Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 sierpnia 2023

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 30 - ALKMIE OD TOPESTETIC

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 30 - ALKMIE OD TOPESTETIC
Cześć! 
     Wróciłam! Długo mnie tu nie było. A to głównie z powodu problemów ze zdrowiem przeplatanych ogólnymi spadkami motywacji i samopoczucia oraz innych kłód, które życie rzucało mi ostatnio pod nogi. Postanowiłam sobie jednak za cel powrót do regularnego blogowania, bo trochę mi tego ostatnio brakuje. Chcę zainwestować swój czas i energię w bloga i instagrama i dążyć do ich szybszego rozwoju. Będzie to wymagało sporo samozaparcia i dobrej organizacji czasu, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo ;)

Tym słowem wstępu zapraszam Was na pierwszy, ale nie ostatni w tym roku post :)
Miłego czytania!



ALKMIE :klik:


    Ta polska marka jest połączeniem dwóch światów: potęgi natury i potrzeby rozwoju oraz odkrywania nowych rozwiązań. Dlatego unikalne składniki, wysoka jakość i nowoczesne formulacje są nieodłącznymi elementami świata Alkmie.
W produkcji swoich kosmetyków marka kieruje się czterema głównymi wartościami, a są nimi: naturalne składniki i działanie w duchu zero waste, produkty nie testowane na zwierzętach, brak szkodliwych substancji typu SLS, PEG, parabenów czy pochodnych ropy naftowej oraz zrównoważone uprawy, czyli pozyskiwanie surowców z plantacji, które nie wykorzystują sztucznych środków ochrony roślin czy GMO.



JUST UNDO IT BALSAM DO DEMAKIJAŻU :klik:


     Głównym zadaniem tego produktu jest przede wszystkim oczyszczanie twarzy i okolic oczu z makijażu i codziennych zanieczyszczeń. Poza tym ma on również działać nawilżająco, odświeżająco i zapezpieczająco a także stanowić mega dawkę witamin i antyoksydantów
Analizując skład tego kosmetyku możemy znaleźć wiele ciekawych substancji. Na szczycie listy gliceryna, woda, AlkacC13-15 czyli emolient z trzciny cukrowej oraz roślinne trójglicerydy. Te dwa emolienty odpowiadają za zmiękczenie i wygładzenie skóry ale także zabezpieczenie jej przed nadmierną utratą wody. Później mamy olej ze słodkich migdałów, masło shea i kwas hialuronowy - czyli jeszcze więcej nawilżenia. Pantenol dla ukojenia i łagodzenia podrażnień, wyciągi i ekstrakty botaniczne z kwiatów i owoców (m.in. z jabłek, jaśminu, moreli, zielonej herbaty, skórki pomarańczy i wielu wielu innych), które działają antyoksydacyjnie, odświeżająco oraz wzmacniająco na naczynka krwionośne. Do tego wszystkiego skwalan, olej z nasion słonecznika i kwas cytrynowyWszystko to zostało opakowane w plastikową butelkę z pompką dla wygody korzystania.
     Producent zaleca stosować produkt nakładając go zwilżonymi dłońmi na suchą skórę twarzy, by po delikatnym masażu zmyć emulsję wodą lub wacikiem kosmetycznym nasączonym wodą. Formuła balm to milk w kontakcie z wodą powoduje zmianę konsystencji kosmetyku z balsamu w mleczko, co ma ułatwiać rozpuszczenie zanieczyszczeń oraz zmycie produktu z twarzy. 




     Z dużą dozą ciekawości podeszłam do testowania tego kosmetyku. Miałam też dość wysokie wymagania, ponieważ demakijaż ma istotne znaczenie w mojej pielęgnacji. Balsam Just Undo It jest zamknięty w wygodnym opakowaniu opatrzonym etykietą z charakterystycznym dla marki designem. Konsystencja balsamu jest kremowa, pachnie przyjemnie ale delikatnie a do tego pięknie błyszczy różowo fioletowymi drobinkami, czego niestety nie udało mi się uchwycić na zdjęciu. Balsam bardzo łatwo rozprowadza się na skórze. Niestety... na tym zalety tego produktu się kończą. Już przy pierwszym użyciu poczułam, że balsam bardzo szczypie w oczy. Bez względu na to, jakiej metody używam (wacika czy dłoni) nie udało mi się uniknąć tego uczucia. Próbowałam również wykonywać demakijaż pod prysznicem, by mozliwie jak najszybciej zmyć kosmetyk z twarzy ale to też niestety nie pomogło. Często też musiałam powtarzać demakijaż, gdyż balsam miał problemy z domyciem mocniejszego makijażu. Szczególnie, jeśli używałam eyelinera. Poza tym balsam do demakijażu nie podrażniał skóry, nie wywoływał wysypki ani nie zapychał skóry. Miałam jedynie wrażenie, że przez glicerynę zostawiał na skórze mocno wyczuwalny film. Podsumowując... nie jest to kosmetyk, po który sięgnęłabym drugi raz. Uczucie szczypania niestety go dyskwalifikuje. 



