Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 sierpnia 2022

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 29 - POLEMIKA OD TOPESTETIC

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 29 - POLEMIKA OD TOPESTETIC
Czołem kochani! 
    Sierpień zasuwa jak szalony i zaskakuje mnie co chwila. Choć prawie pół miesiąca spędziłam "sama", bo P dużo wyjeżdżał służbowo, to i tak będzie to dla mnie niezapomniane lato <3 
Napiszę Wam o tym kiedyś w bardziej osobistym wpisie, bo chcę tu mieć to wspomnienie :)


Ale oczywiście... przychodzę dziś do Was z recenzją kosmetyczną z współpracy ze sklepem TOPESTETIC! A jakże :D



POLEMIKA :klik:


    Polemika to miłość matki do swych dzieci, których imiona składają się na jej nazwę - Pola i Mika. Ta polska marka powstała z miłości, ciekawości i potrzeby dbania o bliskich. Polemika, czerpiąc z dobrodziejstw natury, daje nam bezpieczną i skuteczną pielęgnację skóry. Odpowiedzialne podejście do natury, którym kieruje się marka, to nie tylko staranna selekcja najlepszych składników, ale także troska o środowisko i jego zrównoważony rozwój, poprzez stosowanie opakowań nadających się do recyklingu. 
    Sama marka, jak i jej produkty, zostały docenione i posiadają certyfikaty jakości, m.in. Viva!, Kobieca Marka Roku 2020, Peta approved, vegan i wiele innych. 


PRZECIWSTARZENIOWY KREM POD OCZY :klik:


    Ten przeciwstarzeniowy krem pod oczy ma dwa proste zadania. Redukować oznaki starzenia i rozświetlać okolicę oczu. Systematyczne stosowanie kremu pozwoli upiększać i w odpowiedni sposób pielęgnować delikatną skórę wokół oczu. Formuła oparta na naturalnych składnikach (aż 98,05%) jest jednocześnie lekka i skuteczna w walce ze skutkami upływającego czasu. W składzie znajdziemy: tłoczony na zimno olej ze słodkich migdałów; wyciąg z zielonej herbaty, który działa łagodząco; olej z nasion bawełny działa odżywczo, ochronnie i regenerująco; masło shea; mikę, która odpowiada za efekt natychmiastowego rozświetlenia; masło kakaowe, które wzmacnia cement międzykomórkowy; sproszkowane liście herbaty Matcha, które mają silne działanie przeciwstarzeniowe; wosk z borówki Berry Wax zmiękcza skórę i pełniąc funkcję okluzyjną uszczelnia skórę i wpływa na jej nawilżenie; wyciąg z alg; kwas hialuronowy o dwóch wielkościach cząsteczek; olej z nasion słonecznika; kofeina; tokoferol oraz kwas cytrynowy.





    Zacznę może od tego, że krem zamknięty jest w bardzo wygodnym i praktycznym opakowaniu. Dozownik pozwala wydobyć odpowiednią ilość kosmetyku bez potrzeby pchania paluchów do słoiczka. Bardzo lubię takie rozwiązania,, ponieważ są bardzo higieniczne. Krem ma bardzo delikatny, ledwo wyczuwalny zapach a jego konsystencja jest niezwykle lekka. Na okolicę obojga oczu wystarczy już niewielka kropelka kosmetyku. Produkt szybko się wchłania i pozostawia skórę niezwykle miękką i rozświetloną. Oczywiście bardzo dobrze nawilża i pielęgnuje skórę nie powodując podrażnień czy wyprysków. Mimo zawartości oleju ze słodkich migdałów i masła shea nie pozostawia po sobie tłustej warstwy i całkowicie się wchłania. Dzięki temu makijaż oka dobrze trzyma się skóry, nie spływa ani nie roluje się w załamaniu powieki. Jednak działanie kremu, które najbardziej mi przypadło do gustu to efekt rozświetlenia, który jest natychmiastowy. Zawartość drobno zmielonej miki pozwala uzyskać piękny efekt glow i nadać skórze blasku. Efekt jest piękny! Bardzo subtelny, ale na mnie zrobił bardzo dobre wrażenie. Po zastosowaniu kremu moje cienie wokół oczu są wyraźnie rozjaśnione i ostatnio często pomijam nakładanie korektora na tę okolicę, gdyż efekt glow pięknie podkreśla oko i odświeża spojrzenie. Co więcej, często w lekkim, dziennym makijażu nakładam odrobinę kremu także na kości policzkowe i łuk kupidyna. Daje to piękny, subtelny a przede wszystkim naturalny efekt rozświetlonej skóry całej twarzy i podkreśla opaleniznę. Przeciwstarzeniowy krem pod oczy urzekł mnie tym pięknym blaskiem.



PEELING- MASKA :klik:


    To połączenie maski i peelingu jest propozycją dla osób zmagających się z lekkimi niedoskonałościami skóry twarzy. Jako peeling łączy sobie trzy czynniki eksfoliujące - enzymatyczny, mechaniczny i chemiczny. Pozwala to uzyskać efekt oczyszczenia, rozjaśnienia i wygładzenia już po pierwszym użyciu. Jako maska ma działanie silnie nawilżające, dzięki czemu skóra staje się bardziej elastyczna, miękka i odżywiona. Skład opiera się w 96,93% na naturalnych składnikach, z których możemy wymienić: mikrokrystaliczną celulozę, która pełni tu rolę czynnika mechanicznego; masło shea; odżywiający i regenerujący skórę olej z awokado; olej ze słodkich migdałów; ekstrakt z zielonej herbaty Matcha; skwalan będący składnikiem płaszcza lipidowego; tokoferol; oliwę z oliwek oraz jej pochodne i ekstrakty; wyciąg z rozmarynu działający przeciwzapalnie, przeciwbakteryjnie i przeciwgrzybiczo; papaina, która jest tu czynnikiem chemicznym; mocznik; prolinę, serynę i alaninę; które są aminokwasami i działają przeciwzapalnie; pantenol; sole kwasu hialuronowego; olej z nasion słonecznika oraz kwas cytrynowy
    Produkt należy stosować na oczyszczoną i osuszoną skórę twarzy, po czym delikatnie wmasować przez około minutę i pozostawić na skórze na kolejne 5 do 15 minut. Po tym czasie zmyć ciepłą wodą i osuszyć skórę. Dla uzyskania najlepszych efektów zaleca się stosowanie 2-3 razy w tygodniu.





