tak szybko uciekał. Mam nadzieję, że w drugim półroczu czas trochę zwolni . Na szczęście wszystkie obostrzenia się trochę luzują. Byłam nawet ostatnio ze znajomą na kawie i zgodnie stwierdziłyśmy, że ten rok jest do zresetowania.

    Ja dziś mam dla Was post o kolejnym kosmetyku ze sklepu TOPESTETIC :klikTo kosmetyk, który idealnie nadaje się na nadchodzącą porę roku, czyli lato! <3
Najpierw jednak kilka słów o...

PROMIENIOWANIU I OCHRONIE PRZECIWSŁONECZNEJ 

    Ten temat wraca jak bumerang co roku, gdy zbliża się lato. Niestety nadal część z nas nie bierze pod uwagę tego, że ochronę przeciwsłoneczną powinniśmy stosować przez cały rok. Oczywiście, latem promieniowanie jest najsilniejsze ale to nie znaczy, że zimą nie powinniśmy się nim przejmować. Nie od dziś wiadomo, że skóra poddana nadmiernej ekspozycji bez ochrony szybciej się starzeje. Staje się sucha, bardziej wiotka i szybciej pojawiają się na niej zmarszczki. A tego przecież nie chcemy ;) 
    Promieniowanie ultrafioletowe emitowane przez słońce możemy podzielić na trzy rodzaje pod względem długości fali: UV-A, UV-B i UV-C, gdzie UV-A ma najdłuższą a UV-C najkrótszą falę. Co złego promieniowanie może zrobić naszej skórze? UV-A uszkadza włókna kolagenowe, co powoduje fotostarzenie się skóry, UV-B powoduje rumień (zaczerwienienia), odczyn alergiczny a także nowotwory złośliwe skóryUV-C ma najmniejszy wpływ na nasz organizm, ponieważ niemal całkowicie pochłaniane jest przez warstwę ozonową. 
    Jaki krem więc wybrać? Na pewno taki, który będzie chronił naszą skórę zarówno przed promieniowaniem UV-A jak i  UV-B. Jeśli chodzi o filtry, to możemy wybierać między mineralnymi a chemicznymi.
    Filtry mineralne (fizyczne) to substancje, które pozostając na skórze odbijają promieniowanie. Są odpowiednie dla skóry wrażliwej, alergików, kobiet w ciąży i dzieci a także dla osób z łuszczycą czy AZS. Niestety mogą bielić skórę.
    Filtry chemiczne nie odbijają a pochłaniają promieniowanie i zamieniają energię słoneczną w cieplną. Mimo lżejszej konsystencji i braku efektu bielenia skóry filtry chemiczne mogą podrażniać skórę. Kremy z takim filtrem należy także zaaplikować na około 30 minut przed wyjściem na słońce.

 

BE THE SKY GIRL :klik:

    To kolejna polska marka, która stawia na naturalne składniki, ekstrakty i oleje. Nie znajdziecie tu parabenów, silikonów, SLES itp. Wszystkie kosmetyki są wegańskie i żaden z nich nie był testowany na zwierzętach, co potwierdza certyfikat VIVA. Kosmetyki są więc nie tylko naturalne i wegańskie ale także delikatne i bezpieczne dla skóry. No i do tego dobrze pachną. Czy można chcieć więcej?
Szata graficzna wszystkich kosmetyków jest spójna i bardzo estetyczna. Białe opakowania opatrzone czytelnym nadrukiem zawierają wszystkie niezbędne informacje o znajdującym się w środku kosmetyku. Muszę powiedzieć, że to naprawdę ładny design :) 



LADY SUNSHINE :klik:

    Delikatny krem do twarzy chroniący skórę przed promieniowaniami UVA UVB (SPF 25). Sprawdzi się do każdego typu skóry. Dzięki lekkiej formule nie zapycha ani nie obciąża skóry, nadaje się także pod makijaż. Opakowanie jest wyposażone w pompkę, która pozwala na wydobycie odpowiedniej ilości kosmetyku. Podczas ekspozycji na słońce krem należy aplikować co 1-2 godziny.       Wśród składników aktywnych znajdziemy tlenek cynku oraz dwutlenek tytanu, które pełnią funkcję fizycznego filtra UVTarczyca bajkalska wzmacnia włókna kolagenowe i elastynowe a także zawiera przeciwutleniacze. Tocoferol, czyli Witamina E, jest silnym antyoksydantem a także betainę, która zapobiega utracie wody, głęboko nawilża a także łagodzi podrażnienia.  W składzie znajdziemy wiele innych substancji takich jak np. gliceryna czy kwas cytrynowy. Na końcu składu umieszczony został alkohol oraz substancje zapachowe takie jak cytronellol i limonen.