HOLY HARMONY - PROBIOTYCZNY ŻEL DO MYCIA TWARZY I CIAŁA :klik:


     Ten delikatny żel przeznaczony jest do pielęgnacji każdego typu skóry. Dzięki zawartości probiotyku i prebiotyku zapewnia skórze dogłębne i dokładne oczyszczanie bez naruszania jej bariery hydrolipidowej oraz naturalnej flory bakteryjnej. Dodatkowo ma koić i uspokajać skórę i zapobiegać uczuciu ściągnięcia i wysuszenia. Żel Holy Harmony może być stosowany do mycia twarzy, ciała a także skóry głowy czy okolic intymnych.
    W składzie, oprócz wody, znajdziemy betainę, która ogranicza przezskórną utratę wody; glicerynę; wyciąg z wąkrotki ajatyckiej - koi, nawilża i działa przeciwzapalnie; sok z Yaconu - nawilża i stymuluje regenerację komórek; bogaty we flawonoidy wyciąg z korzenia tarczycy bajkalskiej; ekstrakt z zielonej herbaty; wyciąg z korzenia lukrecji i kwiatów rumianku; wyciąg z liści rozmarynu - działa przeciwbakteryjnie i przeciwgrzybiczo oraz ekstrakt z jagód pieprzu tasmańskiego, który natychmiastowo wycisza skórę, działa przeciwzapalnie, redukuje obrzęki i uszczelnia naczynia krwionośne.



     Na temat tego żelu moge powiedzieć wiele dobrego. Bardzo ładnie, cytrusowo pachnie i dobrze się pieni, co ma dla mnie duże znaczenie podczas pielęgnacji. Swietnie oczyszcza skóre, nie podrażniając jej ani nie wysuszając. Mimo swojej skuteczności w oczyszczaniu, jest bardzo łagodny i świetnie się sprawdza w pielęgnacji skóry wrażliwej. Dzięki lekko żelowej konsystencji jest bardzo wydajny, co pozwala na długie miesiące wspólnej pielęgnacji, a mnie to bardzo cieszy. Skóra po myciu nie jest ściągnięta ani nadmiernie wysuszona. Jest za to miękka i czule zaopiekowana. Ten kosmetyk jest warty wypróbowania i polecenia. Jedynym minusem było opakowanie, konkretnie pompka, która dość szybko zaczęła się zacinać i w końcu przestała działać. Finalnie byłam zmuszona przelać żel do innej butelki. Jak mniemam, była to wada fabryczna, więc to naprawdę niewielki minusik ;)
    Słowo podsumowania? To naprawdę bardzo dobry kosmetyk!
 



    Klasycznie już wspomnę, że te oraz inne kosmetyki marki Alkmie znajdziecie w ofercie sklepu Topestetic, który jest moim zdaniem jednym z lepiej zaopatrzonych sklepów internetowych. Dodatkowo zawsze możecie liczyć na darmową przesyłkę, gratisowe próbki oraz gadżety.