    Bardzo ładna, minimalistyczna szata graficzna nawiązująca do natury zachęca, by sięgnąć po ten produkt. Matowa tubka z zamknięciem na klik jest bardzo wygodna w użyciu. Zapach, konsystencja i kolor znajdującego się w tubce kosmetyku jednoznacznie kojarzy się z naturą, gdyż na próżno szukać w nim barwników, sztucznych zapachów czy drobinek niewiadomego pochodzenia. Peeling- maska ma dość gęstą, kremową konsystencję, ale mimo to łatwo się rozprowadza na skórze. Nie zastyga na skorupę, ale żeby dobrze zmyć kosmetyk z twarzy trzeba chwilę pomasować skórę mokrymi dłońmi. Niestety ilość celulozowych drobinek jest mocno ograniczona, co dla mnie jest małym minusem i odczucia jakie zapewniają, bardziej przypominają masaż niż złuszczanie. Jednak nie skreśla to tego produktu, gdyż jako peeling enzymatyczno - chemiczny sprawdza się naprawdę przyzwoicie. Po zastosowaniu kosmetyku skóra jest wyraźnie wygładzona, lekko rozjaśniona i miękka. Czuć mocne nawilżenie i leciutki, otulający film, co dodatkowo potęguje efekt. Przyznam, że po pierwszym użyciu miałam takie "meh". No bo te drobinki powinny choć trochę drapać a nie drapały i nie czułam w zasadzie żadnego działania. Owszem, skóra była milutka i mięciutka, ale nie zauważyłam tak bardzo oczekiwanego oczyszczenia skóry. Dopiero po kilku użyciach zaczęłam zauważać, że skóra staje się gładsza, i jest na niej widocznie mniej zaskórników. Wystarczyło więc dać mu więcej czasu ;)





Spotkanie z Polemiką było bardzo przyjemnym doświadczeniem. Dobrze jest poznać kolejną świetną, a do tego polską markę, która oferuje skuteczne kosmetyki. Oczywiście całą gamę kosmetyków tej i innych marek znajdziecie w sklepie TOPESTETIC. Doceniam to, że bez względu na wartość zamówienia, przesyłka zawsze jest darmowa i realizowana ekspresowo. Jeśli chodzi o gadżety i próbki, to zawsze znajdziecie ich kilka w swojej paczuszce :)



czwartek, 30 czerwca 2022

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 28 - LAJUU OD TOPESTETIC

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 28 - LAJUU  OD TOPESTETIC
    W końcu mamy lato!
Choć z początku kapryśne, rozkręciło się na dobre! Nic nie cieszy mnie tak bardzo, jak długi dzień i słońce wpadające przez okna od rana do samego wieczora. Uwielbiam ten moment powrotu z pracy, kiedy mogę się położyć na chwilę na kanapie i wygrzać się w słońcu, które pada przez balkon wprost na nią <3 Nie mówiąc o długich spacerach czy przesiadywaniu na plaży, co uwielbiam! <3 






    A jak już mowa o lecie i o tym, że śmiało można zakładać lekkie sukienki, to zapraszam Was na recenzję dwóch produktów, które na tę okoliczność świetnie się sprawdzą. Jeden do twarzy, a drugi do ciała. Oba pochodzą ze sklepu TOPESTETIC. Ciekawi? No to zapraszam :)





LAJUU :klik:


    To polska marka współtworzona przez Weronikę Rosati. Cała marka, jak i jej kosmetyki inspirowane są słoneczną Kalifornią. Lajuu w każdym swoim produkcie oferuje jej namiastkę, co pozwala choć odrobinę wczuć się w ten cudowny klimat. Co charakteryzuje markę LAJUU? Bogata w minerały i witaminy woda kokosowa, która jest bazą wszystkich produktów, składniki zaczerpnięte z bogatej i nieco egzotycznej natury Kalifornii a także zapachy, które rozpieszczają zmysły i uzależniają.
Marka w swojej działalności kieruje się dbałością o naturę i jej mieszkańców. Kosmetyki, ani żadne składniki wykorzystane do ich produkcji nie są testowane na zwierzętach. Ponadto produkty marki Lajuu są wegańskie, co potwierdza certyfikat fundacji Viva!




FACE CREAM DAY&NIGHT :klik:


    Stworzony dla potrzeb skóry delikatnej, odwodnionej i pozbawionej blasku. Ten krem działa antyoksydacyjnie, liftingująco i może być stosowany zarówno na dzień, jak i na noc. 95% składu tego kosmetyku to składniki naturalne i wegańskie. Wśród nich znajdziemy wiele ciekawych ekstraktów i olejków takich jak na przykład olej jojoba i olej z baobabu, który odżywia, regeneruje i intensywnie nawilża; olej z róży piżmowej, który jest bogaty w witaminy A i E; witamina C w stabilnej formie;  działający wygładzająco niacynamid; olej z krokosza barwierskiego, który koi podrażnienia; olej ze słodkich migdałów; sok ze świeżych liści aloesu; olej z nasion marakui, który jest bogatym źródłem NNKT, wyciąg z opuncji figowej, ksylitol czyli cukier brzozowy, który wzmacnia i nawilża skórę; Koenzym Q10, który ma bardzo silne działanie przeciwstarzeniowe; tokoferol oraz olej z nasion słonecznika.
    Poza wspomnianymi wyżej składnikami, producent wyróżnia kilka dodatkowych ale bardzo istotnych  dla kosmetyku elementów: komórki macierzyste z borówki brusznicy, ekstrakt z traganka, biomimetyczny peptyd, woda kokosowa, macerat z opuncji figowej a także ekstrakt z drzewa tara oraz z czerwonych alg. Krem został wzbogacony o aromaty zapachowe neroli i świeżej róży.