    Krem jest naprawdę bardzo lekki. Pokuszę się o stwierdzenie, że jest lejący. Bardzo łatwo się rozprowadza i choć początkowo mocno bieli, ten efekt po chwili zanika. Producent obiecuje, że kosmetyk szybko się wchłania i nie powoduje bielenia, jednak nie mogę się z tym tak do końca zgodzić. Mam oliwkowy typ cery i nałożenie tego kremu na twarz daje dość nieciekawy efekt. Skóra jest lekko blada i wchodzi w taki różowy, zimny odcień. Połączenie bladoróżowej skóry z moimi lekko brązowymi u cieniami wokół oczu powoduje, że wyglądam anemicznie i cała twarz odcina się od reszty ciała choć nie jestem jeszcze opalona. Co do wchłaniania nie mam zastrzeżeń. Na skórze zostaje leciutki, nietłusty film co zupełnie mi nie przeszkadza. 
    Mam z tym kremem jednak pewien problem, którego rozwiązania jeszcze nie udało mi się znaleźć. Mianowicie po około godzinie od aplikacji kremu odczuwam lekkie ściągnięcie w okolicach czoła i policzków. Wzięłam pod uwagę konieczność ponownej aplikacji, jednak to nie do końca zniwelowało uczucie ściągnięcia. Kolejny dzień, kolejne próby. Po obejrzeniu recenzji innych kremów zaaplikowałam dwie a nie jedną "pompkę" kremu. Opóźniło to wystąpienie ściągnięcia ale problem został nierozwiązany. Zaaplikowanie na serum czy inny krem niestety powodowało mocniejsze bielenie twarzy a krem nie chciał się wchłonąć.
    Ale krem ma też swoje plusy ;) Zapach jest bardzo przyjemny, świeży i egzotyczny. Bardzo mi się podoba. Zgodnie z obietnicą producenta krem całkiem nieźle radził sobie pod makijażem. Podkład się nie ważył, nie rolował ani nie zmieniał swojego położenia. Ja jednak na codzień nie nakładam na twarz podkładu, który mógłby mi pomóc zakryć bladość twarzy więc raczej będę szukała innego kremu z filtrem. 



    Sklep Topestetic każdorazowo do zamówień dorzuca przydatne próbki i gadżety. Tym razem w paczce znalazłam biały ręcznik do twarzy. Dla mnie to super przydatny prezent. Po wygranej walce z trądzikiem bardzo zmieniło się moje podejście do higieny twarzy i osobny ręcznik do twarzy jest obowiązkowy ;)  



To jak u Was jest z tymi kremami z filtrem? Cały rok czy jednak tylko lato? ;)  Ja się przyznam bez bicia, że zimą ochronę przeciw promieniowaniu UV traktowałam trochę po macoszemu :P
Jaki inny kosmetyk tej marki polecicie??

czwartek, 21 maja 2020

PIELĘGNACJA WŁOSÓW PART 1 - ANWEN OD HAIRSTORE

PIELĘGNACJA WŁOSÓW PART 1 - ANWEN OD HAIRSTORE
    Dzień dobry kochani!

    Jak wspominałam w ostatnim poście, przygotowuję dla was kilka postów na temat pielęgnacji włosów. No i dziś przyszedł czas na pierwszy z nich. 


PEELING SKÓRY GŁOWY

    Od kiedy zaczęłam zgłębiać tajniki świadomej pielęgnacji włosów dowiedziałam się wielu rzeczy, których nie byłam świadoma. Jedną z takich rzeczy jest to, jak istotny dla włosów jest peeling skóry głowy.
    Dlaczego jest tak ważny? A no dlatego, że to od skóry głowy wszystko się zaczyna i od skóry głowy w dużej mierze zależy ogólna kondycja naszych włosów a także ich gęstość. Peeling przede wszystkim ma za zadanie oczyścić skalp z wszelkich zanieczyszczeń, resztek kosmetyków, łoju oraz zrogowaciałego naskórka. 
    Co dobrego niesie za sobą regularne wykonywanie peelingu skóry głowy oprócz wspomnianego już oczyszczenia? 
  • poprawę ukrwienia skóry
  • uniesienie włosów u nasady
  • stymulację wzrostu i zapobieganie wypadania włosów
  • zapobieganie przetłuszczaniu się włosów
  • przeciwdziałanie łupieżowi
  • regulację pracy gruczołów łojowych i zapobieganie ich zapychania
  • dotlenienie i wzmocnienie cebulek włosów
  • poprawa ogólnej kondycji włosów
Czy jeszcze kogoś muszę przekonywać? ;)

MINT IT UP :klik:


    To odświeżający szampon marki Anwen z drobinkami pestek moreli. W składzie znajdziemy SLS, jednak w tym przypadku jest to pożądany składnik. Już mówię dlaczego. Nawet jeśli stosujecie naturalną, świadomą pielęgnację, metodę OMO lub CG, od czasu do czasu powinniście umyć włosy i głowę tzw "rypaczem" by oczyścić je ze wszystkich substancji, które mogły się osadzić, oblepić czy nadbudować na ich powierzchni. Właśnie dlatego ten detergent znajduje się w składzie szamponu. Oczywiście SLS nie jest jedyną substancją oczyszczającą. Oczyszczanie wspomaga zawarty w składzie enzym roślinny - bakteria Bacillus. Pomaga ona usunąć zrogowaciały naskórek i sprawia, że skóra lepiej będzie wchłaniać substancje aktywne z innych kosmetyków. Mamy tu także mocznik, który nawilża skórę a także pochodną lukrecji, która łagodzi skórę i zapobiega jej podrażnieniom działając przeciwzapalnie. Olejek z mięty, poza pięknym zapachem, działa stymulująco na porost włosów i poprawia krążenie. 


    Szampon dobrze się pieni i już po jednym użyciu odczuwalnie oczyszcza skórę głowy. Pięknie pachnie miętą, ale wyczuwam w tym zapachu coś w stylu świerku (kojarzycie zapach świeżo ściętej choinki? To jest właśnie ten aromat :P ) Skóra głowy po użyciu szamponu jest dobrze odświeżona a włosy fajnie odbite od nasady. Ten efekt uwielbiam, ponieważ nie lubię mieć "przyklapniętych" włosów. Drobinek pestek moreli jest dość mało i w sporej części wplątują się we włosy, ale na szczęście nie jest to jedyny składnik oczyszczający ;) Po użyciu odżywki (lub jak w moim przypadku, dwóch :P ) łatwo się wypłukują. Szampon nie podrażnia i nie powoduje swędzenia a olejek z mięty wywołał u mnie delikatne, przyjemne mrowienie. Nie stosuję go co mycie, raczej co drugie lub trzecie.

    Jestem z tego produktu bardzo zadowolona. Brakowało w mojej pielęgnacji oczyszczającego szamponu peelingującego więc ten szampon na stałe znajdzie miejsce w mojej pielęgnacji.  

HAIRSTORE.PL :klik:

    To sklep, w którym znajdziecie bardzo szeroki wachlarz produktów do włosów i nie tylko. W sklepie są dostępne także akcesoria fryzjerskie a także sprzęty do stylizacji włosów. Bogata oferta szamponów, masek, odżywek i stylizatorów opatrzona jest przystępnymi cenami. Liczne rabaty również zachęcają do zakupów. Zachęcam Was do zajrzenia na stronę. Osobiście znalazłam tam kilka kosmetyków, których długo szukałam. Takie moje "perełki" o których będzie następny post :) Nie mogłabym oczywiście zapomnieć o ekspresowej dostawie :)

Używaliście już tego szamponu? A może polecicie mi inne tego typu produkty? :) 

Znacie sklep Hairstore? :) 



UWAGA!!

Przy okazji tego postu mam dla Was kod rabatowy na zakupy w sklepie Hairstore.pl 
Kod jest ważny do 27.05.2020 włącznie i obejmuje wszystkie produkty. Nawet te przecenione! :)
Rabat wynosi 10%.Wystarczy, że podczas akceptacji zamówienia wpiszecie:

BLOGSYS

sobota, 28 marca 2020

KOSMETYCZNE RECENZJE PART. 7 - D'ALCHEMY OD TOPESTETIC.PL

KOSMETYCZNE RECENZJE PART. 7 - D'ALCHEMY OD TOPESTETIC.PL
Cześć! 
    Mam nadzieję, że trzymacie się zdrowo i jeszcze nie zwariowaliście w domach :P U mnie wszystko ok, nie narzekam na nudę i grzecznie czekam, aż to wszystko się skończy. Dziś mam w planach wyjść do ogródka i wkopać maliny oraz miętę. Dostałam sadzonki z ogrodu moich rodziców i mam nadzieję, że się przyjmą :)

    Tymczasem chciałabym przedstawić bohatera dzisiejszej recenzji. Jeden z dwóch produktów, który znalazłam w ostatniej paczce ze sklepu TOPESTETIC.PL 

D'ALCHEMY :klik:

    Kosmetyki marki D'alchemy są skierowane głównie w stronę osób ze skórą suchą i wrażliwą oraz wykazują silne działanie przeciwstarzeniowe. To luksusowe produkty, które zawierają ponad 98% składników pochodzenia naturalnego oraz organicznego. W kosmetykach marki D'alchemy woda została całkowicie zastąpiona hydrolatami. Zastosowano w nich również bogate oleje, ekstrakty oraz olejki eteryczne. Kosmetyki są wegańskie (nie posiadają żadnych substancji, które pochodzą od zwierząt) oraz nie są testowane na zwierzętach. 