Jestem ciekawa, czy ktoś z Was używał tych produktów i jakie macie na ich temat wrażenia? Chętnie poznam Wasze zdanie :)

Do zobaczenia niebawem! <3



POPRZEDNI POST Z TEJ SERII: KOSMETYCZNE RECENZJE PART 29 - POLEMIKA OD TOPESTETIC

piątek, 9 września 2022

PACHNIDŁA DO DOMU - MANUFAKTURA NASTROJU

PACHNIDŁA DO DOMU - MANUFAKTURA NASTROJU
    Lato powoli się kończy, wieczory są coraz krótsze i chłodniejsze. Jestem ciepłolubna, wiec na sama myśl o jesieni i zimie robi mi się smutno. Zaraz znowu będzie trzeba założyć grube buty i kurtki i szale i swetry... Naprawdę po stokroć wole upały i ciepły letni deszcze niż chłód :(




    No ale nic nie poradzę, taki mamy klimat i trzeba to wziąć na klatę :P Oczywiście, są rzeczy, które w jesieni lubię, i które mi ten czas uprzyjemniają, więc mam zamiar celebrować te wszystkie rytuały, miłe drobnostki i czasoumilacze, by przetrwać ten czas ;) Jedną z takich rzeczy są świeczki, których jesienią i zimą wypalam bardzo dużo :)



MANUFAKTURA NASTROJU :klik:


    To bydgoska wytwórnia świec i wosków sojowych, która działa w nurcie zrównoważonego rozwoju oraz troski o naturę. Kupując produkty Manufaktury nastroju możecie być pewni, że są one bezpieczne dla otoczenia i powstały bez wyrządzania szkody naturze. Opakowania, w których zamknięte są świece nadają się do recyklingu ale z powodzeniem można je także ponownie wykorzystać do przechowywania różnych rzeczy. 

CZARNA PORZECZKA Z JAŚMINEM I PACZULĄ


    Świeca zamknięta jest w solidnym słoju z ciemnego szkła z plastikowym, zakręcanym wieczkiem. W wosku zatopiony został szeroki, drewniany knot, dzięki któremu świeca topi się równomiernie, i o ile pilnujemy minimalnego czasu palenia, nie grozi nam tunelowanie. 
    Zgodnie z opisem, który znajdziemy na stronie Manufaktury Nastroju, zapach ma przywoływać wspomnienie rodzinnego domu, ogrodu pełnego kwiatów i owoców. Zapach tej świecy ma się kojarzyć beztrosko, przytulnie ale i lekko nostalgicznie. To bardzo owocowo-kwiatowe połączenie przełamane lekką słodyczą i aromatem ziemistej paczuli.




    Wąchając świecę "na zimno" czuć mocno owocowe aromaty i lekką słodycz. Lubię takie zapachy, gdyż podczas palenia pięknie się ze sobą przeplatają i wypełniają przestrzeń. Porzeczka i jaśmin zdecydowanie dominują w pierwszych momentach palenia, jednak po dłuższej chwili do głosu dochodzi paczula. Jest to bardzo wyraźny, przebijający się aromat, który wbrew pozorom nie dusi ani nie przytłacza. Trochę się obawiałam, że paczula  "zepsuje" mi ten owocowo-kwiatowy duet, ale już przy pierwszym paleniu zmieniłam zdanie. Wszystkie aromaty świetnie się uzupełniają i czynią tę świecę naprawdę wyjątkową. Sprawdzi się ona i w ciągu ciepłego dnia, jak i chłodnego wieczoru pod kocem i z książką. Jeszcze przez kilka godzin po zgaszeniu świecy czuć jej aromat w powietrzu. Moja świeca ma aż 500ml, więc zapowiada się wiele miłych wieczorów :)









poniedziałek, 28 marca 2022

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 27 - NOWOŚCI NATURE QUEEN

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 27 - NOWOŚCI NATURE QUEEN

Czołem kochani!
    Jak spędzacie pierwsze dni wiosny? Jak Wasze samopoczucie? Ja się w końcu wygrzebałam z ciągnącego się od trzech tygodni przeziębienia i z kopyta wracam na siłkę. Nie ma czasu do stracenia! Ostatnie słoneczne dni dają mi mega kopa, mam ochotę działać! Dawno się tak nie czułam, więc tym bardziej chcę to wykorzystać ;)




Jakiś czas temu dołączyłam do grona ambasadorek marki NATURE QUEEN, o czym wspominałam już niedawno na insta stories, a relacja jest wciąż dostępna w zapisanych. Dzięki temu mam okazję testować nowe produkty marki i dzielić się swoimi wrażeniami na ich temat. I w dzisiejszym wpisie chciałabym Wam przedstawić dwa nowe kosmetyki, które pojawiły się niedawno w ofercie marki.