    Muszę powiedzieć, że urzekło mnie opakowanie i etykieta tego kremu. Kolor przywołujący lato zdobiony złotymi drobinkami świetnie zgrywa się z zapachem zamkniętego w słoiczku kremu. Doskonale czuć zapach neroli, wyczuwam także lekkie nuty brzoskwini oraz różę. Konsystencja tego kremu nie wyróżnia się niczym szczególnym. Nie leje się, ale też nie jest zbita, dzięki czemu łatwo i lekko się rozprowadza. Dodatkowo jest bardzo wydajny. Choć na wchłonięcie potrzebuje malutkiej chwili, to po wchłonięciu pozostawia skórę aksamitną, lekko napiętą i zmatowioną a jednocześnie nawilżoną. Dla mnie to bardzo nietypowe odczucia, ale bardzo przyjemne. Skóra jest miękka i nawilżona ale nie świeci się, tylko jest lekko matowa. Bardzo mi się ten efekt podoba. Co do świecenia... zawartość miki sprawia, że skóra jest rozpromieniona. Ale nie ma tej miki aż tyle, żeby cała twarz rozbłyskała milionami drobinek. To raczej bardzo subtelny efekt, który sama zauważyłam dopiero po kilku dniach stosowania. Krem na dzień i na noc od LAJUU świetnie współgra z makijażem. Choć latem rzadko nakładam na twarz coś więcej niż korektor pod oczy i puder mineralny, to testowo zrobiłam sobie kilka razy full makeup. Podkład się nie ślizga, nie zjeżdża a skóra się nie poci. Nie zauważyłam żadnych podrażnień czy wyprysków. Jestem bardzo zadowolona z działania tego kremu i jeśli szukacie czegoś lekkiego, ale nawilżającego, to ten krem spełni wasze oczekiwania. 





BODY SELF TANNER :klik:


    Ten balsam do ciała o właściwościach samoopalacza sprawdzi się w pielęgnacji skóry każdego rodzaju. Działa nawilżająco, odżywiająco a także pozwala uzyskać efekt skóry muśniętej słońcem. 95% zawartości balsamu to składniki pochodzenia naturalnego a spośród nich możemy wyróżnić: wodę kokosową, która pielęgnuje i poprawia wygląd skóry; nawilżający kompleks ksylitolu i kwasu hialuronowego; olej oraz estry jojoba, które wzmacniają i "uszczelniają" skórę; oleje z marchwi, marakui oraz makadamia wnikając w głębiej położone warstwy skóry intensywnie ją nawilżają i regenerują; tokoferol; olej ze słodkich migdałów; ekstrakt z buraka, który działa antyoksydacyjnie tak samo, jak  ekstrakt z zielonej herbaty. Substancją opalającą jest tu DHA czyli dihydroksyaceton.
    Przed pierwszą aplikacją zaleca się wykonanie dokładnego peelingu ciała oraz nawilżenie skłonnych do przesuszenia partii skóry, jak kolana czy łokcie. Balsam należy nakładać w niewielkiej ilości, dokładnie wmasowując okrężnymi ruchami, po czym umyć dłonie. Bezpośrednio po nałożeniu balsamu nie należy zakładać ubrania, by uniknąć plam czy nierównomiernej opalenizny. Efekt pojawi się po około 5-8 godzinach a do tego czasu powinno się unikać kontaktu skóry z wodą.






    Uwielbiam ten balsam! Pięknie pachnie, ma rozkoszny kolor i przyjemną konsystencję. Łatwo się rozprowadza i bardzo dobrze nawilża i napina skórę. Opalenizna, jeśli nie nałożycie zbyt dużej ilości balsamu, jest delikatna i wygląda naturalnie, a stopień opalenia skóry można łatwo budować.
Czy przy pierwszej aplikacji popełniłam wszystkie możliwe błędy? Mooooże? :P no dobra, może nie wszystkie. Na pewno nałożyłam zbyt dużą ilość balsamu, gdyż nie spodziewałam się tak lekkiej formuły. Balsam samoopalający, choć wygląda jak gęste masełko, jest przyjemnym, lekkim produktem. I chociaż nie zapomniałam o szczotkowaniu ciała, to oczywiście nie uniknęłam plam na skórze. Nic straconego, bo mogłam obserwować w jaki sposób opalenizna "znika" i tutaj też się nie zawiodłam. Opalenizna schodzi bardzo równomiernie. Przy drugiej aplikacji byłam mądrzejsza i mniejsza ilość balsamu uchroniła mnie od plam czy smug. Dużo dokładniej też wmasowałam produkt w skórę i po 10 minutach położyłam się spać. Ku mojemu zaskoczeniu, nie zauważyłam marchewkowych plam na pościeli. Nie mogę nie wspomnieć o tym, że mimo DHA w składzie skóra nie śmierdzi "spaloną kaczką" :P za co wielki plus. Poniżej możecie zobaczyć efekt przed i po. W tym przypadku była to dwukrotna aplikacja małej ilości balsamu samoopalającego. Sami widzicie, że efekt nie jest przerysowany. Żałuję tylko, że w składzie balsamu nie ma tej odrobiny miki, bo uwielbiam takie błyszczące balsamy :D 






Marka LAJUU to była dla mnie zdecydowana nowość. Jestem jednak bardzo pozytywnie zaskoczona tym pierwszym spotkaniem, gdyż zarówno krem jak i balsam do ciała, są produktami wysokiej jakości. Bardzo ładna szata graficzna, która przywołuje kalifornijski klimat. A słoiczki z ciemnego szkła na pewno wykorzystam ponownie ;)






Jeśli natomiast chodzi o sklep TOPESTETIC, to obsługa jak zwykle stanęła na wysokości zadania. Logowana szczotka do ciała była idealnym gratisem to kosmetyków, gdyż mogłam jej użyć przed nałożeniem balsamu do ciała. Nie zabrakło oczywiście próbek ;)