PURIFYING FACIAL CLEANSER :klik:


    To bardzo delikatny żel do mycia skóry twarzy i szyi. Dzięki naturalnym składnikom dokładnie oczyszcza i jednocześnie pielęgnuję skórę nie powodując podrażnień. Nie zaburza warstwy hydrolipidowej skóry a także chroni jej naturalne pH. Produkt nadaje się do codziennego stosowania ponieważ dokładnie usuwa wszelkie zanieczyszczenia (także martwy naskórek oraz nadmiar sebum) a także ma działać antyoksydacyjnie, odblokowywać pory oraz łagodzić stany zapalne. 
W składzie znajdziemy ekstrakty z papai, jabłka, żeń-szenia, brzoskwini, pszenicy oraz jęczmienia, wyciągi z granatu oraz uwodnionych alg morskich a także olejki eteryczne z cytrusów (grejpfrut, mandarynka, pomarańcza), sandałowy i cedrowy.


    Nieodzownym elementem mojej codziennej pielęgnacji (zarówno porannej jak i wieczornej) jest oczyszczanie skóry twarzy. Bez tego nie wyobrażam sobie nałożenia na twarz kremu czy serum. Względem kosmetyku myjącego mam kilka konkretnych oczekiwań: w miarę naturalnego składu, odczuwalnego oczyszczenia skóry, braku podrażnień i najważniejsze... braku uczucia ściągnięcia. Do tej pory nie udało mi się znaleźć żelu, który spełniłby wszystkie moje oczekiwania jednocześnie. Zawsze było coś, do czego można byłoby się przyczepić. I tu moje zaskoczenie bo już po pierwszym spotkaniu z tym żelem byłam bardzo zadowolona z jego działania. Nie przestawałam oczywiście obserwować mojej skóry, bo wszyscy wiemy, że efekty działania kosmetyku mogą pojawić się z opóźnieniem. Jednak po codziennym stosowaniu w ciągu kilku tygodni okazało się, że moje zdumienie nie było bezpodstawne. Żel ma fajną konsystencję, nie przelewa się przez palce. Pompka wydaje idealną porcję kosmetyku, która wystarczy by dokładnie oczyścić całą twarz oraz szyję. Ma bardzo ładny cytrusowy zapach a opakowanie jest bardzo eleganckie. Już podczas mycia twarzy czuć, że żel świetnie sobie radzi z tym zadaniem. Skóra jest świetnie odświeżona, gładka, czysta no i nie jest ściągnięta. Na mojej twarzy nie pojawiły się tez żadne podrażnienia. Zawsze po myciu twarzy spryskuję ją hydrolatem ale w przypadku tego żelu zdarza mi się pominąć ten krok i od razu nałożyć krem lub serum. 



    Sklep Topestetic kolejny raz mnie nie zawiódł. Kosmetyki, dobierane przez konsultantów są zawsze trafione i doskonale spełniają swoją rolę. Dermokonsultanci zawsze chętnie i rzeczowo odpowiadają na wszelkie pytania dotyczące pielęgnacji i kosmetyków.



    Do paczki jak zawsze były dołączone próbki, które pozwolą mi na sprawdzenie kosmetyków i będzie mi łatwiej podjąć decyzję przed zakupem kolejnego produktu. W kartoniku znalazłam także fajny, skórzany brelok, który od razu dopięłam do moich kluczy. Uwielbiam takie gadżety, bo lubię mieć przy kluczach dużo przywieszek. Trudniej mi zgubić taki duży pęk kluczy i nie trzeba go szukać w torebce czy kieszeni :D


    Stosowaliscie już ten żel, znacie tę markę?

piątek, 20 marca 2020

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 6 - L'OCCITANE EN PROVENCE

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 6 - L'OCCITANE EN PROVENCE
    Hej wszystkim! z powodu całego tego zamieszania mam aż nadto czasu i możliwości by przetestować wszystkie kosmetyki, które znalazły się w mojej łazience w ostatnim czasie.