KOFEINOWE SERUM POD OCZY :klik:


    Jedną z pierwszych nowości marki Nature Queen jest serum pod oczy. Jest to kosmetyk skierowany do osób, które szukają nawilżenia, napięcia i wygładzenia skóry w okolicy oka. Może być stosowany zarówno na dolną jak i górną powiekę, gdyż dobrze współpracuje z makijażem. Skład tego wodnego serum został wzbogacony o wyciąg z zielonej herbaty, estry oleju z pestek moreli, który odżywia, zmiękcza i poprawia kondycję skóry. Kofeina pobudza mikrokrążenie i niweluje worki i cienie wokół oczu, ekstrakt z wina działa na zmarszczki, wyciąg z wąkrotki azjatyckiej łagodzi, koi i działa przeciwzapalnie a ekstrakt z kakaowca odżywia i napina skórę.




    Konsystencja serum jest średnio gęsta i dość wodnista. Mimo mlecznego koloru nie bieli skóry i szybko się wchłania. Formuła serum sprawia, że jest ono mega wydajne i na całą okolicę oka wystarczy już niewielka kropelka. Kofeinowe serum pod oczy Nature Queen świetnie sprawdza się pod makijaż, nic się na nim nie roluje, nie spływa ani nie gromadzi w załamaniu powieki. Zapach jest bardzo delikatny, ledwo wyczuwalny. Kosmetyk nie podrażnia skóry, nie powoduje łzawienia czy zaczerwienienia w obrębie oka. 


    Od jakiegoś czasu chciałam skusić się na kosmetyk właśnie z kofeiną w składzie. Jeśli odwiedzacie mnie czasem na insta, gdzie często pojawiam się bez makijażu, mogliście zauważyć brązowe cienie wokół oczu. Taka moja uroda, odziedziczyłam to w genach, jednak wciąż szukam kosmetyku, który będzie w stanie choć w pewnym stopniu je zniwelować. Często też zdarza mi się też budzić z lekko opuchniętymi powiekami. Czy serum kofeinowe sprostało moim wymaganiom? Częściowo na pewno! Poranna opuchlizna dużo szybciej znika po zastosowaniu serum, cienie zaś wydają się niej intensywne, szczególnie na ich krawędziach. Poza tym skóra wokół oczu jest dobrze nawilżona, napięta i odżywiona. Dzięki temu, że serum jest na bazie wody, nie obciąża delikatnej skóry okolic oka. 




INTENSYWNE SERUM LIFTINGUJĄCE :klik:


    Drugą nowością w ofercie jest Intensywne serum liftingujące do pielęgnacji twarzy. Tak samo, jak w przypadku serum pod oczy, jest to kosmetyk na bazie wody, co zapewnia o jego lekkości i łatwości stosowania. Serum przeznaczone jest do każdego typu cery a w szczególności polecane jest dla skóry z pierwszymi oznakami starzenia, której zależy na wygładzeniu. W składzie znajduje się wiele ciekawych składników, m. in. bogaty w polisacharydy ekstrakt z glediczji trójcierniowej, olej z rzeżuchy łąkowej ogranicza utratę wody i wspomaga wchłanianie składników aktywnych w głąb skóry, ekstrakt z maku polnego pobudza syntezę kolagenu i działa antyoksydacyjnie; olej z nasion słonecznika nawilża wygładza i tworzy na skórze powłokę ochronną. Dzięki swojej konsystencji, serum jest bardzo wydajne. Butelka wyposażona w szklaną pipetę ułatwia aplikację odpowiedniej ilości kosmetyku a już 2-3 krople wystarczą na skórę całej twarzy. Zapach serum jest bardzo delikatny i dość szybko się ulatnia.



    Intensywne Serum Liftingujące to kosmetyk bardzo przyjemny w użyciu. Szybko się wchłania, co w porannej rutynie jest niezwykle ważne. Nie pozostawia tłustego filmu więc podkład nieźle się trzyma i nie ślizga. Zaobserwowałam jednak, że po rozprowadzeniu i wyschnięciu może "sklejać" skórę. Nie wiem, czy mnie dobrze zrozumiecie :P Chodzi o to, że przez chwilę, krótki moment od wyschnięcia do całkowitego wchłonięcia, skóra jest odrobinę lepka. Problem znika, jeśli po aplikacji serum delikatnie oklepiemy skórę twarzy opuszkami palców. A umówmy się, delikatny masaż jeszcze nikomu nie zaszkodził ;) Producent zapewnia, że serum może być stosowane samodzielnie lub z innymi kosmetykami. Jednak tu zauważyłam, że nie do końca dogaduje się z kosmetykami o bardziej tłustych formułach, gdyż może się rolować.