Czy marka LAJUU to nowość też dla Was? A może już gdzieś się z nią spotkaliście? 
A jak plany na lato? :) 




niedziela, 17 października 2021

NOWOŚCI KOSMETYCZNE - MINISTERSTWO DOBREGO MYDŁA

NOWOŚCI KOSMETYCZNE - MINISTERSTWO DOBREGO MYDŁA
   Dawno się u nas tyle nie działo. Ciągłe zmiany, wyjazdy, wizyty powodują, że czas leci mi niesamowicie szybko i nadejście jesieni nie dobija mnie tak bardzo jak w poprzednich latach. Ale to dobrze... bo nie siedzę w domu i nie marudzę, bo zwyczajnie nie mam na to czasu :D Po kolejnym intensywnym weekendzie mam chwilę, żeby posiedzieć sobie na kanapie z herbatą w ręku i tabletem na kolanach. Aż dziwnie mi, że nigdzie nie pędzę ale to jedyna chwila żeby napisać post, bo jeśli dziś tego nie zrobię to w tygodniu na pewno nie znajdę czasu na bloga :P




W związku z tym mam dla Was dziś post o moich ostatnich kosmetycznych nowościach. Choć nie są to kosmetyki nowe dla mnie, to wiem że część z Was może ich nie kojarzyć :)


MINISTERSTWO DOBREGO MYDŁA :klik:


MDM to rodzinna manufaktura założona przez siostry Anię i Ulę. MDM powstało z miłości do naturalnych mydeł a obecnie oprócz samych mydeł oferuje też wiele innych kosmetyków do twarzy i ciała. Wyselekcjonowane surowce wysokiej jakości, przemyślane składy i formuły, zero ściemy i naciągania klienta na cokolwiek i cudowna, przyjacielska relacja z klientem to coś, z czy Ministerstwo Dobrego Mydła mi się kojarzy. Z ciekawością śledzę socjale marki i wyczekuję nowych produktów. Uwielbiam to, jak ekipa z MDM relacjonuje proces twórczy i drogę, jaką kosmetyk przechodzi od samego pomysłu, przez trudy produkcji aż do rąk klienta. Nie ma tam miejsca na kreowanie wyidealizowanego obrazu marki doskonałej. Widać za to, że zdarzają się pomyłki, niewypały, potknięcia, kolejne próby i zmiany a ostatecznie też sukcesy. Mam ogromny sentyment do marki, ponieważ dzięki niej tak naprawdę zaczęłam interesować się kosmetykami naturalnymi. Nietuzinkowe opisy kosmetyków, którym daleko do standardowych, wzniosłych i pochwalnych opisów kosmetyków na stronach innych producentów totalnie skradły moje serce, A pierwszy raz o marce pisałam zupełnie na początku mojej blogowej przygody :klik




HYDROLAT RÓŻANY :klik:


    Wielokrotnie podkreślałam, jak wielką miłośniczką hydrolatów jestem. I to właśnie od hydrolatu MDM ta miłość się zaczęła. Nie mogło więc zabraknąć go na mojej liście zakupów i tym razem. Hydrolaty różane zazwyczaj kupowałam dla Mamy Aldony, której skóra ma tendencje do zmian trądzikowych i zaczerwienień. Pomyślałam jednak, że będzie on świetnym dopełnieniem serum i kremu, który również zamówiłam, gdyż wszystkie mają w składzie coś z róży. 
Hydrolat z róży damasceńskiej Ministerstwa Dobrego Mydła jest ekologiczny i pochodzi z południa Francji. Ze względu na swój zapach ma świetne działanie aromaterapeutyczne ale oprócz zmysłów, koi też skórę, łagodzi podrażnienia, obrzęki i świetnie odświeża skórę. Co do zasady ma również nawilżać skórę, lekko ją napinać i delikatnie wygładzać zmarszczki. 




SERUM RÓŻA - MALINA :klik:


    To serum to mój game changer. Wracam do niego jak bumerang i zachwycam się nim przy każdym użyciu. Mimo swojej olejowej formuły serum jest niesamowicie lekkie i jeśli trzymać się dwóch prostych zasad, wchłonie się niemal całkowicie. Serum należy aplikować na zwilżoną skórę oraz nie należy przesadzać z ilością. W innym przypadku możecie być pewni tłustej warstwy na skórze ;) Zaraz po nałożeniu serum, skóra nabiera zdrowego koloru i staje się bardziej promienna. Uwielbiam ten efekt, gdyż mam dość jasną skórę i jesienią wyglądam szczególnie blado. Zapach jest nie do opisania. Słodki ale soczysty, intensywny ale jednocześnie relaksujący. Czuć i różę i malinę, słodko- kwaśny duet, który chętnie nosiłabym jako perfum. Otula skórę i utrzymuje się na niej niezwykle długo. Serum głęboko nawilża skórę, działa wygładzająco i wyrównuje koloryt skóry, napina ją i cudownie odżywia. Dzięki swojej lekkiej formule nie zapycha porów ani nie obciąża skóry, która odwdzięcza się blaskiem i miękkością. 




    A w składzie znajdziemy bardzo dużo dobroci. Olej z dzikiej róży, skwalan, olej z nasion malin, pachnotki oraz dyni, olej z owoców buriti, lecytynę, olej rycynowy, tokoferol, stabilną formułę witaminy C, Kolenzym Q10 oraz uwodniony retinol. Świetnie sprawdzi się w pielęgnacji skóry odwodnionej, szarej, zmęczonej i generalnie KAŻDEJ, która potrzebuje miłości, bo w tej małej buteleczce miłości jest mnóstwo. Serum reguluje wydzielanie sebum, łagodzi drobne podrażnienia, wygładza i uelastycznia skórę i "redukuje zło świata" :D Może być stosowane na dzień i na noc, pod krem, zamiast kremu a także pod makijaż. To moje serum idealne, mój ulubieniec, moja codzienność gdy je mam i tęsknota gdy tylko się kończy. Jeśli nie znacie, to zdecydowanie powinniście poznać :)




KONFITURA RÓŻA- MALINA :klik:


    Tego gagatka również miałam już okazję poznać i polubić, dlatego z nieskrywaną radością do niego powróciłam. Konfitura jest lekkim ale bogatym kremem do twarzy, którego zadaniem jest ją rozpieszczać, dopieszczać, pielęgnować i kochać. To pielęgnująca bomba o zapachu lata, słodkich róż i malin. Zapach zachwyca tak samo jak w przypadku serum, bo jest niemal identyczny. Dobrze się wchłania, poprawia wygląd skóry, podnosi poziom nawilżenia, wygładza i ujędrnia a makijaż się na nim nie ślizga ani nie roluje. Świetnie sprawdza się w duecie z Serum Róża-Malina ale także solo. Skład oparty na oleju z dzikiej róży wzbogacony jest między innymi o glicerynę, betainę, naturalny konserwant z rzodkwi, olej z nasion malin, skwalan, wyciąg z owoców palmy kokosowej, komórki macierzyste jabłka, wyciąg z korzenia lukrecji, koenzym Q10, kwas mlekowy, olej z nasion słonecznika, estry z jojoby i oliwy z oliwek, skwalen oraz pochodną kwasu L-askorbinowego. Konfitura została stworzona przez kobiety i dla kobiet, by zapewnić skórze ogrom dobroci, miłości i troski.




    Miłą niespodzianką były dołączone do paczki próbki mydełka ananasowego. Osobiście nie miałam jeszcze okazji stosować mydeł tej marki głównie dlatego, że wolę mydła w płynie. Jest to jednak dobra okazja, by się odrobinę z tematem zapoznać i być może spróbować wymienić płynne mydła na te w kostce :) 




Bardzo jestem ciekawa, czy znaliście wcześniej kosmetyki Ministerstwa Dobrego Mydła. Czy mieliście okazje poznać ich działanie na własnej skórze lub chociaż słyszeliście o tej marce? Koniecznie dajcie znać w komentarzu :)


środa, 15 września 2021

MOJE TOP 10 KOSMETYKÓW ZE SKLEPU TOPESTETIC

MOJE TOP 10 KOSMETYKÓW ZE SKLEPU TOPESTETIC

Hej!
    Z naszego wyjazdu do Kijowa nic nie wyszło. Niestety czasem tak bywa, że trzeba odpuścić pewne rzeczy na poczet innych spraw i tak też właśnie się stało. Ale jak to mówią... Co się odwlecze, to nie uciecze. Będzie na pewno jeszcze odpowiedni czas jak okazja na taki wyjazd więc nic straconego. Jesteśmy już właściwie na finiszu przeprowadzki i zostało nam jedynie wysprzątać wynajmowane mieszkanie i rozpakować się w nowym. Jeszcze nie czuje się tu "jak u siebie" ale myślę, że to przyjdzie z czasem ;)



Ale dziś temat lekki, łatwy i przyjemny, bo post będzie o moich ulubionych kosmetykach ze sklepu TOPESTETIC. Trochę już mi się udało ich przetestować, więc zapraszam na moją wspaniałą 10!

CLEANSING OIL - RESIBO :klik

 

 
    To dzięki temu produktowi pokochałam demakijaż olejami. Cleansing oil ma prosty skład, w którym główne skrzypce grają oleje z lnu, z pestek, winogron, olej abisyński, awokado i manuka. Dodatkowo tokoferol, czyli witamina E i delikatne substancje zapachowe. Olejek świetnie radził sobie nawet z mocnym, wodoodpornym makijażem, nie podrażniał skóry, nie zapychał porów i nie powodował "mgły" na oczach. Po prawidłowo wykonanym demakijażu i usunięciu kosmetyku z twarzy za pomocą wilgotnej ściereczki skóra pozostaje miękka, nawilżona ale nie tłusta. Cudna ściereczka niestety dokonała swego żywota. Ale przy codziennym stosowaniu to nic dziwnego ;) Wielorazowe waciki czy inne ściereczki również świetnie się nadają :)
 
Pełną recenzję przeczytacie tutaj :klik:
 

 INSTANT BEAUTY MASK - RESIBO :klik:

 

    Ta rozkosznie żółta maska stała się hitem wielu urodowych blogerek i instagramerek i zupełnie mnie to nie dziwi. Ja też pokochałam ją niemal od pierwszego użycia. Zawiera wyciąg z cykorii, masło shea, masło kokumowe, olej z kiełków pszenicy, trehalozę, olej rokitnikowy, witaminę C, sole kwasu hialuronowego, wyciąg z korzenia rabarbaru, olej słonecznikowy oraz tokoferol. 
Maska bardzo dobrze nawilża i wygładza skórę, która dzięki temu wygląda na wypoczętą i odżywioną. Uwielbiam to uczucie miękkości i tego, że po użyciu maski skóra jest promienna i wygląda młodziej. Stosowałam ją zawsze przed większymi wyjściami i nigdy mnie nie zawiodła. Niebawem mam zamiar kupić ją ponownie.
 
Pełną recenzję przeczytacie tutaj :klik:
 

CUKROWY PEELING DO CIAŁA - OH!TOMI :klik:

 


 
    Pachnący soczystym grejpfrutem peeling do ciała to wspomnienie słonecznego lata i ciepłych dni. Tego peelingu chciało się używać codziennie! Bywały dni, że zimowym rankiem otwierałam go tylko po to, by poczuć ten cudowny zapach i obudzić zaspane zmysły. W składzie oprócz cukru mamy masło shea, olej z pestek winogron, lecytynę, pochodną witaminy C, olej z nasion słonecznika oraz tokoferol. Grube ziarna cukru świetnie złuszczały martwy naskórek i masowały skórę pobudzając krążenie. Masło shea niestety pozostawiało po sobie lekko tłusty film, ale dzięki temu skóra była dobrze nawilżona przez długi czas. Zapach pozostawał na skórze bardzo długo, co w tym przypadku zupełnie mi nie przeszkadzało. Przy regularnym stosowaniu skóra była wyraźnie bardziej napięta i miękka
 
Pełną recenzję przeczytacie tutaj :klik:

REPAIR BY NIGHT - VEOLI BOTANICA :klik:

 

 
    To, co ten krem robił z moją twarzą to było coś niesamowitego! Choć krem był bardzo treściwy i o gęstej konsystencji nie zapychał porów i nie pozostawiał tłustej powłoczki. Porządnie odżywiał skórę, nawilżał ją i wygładzał. O poranku skóra była w dotyku aksamitnie miękka i ukojona. A w składzie kremu: olej z nasion słonecznika, olej rzepakowy, ksylitol, olej z pestek winogron, wyciąg z truskawki, jeżyny krzewiastej z owoców maliny właściwej, hydrolizowany owies, olej z nasion pomidora oraz żurawiny, tokoferol, likopen, olej z pestek moreli i śliwki, wyciąg z czarnej porzeczki, pantenol, ekstrakt z owoców winorośli, wyciągi z rumianku i nagietka oraz olejek ze skórki słodkiej pomarańczy. 
Jest to krem, do którego na 100% wrócę, bo cudownie działał na moją skórę. 
 
Pełną recenzję przeczytacie tutaj :klik:

ANTYOKSYDACYJNE SERUM Z WITAMINĄ C - CLOCHEE :klik:

 

 
   Serum olejowe z witaminą C od Clochee ma bardzo krótki skład. Znajdziemy w nim oleje z nasion słonecznika, ze słodkich migdałów oraz  jojba, ekstrakt z róży francuskiej, olej z pestek winogron oraz śliwki oraz tokoferol. Mimo składu bogatego w oleje, serum nie miało tendencji do zapychania czy powodowania wyprysków. Świetnie współgrało z innymi kosmetykami ale sprawdzało się także solo. Wprawdzie pozostawiało wtedy lekki film na skórze, ale nie było to zbyt uciążliwe. Serum działało na moją skórę nawilżająco, otulająco i wygładzająco. Zauważyłam również lekkie rozjaśnienie przebarwień oraz wypełnienie drobnych zmarszczek. I to, co jeszcze dobrze wspominam a'propos tego serum to jego zapach! Delikatny, piękny i przypominający zapach żelków Haribo xD Serum antyoksydacyjne od Clochee to świetny kosmetyk, który naprawdę bardzo dobrze wspominam :)
 
Pełną recenzję przeczytacie tutaj :klik:

DROBNOZIARNISTY PEELING DO TWARZY -CLOCHEE :klik:

 

 
    Zawsze myślałam, że im większe drobinki w peelingu, tym lepsze oczyszczanie i złuszczanie. Ten peeling pokazał mi (i to na mojej własnej skórze :P ) w jak dużym błędzie byłam. Peeling od Clochee ma tak maleńkie drobinki, że wyczuwalne są dopiero podczas aplikacji. Bez problemu docierają one w miejsca takie, jak np załamanie płatków nosa dokładnie je oczyszczając. Dzięki temu z mojej twarzy zniknęły wszelkie zanieczyszczenia, suche skórki a pory zostały oczyszczone. Skóra po użyciu tego peelingu była niezwykle gładka i jędrna, bez podrażnień czy uczucia ściągnięcia. Doskonale przygotowana na kolejne etapy pielęgnacji :) Skład peelingu przedstawia się następująco: tlenek glinu - korund, olej ze słodkich migdałów, masło shea, wyciąg z korzenia lukrecji, ekstrakt z bazylii, wyciąg z jabłoni domowej, tokoferol, pochodne witaminy C i kwas cytrynowy.
 
Pełną recenzję przeczytacie tutaj :klik:

INVISI - VITA LIBERATA :klik:

 

 
    Wodna, przezroczysta, bezwonna i w 90% organiczna pianka samoopalająca była dla mnie pierwszym tego typu kosmetykiem od wielu lat. Choć pierwsza aplikacja nie do końca mi się udała i narobiłam sobie plam, to bardzo polubiłam tę piankę i często jej używałam. Dobrze się rozprowadza ale szybko wchłania, skóra się nie lepi i nie jest ściągnięta. Efekt uzyskany po jednej aplikacji jest bardzo delikatny i dzięki temu możemy go stopniowo "budować". Dodatkowo opalenizna schodzi równomiernie, co wygląda dość naturalnie. Skład pianki oparty jest na soku ze świeżych liści aloesu, dalej w składzie mamy ekstrakt z korzenia lukrecji, ekstrakt z liści malin, wyciąg z granatu, z liści miłorzębu japońskiego i liści ogórka a także wyciągi z oczaru wirginijskiego, papai, melona. kwas hialuronowy a także hydrolizowany jedwab. To naprawdę godna wypróbowania alternatywa dla tych, którzy nie przepadają za wylegiwaniem się w słońcu ;) 
 
Pełną recenzję, jak i wskazówki co do samej aplikacji przeczytacie tutaj :klik

KONCENTRAT POD OCZY - D'ALCHEMY :klik:

 

 
    Ten koncentrat to najlepszy krem pod oczy jaki miałam. Serio! Skład oparty na hydrolacie z róży damasceńskiej uzupełniomy został o wyciąg z liści oczaru wirginijskiego, maslo shea i shorea, olej z lnu, olej arganowy i z nasion róży piżmowej, olej kokosowy i z owoców buriti, wyciągu z oczaru wirginijskiego, z kwiatów dziurawca, kwiatów rumianku, ekstrakt z nasion orzecha włoskieho, wyciągi z kwiatów dzikiego ślazu, lipy szerokolistnej i liści mięty pieprzowej, olejki z róży damasceńskiej oraz lawendy, kwas cytrynowy, tokoferol, olej sojowy i skwalen.
Turbo wydajny kosmetyk, który cudownie nawilża delikatną skórę wokół oczu nie powodując jej obciążenia czy podrażnień. Krem wtapia się w skórę, dzięki czemu świetnie sprawdza się pod makijażem, Korektor się na nim nie waży, nie roluje ani nie ślizga. Poranna opuchlizna jest znacznie mniej widoczna, co jest dużym plusem działania tego koncentratu. Delikatny, różany zapach tez bardzo przypadł mi do gustu. Jak dla mnie jest to kosmetyk idealny i mimo dość wysokiej ceny na pewno kupię go ponownie :)  
 