    Nie wiem, czy wy też tak macie ale ja uwielbiam instagramowe konkursy. No normalnie mam na tym punkcie fioła xD Wszyscy się ze mnie śmieją, że znowu coś wrzucam na story, znowu kogoś oznaczam i komentuję. Ale mogą się ze mnie śmiać do woli bo od czasu do czasu uda mi się coś wygrać i wtedy triumfuję :D
Naprawdę dużo się udzielam na instagramie i na moim story praktycznie codziennie pojawiają się relacje i zdjęcia. Więc udostępnienie zdjęcia z rozdaniem na story to dla mnie nic dziwnego ani nowego ;)

    Jak wyglądają konkursy na instagramie? Pewnie większość z Was wie ale dla tych mniej aktywnych instagramowo będzie to na pewno ciekawostka.
W każdym konkursie zasady są podobne i zawsze dokładnie opisane pod postem konkursowym.
Zazwyczaj "regulamin" mówi o kilku podstawowych rzeczach, które trzeba zrobić by wziąć udział w takim rozdaniu:
  • warunkiem koniecznym jest bycie obserwatorem konta organizatora
  • kolejnym warunkiem jest polubienie zdjęcia z grafiką konkursową
  • skomentowanie posta konkursowego oznaczając w nim swoich znajomych w określonej ilości
  • udostępnienie grafiki konkursowej w Insta Story lub jako post na profilu
    Zasady oczywiście mogą się różnić. Czasem wystarczy komentarz z hasłem "biorę udział" a innym razem organizator wymaga kreatywnej odpowiedzi na zadane pytanie. 

    Wychodzę z założenia, że skoro to nic nie kosztuje, to czemu nie spróbować ;)
Oczywiście... nie biorę udziału we wszystkich konkursach jakie znajdę ale tylko w tych, w których nagroda jest dla mnie interesująca :P Najczęściej są to rozdania kosmetyczne ale zdarzają się też inne. Do tej pory udało mi się wygrać kilka rozdań zarówno na fb jak i na insta więc to dowód na to, że się da ;)

    No ale czas na gwiazdy dzisiejszego posta czyli kosmetyki do ciała L'occitane en Provence.
Kosmetyki, o których chciałabym Wam dziś napisać dostałam właśnie w ramach konkursu, który na swoim koncie na instagramie zorganizowała jakiś czas temu Galeria Bałtycka w Gdańsku. 


    Jak sama nazwa wskazuje, marka pochodzi z Francuskiej Prowansji i do wyrobu swoich kosmetyków stosuje wysokiej jakości, naturalne składniki. L'occitane wspiera lokalnych przedsiębiorców i to u nich zaopatruje się w niezbędne surowce. Jedynym wyjątkiem jest masło shea, które marka sprowadza z Burkina Faso. Wspiera tym samym kobiety, które w naturalny, przekazywany z pokolenia na pokolenie sposób produkują ten składnik. Marka prowadzi program, który ma pomagać kobietom z Burkina Faso osiągnąć większą niezależność ekonomiczną.

    Kosmetyki były zapakowane w bardzo ładny żółty kartonik. Niestety zanim zdążyłam mu zrobić zdjęcia P postanowił zrobić sobie z niego podstawkę pod kubek no i cóż... został ślad :P

    Wszystkie trzy produkty pochodzą z linii SHEA BUTTER. W pudełku znalazłam krem do rąk, olejek do mycia ciała i mydło w kostce. Szata graficzna jest bardzo prosta i odrobinę retro. Bez zbędnych ozdobników. Etykiety bardzo mi się podobają, ponieważ zawierają wszystkie najważniejsze informacje i to w dwóch językach. Francuskim i Angielskim. Poza tym, sam kartonik oraz opakowanie olejku posiadają napis alfabetem Braille'a. Nie miałam wcześniej styczności z tą marką więc chętnie przystąpiłam do testów. 

OLEJEK POD PRYSZNIC :klik:


    Zawiera 10% bogatego w lipidy olejku shea. Poza tym olej z nasion winogron, słonecznika i tocopherol. Niestety... na pierwszym miejscu w składzie znajdziemy Tipa-Laureth Sulfate. Jest to substancja myjąca, nieco słabsza od SLS ale jednak. Szkoda, bo olejek pachnie pięknie i nawet nieźle nawilża skórę. Nigdy nie używałam olejku pod prysznic dlatego byłam go bardzo ciekawa. No wiecie... jak coś tak tłustego może umyć ciało. A no może ;) Mało piany (prawie wcale :P ) ale odczucia podczas kąpieli bardzo przyjemne. Nie podrażnia skóry, zmiękcza ją i pielęgnuje. Łatwo się spłukuje więc poza tym TLS w składzie nie mam się do czego przyczepić

KREM DO RĄK :klik:


    Krem z dużą zawartością, bo aż 20% masła shea. Dodatkowo znajdziemy ekstrakt z lnu, miód, prawoślaz, olej kokosowy i słonecznikowy. Masło shea jest na drugim miejscu w składzie zaraz za wodą więc chyba nie kłamali z tymi 20% ;) Nie używam kremów do rąk zbyt często. Kiedy miałam problem z trądzikiem i brałam izotretynoinę to kremy do rąk zużywałam bardzo szybko. Przez leki moja skóra była skrajnie wysuszona. Jak już się uporałam z trądzikiem to kremy do rąk poszły w odstawkę. Sięgam po nie tylko gdy moje dłonie są podrażnione albo mocno wysuszone (np. po sprzątaniu bez rękawiczek :P ). Ale ten krem naprawdę mnie do siebie przekonał. Świetnie się wchłania, pozostawia na dłoniach lekką warstwę ochronną ale na szczęście nie jest ona lepka ani tłusta. Przez zawartość masła shea ma bardzo gęstą konsystencję ale rozpuszcza się pod wpływem ciepła dłoni. Idealnie sprawdza się w roli maski na mocno zniszczone dłonie. Wystarczy nałożyć grubszą warstwę na noc i dłonie są miękkie i nawilżone :) Krem ponadto goi podrażnienia i lekkie zadrapania więc to kolejny plus. Opakowanie 150ml kosztuje prawie 100zł ale uważam, że jest warty swojej ceny. No i pięknie pachnie :)

MYDŁO W KOSTCE :klik:


    W czasach, kiedy wszyscy starają się żyć w duchu less waste, mydła w kostce wróciły do łask ;) Jest to kremowe mydło, które ma oczyszczać ale także zmiękczać i chronić skórę ciała a na koniec otulać ją pięknym zapachem. Nie ma informacji o procentowej zawartości masła shea a w składzie jest na czwartym miejscu. Jest to sodowe mydło z olejami roślinnymi. Nie używałam go jeszcze, ponieważ mam zapas żelu pod prysznic a poza tym, pod prysznicem nie mam półeczki, na której mydło mogłoby bezpiecznie leżeć. Ale co się odwlecze to nie uciecze. Moja mama bardzo lubi mydła w kostce więc może jej podaruję :)





    Wszystkie te kosmetyki mają bardzo specyficzny zapach, który unosił się zaraz po otwarciu żółtego kartonika. To bardzo przyjemny, intrygujący zapach. Trochę przypomina mi moją babcię, więc określenie "retro" zastosowałabym także do tego zapachu :) 
Zdecydowanie moim ulubieńcem jest krem do rąk






    Czy Wy w obecnej sytuacji też macie czas na przegląd swoich kosmetyków? Ja już zrobiłam porządek i pozbyłam się wszystkich zbędnych opakowań :)
Znacie tę markę i kosmetyki?

poniedziałek, 10 lutego 2020

KOSMETYCZNE RECENZJE PART.4 - LA FARE 1789 OD TOPESTETIC

KOSMETYCZNE RECENZJE PART.4 - LA FARE 1789 OD TOPESTETIC
 Cześć kochani! Dziś kolejny post kosmetyczny i będzie on dotyczył kosmetyków do włosów, które otrzymałam w ostatniej paczce ze sklepu TOPESTETIC :klik:

    Marka La Fare :klik: to marka pochodząca z francuskiej Prowansji i produkuje ekologiczne kosmetyki. W składzie produktów jest średnio około 99% składników pochodzenia naturalnego a ponadto większość z nich pochodzi z upraw ekologicznych. Kosmetyki La Fare posiadają certyfikaty ECOCERT oraz COSME BIO.


    W związku z tym, że ciągle poszukuję produktów, które pomogą moim włosom powrócić do dawnej formy, te zaproponowane mi przez dermokonsultantkę w sklepie Topestetic.pl wydały mi się bardzo interesujące. Skład prezentował się obiecująco no i na próżno było w nim szukać silikonów, parabenów czy SLS.  Opakowania obu kosmetyków są utrzymane w tym samym stylu. Plastikowe flakony imitujące brązowe szkło z tłoczeniami prezentują się bardzo uroczo i odrobinę staromodnie.

DIVINE SHAMPOO :klik:

    To szampon nawilżający przeznaczony do włosów suchych i pozbawionych blasku. Zawiera proteiny migdałów, które wypełniają ubytki w strukturze włosa. Hydrolat z róży damasceńskiej nawilża, odżywia włosy oraz pobudza ich wzrost a woda z melisy lekarskiej dostarcza im niezbędnych witamin oraz minerałów. Ma za zadanie łagodzić podrażnioną skórę głowy, przywrócić włosom blask i nawilżenie, wzmocnić je oraz stymulować ich wzrost.