    Po trzech tygodniach stosowania tego serum zauważyłam, że moja skóra twarzy jest dużo bardziej gładka i jednolita. Niewielkie przebarwienia zostały rozjaśnione a nierówności wygładzone. Zmarszczki? Moje całe 2,5 zmarszczki na czole niestety nie zniknęły :P aczkolwiek zauważyłam ich lekkie spłycenie. Uznaję to za sukces, i będę dalej stosować Serum Liftingujące obserwując efekty. Warto dodać, że serum nie podrażnia mojej skóry twarzy, nie zapycha mimo stosowania dwa razy dziennie ani nie powoduje wyprysków




Przesyłka niezmiennie zawierała kilka próbek a także miniaturowe olejki. Bardzo lubię takie dodatki, bo mogę wypróbować olej, zanim kupię jego pełnowymiarową wersję :) Tak jak olej z pestek jeżyn, nad którego zakupem się ostatnio zastanawiałam. 






Linki zawarte w tym wpisie są linkami afiliacyjnymi. Co to znaczy? To znaczy, że każde wasze kliknięcie zapisze się w moich ambasadorskich statystykach, co może w przyszłości przełożyć się na kody rabatowe i zniżki specjalnie dla Was ;) Jeśli zaś zdecydujecie się na zakup jakiegokolwiek kosmetyku za pośrednictwem mojego liku, do mojej skarbonki wpadnie kilka groszy. Oczywiście nic na siłę, ale będzie mi bardzo miło ;) Tak, jak mówiłam już na instastories, polecam kosmetyki Nature Queen nie tylko dlatego, że jestem ambasadorką marki. Od wielu lat stosuję i chwalę sobie kosmetyki marki, regularnie zaopatruję się w hydrolaty i próbuję nowości. I choć post powstał we współpracy z marką, to moja opinia jest jak zawsze w 100% obiektywna i rzetelna ;)



Jestem bardzo ciekawa, czy macie już jakieś doświadczenia z kosmetykami marki NATURE QUEEN. Chętnie poczytam Wasze opinie w komentarzach. Życzę Wam miłego tygodnia pełnego słońca <3 

czwartek, 13 stycznia 2022

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 26 - A.FLORENCE SKINCARE OD TOPESTETIC

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 26 - A.FLORENCE SKINCARE OD TOPESTETIC
Witajcie kochani w Nowym Roku!
Mam nadzieję, że wchodzicie w 2022 z taką samą motywacją, energią i nadzieją jak ja :)

    Przyznam się bez bicia, że w tym świąteczno- noworocznym okresie dużo odpoczywałam i odrobinę się leniłam ale też mocno świętowałam :P Było mi to jednak bardzo potrzebne i dzięki temu mam dobry nastrój i siłę do działania :)




W dzisiejszym poście chciałabym opowiedzieć Wam o alternatywie dla mleczek, płynów i olejków do demakijażu. Zapraszam Was na recenzję balsamu do demakijażu.



A.FLORENCE SKINCARE :klik:

    Ta brytyjska marka stawia na naturalne ekstrakty, oleje, witaminy oraz kwasy, by zapewnić skórze to, co w naturze najlepsze. Proces tworzenia kosmetyków jest kontrolowany i dopieszczany na każdym jego etapie. Od samego pomysłu, przez pozyskiwanie składników po produkcję i pakowanie. Produkty powstają w londyńskim studio w małych partiach, by zapewnić produktom jak najdłuższą świeżość i moc zawartych w nich składników. Wszystkie surowce, z których powstają produkty marki A.FLORENCE SKINCARE są organiczne, wegańskie, wolne od GMO, nie zawierają też zbędnych substancji zapachowych. Także opakowania są z surowców nadających się do recyklingu, np. szkło, bawełna, drewno)



BALM-TO-MILK :klik:

    Organiczny, bezwodny i bezwonny balsam do demakijażu to produkt do codziennego oczyszczania skóry twarzy z makijażu oraz nagromadzonych w ciągu dnia zanieczyszczeń. Dzięki naturalnym składnikom może być stosowany do każdego typu skóry, również bardzo wrażliwej czy trądzikowej. W składzie możemy wyróżnić między innymi zeolity, czyli wulkaniczne minerały, które są ujemnie naładowane i dzięki temu absorbują zanieczyszczenia z naszej skóry; działający antyoksydacyjnie, wygładzająco i nawilżająco olej babassu; olej z pachnotki ma działanie przeciwzapalne i antybakteryjne, glinka różowa wchłania sebum; olej z nasion słonecznika; witaminę E.