Pełną recenzję przeczytacie tutaj :klik:
 

BALSAM DO CIAŁA GLOW - CLOCHEE :klik:

 

 
    Mój hit lata. Intensywnie rozświetlający balsam ze słotą miką cudownie podkreśla i "podkręca" wakacyjną opaleniznę. Dzięki temu skóra wygląda pięknie i zdrowo. Balsam GLOW nie pozostawia smug czy plam na ubraniach (nawet tych jasnych), dobrze się wchłania, nie migruje w ciągu dnia a skóra się po nim nie lepi. Poza upiększaniem skóry złotymi drobinkami, balsam zapewnia też solidną dawkę nawilżenia, więc czego chcieć więcej? :) Oprócz wspomnianej już złotej miki w składzie znajdziemy między innymi sok z liści aloesu, masło skea, olej z kiełków pszenicy, erytulozę, wyciąg z bursztynu, tokoferol i kwas cytrynowy. Ten balsam zmienił moje postrzeganie balsamów z drobinkami :) Na pewno będę regularnie do niego wracać.
 
Pełną recenzję przeczytacie tutaj :klik:
 

ALL CLEAN - RESIBO :klik:

 

 
    "Last bt not least". Mój najświeższy z ulubieńców - maska z glinką od Resibo. Choć w sumie powinnam napisać "maska z glinkami", bo jest ich w skłądzie aż trzy: czerwona, różowa i biała. Oprócz tego w składzie mamy też olej z awokado, D-panthenol, olej jojoba, dwa rodzaje hialuronianu sodu, tokoferol, wiciąg z kory mydłoki, owska i wąkrotki azjatyckiej, ekstrakt z granatu, olej z nasion słonecznika oraz olej manuka. Ta gęsta jak masełko maska przyjemnie sunie po twarzy i otula skórę podczas pielęgnacji. Po jej zmyciu skóra jest przyjemnie miękka, nawilżona i oczyszczona. Maska nie zapycha porów i nie powoduje podrażnień czy niedoskonałości. Lubię tę maskę, bo po jej użyciu skóra jest zregenerowana, promienna, dopieszczona i mięciutka. Maska jest łatwa do zmycia, gdyż nie zasycha tak jak mają w zwyczaju maski z glinkami.  
 
Pełną recenzję przeczytacie tutaj :klik:





I to by było na tyle, jeśli chodzi o moich kosmetycznych ulubieńców ze sklepu Topestetic ale... 

...oczywiście kosmetyki to nie jedyna rzecz, za którą lubię i cenię ten sklep, bo oprócz szerokiej oferty wyselekcjonowanycj, dobrej jakości kosmetyków sklep oferuje dużo więcej. 
Przez 7 dni w tygodniu za pośrednictwem okienka czatu na stronie, maila czy infolinii możemy skorzystać z darmowej porady kosmetologa, który pomoże dopasować odpowiedni kosmetyk do potrzeb naszej skóry. Wysyłka i zwrot są zawsze darmowe i to bez względu na wartość zamówienia a do każdej przesyłki dodawane są spersonalizowane próbki, prezenty i gadżety sklepu. Program lojalnościowy pomaga zbierać punkty za każde zamówienie a każda napisana na stronie sklepu opinia o stosowanym produkcie daje kolejne 50 punktów. Możemy je później wymienić na przykład na darmowy produkt z Topkatalogu.


wtorek, 7 września 2021

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 24 - SENSUM MARE OD TOPESTETIC

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 24 - SENSUM MARE OD TOPESTETIC
    Przyszedł wrzesień i już czuć jesień w powietrzu. Niestety... bo dopiero co przyzwyczaiłam się do lżejszych ubrań a już muszę znowu zakładać sweterki :(
 
    Ostatni czas przysporzył mi wielu atrakcji. Tych planowanych ale też tych niespodziewanych. Urlop minął jak z bicza strzelił, o plenerze foto już dawno zapomniałam a lato śmignęło jeszcze szybciej. Sprawa mieszkania znalazła już swój finał, kredyt został uruchomiony i już za moment zaczynamy przeprowadzkę, lecimy na weekend do Kijowa a na to wszystko zmieniam pracę! Większość z Was pewnie myśli, że tylko wariaci postanawiają zmienić pracę zaraz po zakupie mieszkania.  
 
...no i macie racje xD 

Na szczęście moja zmiana pracy nie jest podyktowana koniecznością, a chęcią poprawy swojej sytuacji materialnej, zawodowej i generalnie zmiany pracy na bardziej ambitną. Trzymajcie więc kciuki! <3



W dzisiejszym poście przeczytacie moją recenzję kosmetyków do demakijażu i oczyszczania twarzy, które mogłam poznać dzięki sklepowi internetowemu Topestetic 


SENSUM MARE :klik:


    Polską markę kosmetyków naturalnych SENSUM MARE poznałam w zeszłym roku i pisałam o niej w tym wpisie :klik: Założyciele marki - Maciej i Łukasz, inspiracje do tworzenia swoich kosmetyków czerpią z siły kobiet. Misją kosmetyków SENSUM MARE jest wydobywanie naturalnego piękna, które każda kobieta w sobie ma. Marka zdobyła wiele nagród branżowych np. Glammies 2018 i 2020, Kobieca Marka Roku 2019 czy Naturalny Hit Roku Ekotyki 2020.





DELIKATNA EMULSJA DO DEMAKIJAŻU ALGOPURE :klik:


    Wyjątkowo delikatna emulsja skutecznie rozpuszcza makijaż twarzy oraz oczu, poradzi sobie nawet z produktami wodoodpornymi. Dzięki zawartości aż 14 składników aktywnych, kompleksu z alg morskich i wody z lodowca nawilża, pielęgnuje skórę i chroni ją przed podrażnieniami. Dzięki temu emulsja świetnie sprawdzi się nawet u posiadaczek skóry wrażliwej. Kosmetyk może być stosowany na dwa różne sposoby. Z pomocą wacików kosmetycznych lub wilgotnych dłoni. W obu przypadkach warto pozostawić kosmetyk przez kilka sekund na skórze, by mógł bez problemu rozpuścić makijaż. 