    Szampon nie zawiera SLS więc nie pieni się zbyt mocno, jednak wystarczająco by dobrze oczyścić włosy i skórę głowy. Pachnie obłędnie cytrusami (dzięki ekstraktom z kwiatu neroli) oraz różą. Zapach jest świeży, dość długo utrzymuje się na włosach ale nie przytłacza.

NOURISHING CONDITIONER :klik:

    To odżywka przeznaczona do włosów zniszczonych i łamliwych. W składzie znajdziemy masło shea (nawilża i poprawia elastyczność włosa), aloes (wspomaga odbudowę oraz nawilża) no i olej kokosowy (wzmacnia i odbudowuje strukturę włosa). Odżywka ma wygładzać, nawilżać i odbudowywać włosy a także ułatwiać ich rozczesywanie.

    Pachnie bardzo delikatnie i "kremowo". Można wyczuć nuty kokosa oraz specyficzny zapach masła shea. Odżywka ma konsystencję gęstego kremu dzięki czemu nie spływa z dłoni ani włosów podczas aplikacji.



     Moja opinia na temat tych kosmetyków jest dosyć złożona. Jestem jednocześnie zadowolona z efektów ich stosowania jak i odrobinę zawiedziona. Uważam, że to świetne produkty z bardzo dobrym składem jednak wydaje mi się, że lepiej sprawdziłyby się do włosów prostych. Zarówno szampon jak i odżywka sprawiły, że moje włosy widocznie nabrały blasku, stały się delikatne, jeszcze bardziej miękkie i "lejące" Niestety przez to skręt moich loków nieco się rozluźnił a włosy przy końcach lekko się puszyły. Odżywka przez zawartość oleju kokosowego dodatkowo plątała włosy podczas ich mycia. Olej kokosowy niestety nie służy większości kręconych włosów więc nie było to dla mnie niespodzianką, jednak myślałam że w zestawieniu z masłem shea ten efekt nie będzie tak silny.

    W ogólnej ocenie jestem z tych kosmetyków bardzo zadowolona, bo spełniły swoją funkcję jeśli chodzi o odżywienie i nawilżenie włosów. Po stosowaniu kosmetyków nie pojawiły się na skórze głowy żadne podrażnienia ani łupież. Na mojej głowie pojawiło się za to więcej baby hair a i dodatkowo włosy mniej mi wypadają. Jednak przez wzgląd na to, że w pielęgnacji włosów szukam czegoś, co podbije i zdefiniuje skręt a nie go rozluźni to raczej nie sięgnę po te kosmetyki kolejny raz.


    Oczywiście sklep Topestetic jak zawsze zaskoczył mnie ekspresową wysyłką oraz dużą ilością próbek kosmetyków do włosów i gadżetami. Próbki są według mnie idealne na wyjazd, ponieważ nie muszę brać pełnowartościowych produktów, które zajęłyby mnóstwo miejsca w torbie. Mogę także sprawdzić czy kosmetyk mi odpowiada zanim kupię duże opakowanie. Moim zdaniem indywidualne podejście do każdego klienta jest dużym atutem sklepu i na pewno często będę robić tam zakupy :)




  Jestem ciekawa, czy któraś prostowłosa niewiasta ma doświadczenia z tymi kosmetykami i mogłaby się nimi podzielić :)

środa, 15 stycznia 2020

KOSMETYCZNE RECENZJE PART.3 - OH!TOMI OD TOPESTETIC

KOSMETYCZNE RECENZJE PART.3 - OH!TOMI OD TOPESTETIC
Cześć i czołem,
    jak mija wam styczeń? Mam nadzieję, że jest równie spokojny co mój :)


    Dziś pędzę do was z kolejną recenzją kosmetyczną na temat kosmetyków marki OH!TOMI ze sklepu TOPESTETIC :klik: Na tapecie mamy dwa produkty czyli peeling cukrowy oraz masło do ciała. Jeśli chodzi o skład to Marka OH!TOMI stawia na naturalne składniki i piękne nuty zapachowe, które będą wam towarzyszyć cały dzień (sprawdzone!). Kolorowe, metalowe opakowania z uroczymi rysunkami bardzo przypadły mi do gustu. Po zużyciu kosmetyku mogą zostać ponownie wykorzystane np do przechowywania drobiazgów. Pomyślałam nawet, że mogłabym spróbować zrobić w nich świeczkę DIY ;) W każdym razie, nie jest to kolejne plastikowe opakowanie, które po zużyciu kosmetyku trafia na śmietnik. ZERO WASTE i to mi się podoba :)