    W swojej kosmetycznej podróży przerobiłam naprawdę dużo różnych kosmetyków do demakijażu. Od mleczek, płynów micelarnych, których (o zgrozo!) zdarzało mi się nie zmywać, przez chusteczki do demakijażu aż po emulsje i oleje, które szczególnie sobie ukochałam. Dlatego też z dużym entuzjazmem i nieskrywaną ciekawością podeszłam do testowania tego balsamu. Od samego początku zaskoczył mnie swoją konsystencją, bo oczekiwałam czegoś o formule kremu. A to po odkręceniu wieczka oczom ukazuje się kosmetyk w bardzo stałej, sztywnej formie. Nic bardziej mylnego. Zaraz po nabraniu odrobiny na dłonie dosłownie rozpłynął się i był gotowy do nałożenia na twarz. Demakijaż tym produktem jest bardzo łatwy i przyjemny, o ile nie przeszkadza Ci olejowa formuła ;) Makijaż, nawet ten mocny, szybko się rozpuszcza. Następnie wystarczy zwilżyć dłonie wodą i masować twarz jeszcze przez chwilę. Ma to na celu zemulgowanie oleju i doprowadzenie go do mlecznej formy, co z kolei bardzo ułatwia zmycie go z twarzy.




    Mimo zawartości olejów balsam nie pozostawia na skórze tłustej warstwy. To na pewno przekona tych, którzy rezygnują z demakijażu olejami przez uczucie tłustej skóry po ich aplikacji. Skóra twarzy jest wyraźnie oczyszczona, gładka i dobrze przygotowana na kolejne etapy pielęgnacji. Byłam pozytywnie zaskoczona tym, jak łatwy jest demakijaż z użyciem tego balsamu. Choć kocham oleje za ich delikatność, to balsam marki A. Florence Skincare odważnie przejmuje pałkę pierwszeństwa właśnie dzięki tej łatwości stosowania.

    Do zalet balsamu BALM-TO-MILK można śmiało zaliczyć to, że skóra nie szczypie, nie jest podrażniona ani ściągnięta, oczy również nie są zamglone czy zaczerwienione. Brak tłustej warstwy, o czym już wspomniałam. Na plus przemawia też fakt, że nie ma potrzeby używania wielorazowych szmatek czy wacików, wystarczą nam bowiem same dłonie i czysta woda. Urocza bambusowa szpatułka pozwala na wydobycie odpowiedniej porcji balsamu ze słoiczka, bez wpychania do niego paluchów. Zaskakująca jest też wydajność balsamu,  wystarczy naprawdę niewielka ilość, by oczyścić całą twarz. Producent dopuszcza powtórzenie oczyszczania w przypadku mocniejszego makijażu, jednak osobiście nie czułam takiej potrzeby. Wystarczyło wziąć odrobinę więcej balsamu i nawet eyeliner bez problemu się rozpuszczał. 



    W mojej ocenie balsam do demakijażu marki A.FLORENCE SKINCARE to naprawdę świetny kosmetyk. Spełnił wszystkie moje oczekiwania a nawet więcej. Zapewnia mojej skórze porządny demakijaż, oczyszczenie i pielęgnację w jednym. Buzia jest gładka, miękka a pory oczyszczone. Sama aplikacja i masaż są równie przyjemne, jak skóra po. Czy polecam? Zdecydowanie tak! 