    Delikatna emulsja do demakijażu ALGOPURE zawiera aż 97,2% składników pochodzenia naturalnego. Zagłębiając się nieco w skład możemy w nim znaleźć między innymi olej jojoba, który wzmacnia skórę wpływając na warstwę cementu międzykomórkowego, ekstrakt z alg, które bogate są w witaminy, mikro i makroelementy, proteiny, polisacharydy i lipidy a ich zadaniem jest nawilżanie, regeneracja i działanie przeciwzapalne; wyciąg z glonów, w tym z glona czerwonego, który chroni skórę, wyciąg z plechy algi działa antyoksydacyjnie; wyciąg z suszonej plechy morszczyna pęcherzykowatego, wyciąg z czerwonej algi dzięki zawartości wapnia i magnezu regeneruje i odżywia skórę, tokoferol (Wit. E) oraz olej z nasion słonecznika. 




    Emulsja do demakijażu ALGOPURE ciekawiła mnie już od jakiegoś czasu. Zanim zakochałam się w demakijażu olejami uwielbiałam wszelkiego rodzaju mleczka do demakijażu i właśnie tej konsystencji produktu się spodziewałam. Nie byłam zaskoczona, gdy zobaczyłam produkt o konsystencji mleczka  ale jakby bardziej treściwy, miękki i mniej wodnisty. Coś między klasycznym mleczkiem a balsamem. To miła odmiana i nowość dla mojej skóry. Postanowiłam wypróbować aplikację wilgotnymi dłońmi bez użycia wacików. Aplikacja jest bardzo przyjemna, emulsja delikatnie sunie po twarzy, nie szczypie ani nie podrażnia skóry. Oczywiście, jak każdy kosmetyk, nie jest bez wad. Świetnie radzi sobie z makijażem twarzy, nawet tym mocnym. Lekki, codzienny makijaż oka również zmywa bez zarzutu. Jednak w przypadku mocnego makijażu oczu musiałam się odrobinę bardziej napracować i powtórzyć aplikację. Mocny makijaż nie zdarza mi się często, więc ode mnie za to tylko mały minusik. Wadą emulsji ALGOPURE jednak jest to, że w przypadku oczyszczania z użyciem dłoni potrafi lekko szczypać w oczy. Być może wynika to ze zbyt dużej ilości kosmetyku. Nie odczujemy tego jednak przy aplikacji za pomocą jedno lub wielorazowych wacików kosmetycznych. Zaraz po zmyciu kosmetyku z twarzy szczypanie znika a skóra jest miękka i delikatna, nie ma też uczucia "mgły" na oczach jak zdarza się to czasem w przypadku demakijażu olejami.


DELIKATNY ŻEL DO MYCIA TWARZY ALGOPURE :klik:


    w 100% wegański żel do mycia twarzy delikatnie ale i skutecznie oczyszcza skórę z zanieczyszczeń oraz resztek makijażu, Dzięki zawartości wyciągu z alg morskich i wody z norweskiego lodowca odżywia, nawilża i chroni skórę. Żel doskonale sprawdzi się w codziennej pielęgnacji skóry twarzy, również tej wrażliwej. Dzięki swojej formule żel zapewnia skórze ukojenie i uczucie świeżości

 


    W składzie żelu ALGOPURE na próżno szukać SLS, SLES czy innych tym podobnych detergentów. Tak jak w przypadku emulsji do demakijażu znajdziemy tu ekstrakty i wyciągi z alg, wyciągi z glonów i plechy a jako substancje myjące mamy łagodne środki powierzchniowo- czynne jak na przykład kokamidopropylobetaina.  




    Bardzo polubiłam ten delikatny żel do mycia twarzy ALGOPURE. Konsystencja żelu jest bardzo klasyczna i wystarczy jedna kropelka wielkości ziarna grochu, by umyć całą twarz, szyję i dekolt. Żel świetnie domywa resztki makijażu i nie szczypie w oczy. Zapach ma bardzo delikatny ale też charakterystyczny dla kosmetyków SENSUM MARE, przypomina męskie perfumy. Doskonale odświeża skórę po nocy, działa pobudzająco o poranku i kojąco przed snem. Kosmetyk nie pieni się szczególnie mocno, mimo to bardzo dobrze rozprowadza się na wilgotnej skórze twarzy i łatwo się zmywa. Nie zauważyłam podrażnień, wysuszenia czy uczucia ściągnięcia, co bardzo mnie cieszy. Prawdę mówiąc nie wiem co więcej napisać poza tym, że jest to naprawdę świetny kosmetyk. Spełnia wszystkie swoje podstawowe zadania, dobrze pachnie, nie podrażnia skóry. Klasyczna tuba z charakterystycznym dla marki minimalistycznym designem wygląda bardzo elegancko. Podtrzymuję to, co napisałam w poprzedniej recenzji kosmetyków SENSUM MARE - piękno tkwi w prostocie.





    Sklep TOPESTETIC jak zawsze stanął na wysokości zadania, a dzięki poradom dermokonsultantek mogę być spokojna o właściwy dobór kosmetyków do potrzeb mojej skóry. Gadżety i próbki, które znalazłam w przesyłce na pewno przydadzą się przy okazji wyjazdu do Kijowa :)



Jak widzicie, moje drugie spotkanie z marką SENSUM MARE wypadło naprawdę nieźle. Dobrze wiecie, że nie ma kosmetyków idealnych ale czasem wystarczy zmienić sposób aplikacji, by osiągnąć oczekiwany i zadowalający efekt. Jestem naprawdę zadowolona i ciekawa kolejnych kosmetyków tej marki. Może jesteście w stanie coś polecić? Dajcie koniecznie znać :)




Poprzedni post z tej serii: KOSMETYCZNE RECENZJE PART 23 - RESIBO OD TOPESTETIC

Copyright © in progress , Blogger