GRAPEFRUIT BODY SCRUB 

    Peeling grejpfrutowy na bazie cukru z olejkiem z pestek grejpfruta oraz pestek winogron, masłem shea oraz witaminami C i E. Kupicie go tutaj :klik:. Przeczytamy tam, że peeling ma poprawiać elastyczność skóry, zmiękczać ją i wygładzać. Pomaga walczyć z cellulitem i rozstępami. Intensywny zapach umila każdą chwilę spędzoną pod prysznicem. Nie poleca się stosować tego peelingu na twarz przez wzgląd na mocne złuszczanie. Poza tym nadaje się do każdego typu skóry


    Po otwarciu słoiczka od razu można poczuć cudowny, bardzo intensywny, cytrusowy zapach grejpfruta. Bardzo mi się spodobał bo dodaje energii z rana i nie czuję w nim ani grama sztuczności. Pomarańczowy kolor jest równie intensywny co zapach :) Dzięki sporym drobinkom cukru peeling bardzo dobrze złuszcza skórę i umożliwia wchłonięcie zawartych w składzie olejków :) Dzięki temu wychodząc spod prysznica nie musisz nakładać dodatkowego balsamu a zapach utrzymuje się przez cały dzień. Po regularnym stosowaniu skóra jest wyraźnie bardziej napięta i elastyczna. Peeling nie zostawia tłustej warstwy na ciele ale całkiem przyzwoicie nawilża. Moja skóra bardzo dobrze wchłonęła wszystkie nawilżacze i stała się odczuwalnie bardziej miękka i delikatna. Jestem bardzo zadowolona z tego kosmetyku, ponieważ zimą mam duży problem z suchą skórą w na nogach. Polecam jeśli lubicie mocne zdzieraki o pięknych zapachach :)


SUNSHINE BODY BUTTER

    Masło do ciała pachnące jaśminem i zieloną herbatą. Masełko kupicie tutaj :klik: W składzie mamy masło shea oraz masło kakaowe, olej z awokado i masę witamin (A, B1, B2, C, D oraz E). Nadaje się do każdego typu skóry. Producent zapewnia, że po użyciu nasze ciało będzie pachniało niczym słoneczny dzień a skóra będzie jedwabiście miękka.


    Formuła masła jest dość zwarta i początkowo nie do końca przypadła mi do gustu. Lubię mieć długie paznokcie i kosmetyki w takiej formie są dla mnie problematyczne. Nigdy nie wiem jak się za nie zabrać a jak już wsadzę tam paluchy to zostaje mi to pod paznokciami. Czy tylko ja mam takie "problemy"? :P 
Jednak działanie samego kosmetyku rekompensuje mi tą nieporęczną formułę. Po nabraniu kosmetyku na dłoń pod wpływem ciepła rozpływa się on na ciele i jest bardzo łatwy w rozprowadzeniu. Pozostawia skórę intensywnie nawilżoną i pięknie pachnącą przez cały dzień. Bałam się, że na ciele zostanie tłusta i lepka warstwa ale na szczęście masło bardzo dobrze się wchłania. Po regularnym stosowaniu skóra jest wyraźnie odżywiona i przyjemnie miękka. Kiedy pierwszy raz zastosowałam to masło po porannym prysznicu to cały dzień się "wąchałam". Zapach jest bardzo przyjemny, dużo bardziej delikatny ale mimo to wyraźny. Delikatnie słodki ale jednocześnie rześki. Lubię takie połączenia zapachowe :)


    Kosmetyki OH!TOMI nie powodowały u mnie żadnych podrażnień czy odczynów alergicznych. Dzięki pięknym zapachom zabiegi pielęgnacyjne były dużo bardziej przyjemne. Nie wiem jak wy, ale ja bardzo często w wyborze kosmetyków do ciała kieruję się "nosem" a jeśli zapach mi nie pasuje to oddaję kosmetyki mamie czy siostrze. Jednak te pastelowe słoiczki przytulam mocno do siebie bo mój nos je bardzo bardzo polubił :D 


    Oczywiście jak mogłabym nie wspomnieć o dodatkowej ekstra zawartości mojej paczki. Sklep TOPESTETIC.PL jak zawsze w ekspresowym tempie dostarczył mi paczkę naładowaną gratisami. wraz z kosmetykami OH!TOMI otrzymałam oczywiście gadżety czyli długopis, notes i smycz ale również mały, materiałowy, rozkoszny woreczek a w nim próbki kosmetyków do ciała :) Podoba mi się to, że są one dołączane tematycznie :) A woreczek (znowu ZERO WASTE <3) na pewno posłuży mi na wyjazdach by przechować wszystkie te małe próbki, które zawsze walały się po torbie :P 





To był mój pierwszy raz z tą marką i jestem ciekawa, kto z was miał już tę przyjemność? Jak wrażenia? A może dopiero się tej marce przyglądacie? Dajcie koniecznie znać! :) 


Copyright © in progress , Blogger