    Zarówno balsam, jak i inne kosmetyki tej marki znajdziecie oczywiście w ofercie sklepu TOPESTETIC, dzięki któremu powstała ta recenzja. Sama przesyłka niezmiennie kryła w sobie garść próbek i gadżet z logiem marki - mega pojemna i poręczna lniana torba, z którą zakupy czy wakacyjne wypady na plażę będą jeszcze przyjemniejsze <3 





Jaką formę demakijażu wybieracie najczęściej? Stosowaliście już kiedyś balsamy do demakijażu? Może macie coś godnego polecenia? :)



środa, 24 listopada 2021

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 25 - RESIBO OD TOPESTETIC

KOSMETYCZNE RECENZJE PART 25 - RESIBO OD TOPESTETIC
Witam Was w ten chłodny jesienny wieczór.
    Odrobinę zaniedbałam bloga, ale na swoje usprawiedliwienie mam swoją kiepską kondycję ostatnimi czasy. Cały ubiegły tydzień przeleżałam w domu pod kocem pracując zdalnie. W tym czasie walczyłam z gorączką, kaszlem i okropnym katarem tracąc na koniec głos. Dziś, choć jeszcze pokasłuję i mam chrypkę, czuję się dużo lepiej a i do biura miło było wrócić :) 

    Nie próżnowałam jednak jeśli chodzi o testowanie produktów. Przez ostatni miesiąc testowałam kolejny kosmetyk polskiej marki RESIBO, ale o tym za chwilę. Najpierw chciałam wspomnieć o tym, jak przebiegał proces dobrania odpowiedniego kosmetyku do potrzeb mojej skóry.




    Miałam okazję przeprowadzić bardzo miłą rozmowę z Panią Kosmetolog z załogi sklepu TOPESTETIC. Najpierw zostałam poproszona o opisanie swojej cery, jej problemów, jej charakterystyki oraz skłonności do podrażnień czy alergii. Po mojej krótkiej opowieści Pani kosmetolog zadała kilka dodatkowych, szczegółowych pytań by wyeliminować wszelkie niedopowiedzenia. Pytania były dociekliwe, ale dzięki temu zebrane zostały wszystkie niezbędne informacje o mojej skórze twarzy. Pani kosmetolog poprosiła także, bym opowiedziała o mojej aktualnej  pielęgnacji i kosmetykach które lubię. Przyznam, że ta rozmowa bardzo mnie zaskoczyła. Oczywiście pozytywnie, bo Pani kosmetolog bardzo szybko analizowała moje wypowiedzi i wyciągała trafne wnioski. 


GAME CHANGER - RESIBO :klik:

    To lekki, przeciwstarzeniowy krem, w którym główną rolę odgrywają retinol i bakuchiol. Połączenie tych dwóch składników ma pobudzać produkcję kolagenu i elastyny, regulować wydzielanie sebum, wygładzać skórę twarzy a także niwelować przebarwienia. Dawka tych dwóch składników jest na tyle silna, by z łatwością zauważyć ich działanie na skórze. Jest jednocześnie bardzo łagodna, by nie powodować podrażnień skóry. Game Changer polecany jest dla skóry, na której pojawiają się pierwsze oznaki starzenia, dla skóry dojrzałej a także cery tłustej, trądzikowej i skłonnej do niedoskonałości.




    W składzie kremu znajdziemy olej z otrąb ryżowych, który działa nawilżająco tworząc na skórze ochronny film, tokoferol, olej z nasion słonecznika i ekstrakt z kory drzewa chinowego działa oczyszczająco i reguluje wydzielanie sebum. Do tego flawonoidy, kwas kofeinowy i kwas ferulowy. Najważniejszymi składnikami są tu oczywiście uwodorniony retinol oraz bakuchiol. Pierwszy - retinol H10- stymuluje syntezę kwasu hialuronowego, co znacząco wpływa na poziom nawilżenia skóry i poprawę elastyczności skóry. Bakuchiol z kolei pobudza skórę do produkcji kolagenu i elastyny, co pomaga redukować zmarszczki. Ogranicza także produkcję melaniny a tym samym zapobiega powstawaniu przebarwień.

    GAME CHANGER ma bardzo lekką konsystencję, szybko się wchłania i jest właściwie bezzapachowy. Z uwagi na zawartość retinolu, jest to krem dedykowany wieczornej pielęgnacji skóry twarzy. Ponadto, jeśli nie stosowaliście tego składnika wcześniej, należy zacząć od stosowania go co trzy dni, by budując tolerancję stopniowo zwiększać częstotliwość stosowania. Ważne jest również to, by pamiętać o ochronie przeciwsłonecznej w ciągu dnia (minimum SPF30), gdyż skora w trakcie stosowania retinolu może być dużo bardziej wrażliwa.




    To nie jest mój pierwszy post na temat kosmetyków marki Resibo. Wcześniej pisałam o nich tu :klik: i tu :klik:. Niezmiennie zachwycił mnie design opakowania i z dużym smutkiem przyjęłam ostatnią informację o zmianie szaty graficznej produktów marki Resibo, bo uwielbiam te kartonikowe tubki z cudnymi roślinnymi motywami. Co jest jednak najważniejsze to to, że bez względu na wygląd opakowania, formuła kosmetyków zostaje ta sama :)

 
    Krem Game Changer już od jakiegoś czasu budził moje zainteresowanie, gdyż chciałam spróbować retinolu w pielęgnacji. Trochę się jednocześnie obawiałam, że skończę z podrażnieniami czy wysypem pryszczy. Nic takiego na szczęście nie miało miejsca, o ile trzymałam się zasady stosowania co 2-3 dni. Od początku moja skóra bardzo dobrze tolerowała retinol i nie pojawiały się na mojej buzi żadne niespodzianki. Po tygodniu zwiększyłam częstotliwość stosowania z trzech dni na dwa i tu też o dziwo nie było żadnych nieproszonych gości ;) Ośmieliło mnie to do tego stopnia, że pewnego dnia postanowiłam zastosować krem dwa wieczory z rzędu. Pewnie Was nie zaskoczę jeśli powiem, że nie był to dobry pomysł :P
    Choć nie było dramatu, to zauważyłam na mojej skórze pojawiło się kilka czerwonych punkcików. Zrzucam to jednak na karb ciekawości, bo jestem z tych co muszą sprawdzić pewne rzeczy na własnej skórze, żeby się przekonać. Tak właśnie było, bo po powrocie do stosowania co drugi dzień moja skóra szybko wróciła do normy i tak jest do teraz :) 




    Przy regularnym stosowaniu moja skóra jest odczuwalnie gładsza, dużo mniej mam nowych wyprysków, te istniejące zaskórniki zostały zniwelowane a pory zwężone. Nie wiem, czy jaśniejsza skóra to zasługa retinolu, bo jesienią moja twarz zawsze "zmienia ubarwienie" i staje się bardzo blada, zauważyłam jednak rozjaśnienie piegów, których nabawiłam się latem ;) 
Moje trzecie spotkanie z kosmetykami Resibo było równie satysfakcjonujące, co dwa poprzednie. Marka ma moje pełne zaufanie i na pewno będę po te kosmetyki regularnie wracać. Może się powtórzę, ale cieszy mnie to, że jest na polskim rynku tak świetna marka.






    Moje całkowite zaufanie ma też sklep TOPESTETIC. Pani Kosmetolog stanęła na wysokości zadania i wybrała dla mnie naprawdę świetny produkt, który odpowiada aktualnym potrzebom mojej skóry. Dołączone do zamówienia próbki pozwolą przetestować kolejne produkty a dzięki gratisowej rękawiczce demakijaż olejami będzie jeszcze bardziej przyjemny :)



Jak to jest z Wami, kochani? Stosujecie kremy z retinolem lub bakuchiolem? Może boicie się spróbować? Jeśli tak jest, to rozmowa z kosmetologami z ekipy sklepu Topestetic na pewno rozwieje wszelkie wątpliwości czy obawy :)




środa, 15 września 2021

MOJE TOP 10 KOSMETYKÓW ZE SKLEPU TOPESTETIC

MOJE TOP 10 KOSMETYKÓW ZE SKLEPU TOPESTETIC

Hej!
    Z naszego wyjazdu do Kijowa nic nie wyszło. Niestety czasem tak bywa, że trzeba odpuścić pewne rzeczy na poczet innych spraw i tak też właśnie się stało. Ale jak to mówią... Co się odwlecze, to nie uciecze. Będzie na pewno jeszcze odpowiedni czas jak okazja na taki wyjazd więc nic straconego. Jesteśmy już właściwie na finiszu przeprowadzki i zostało nam jedynie wysprzątać wynajmowane mieszkanie i rozpakować się w nowym. Jeszcze nie czuje się tu "jak u siebie" ale myślę, że to przyjdzie z czasem ;)



Ale dziś temat lekki, łatwy i przyjemny, bo post będzie o moich ulubionych kosmetykach ze sklepu TOPESTETIC. Trochę już mi się udało ich przetestować, więc zapraszam na moją wspaniałą 10!

CLEANSING OIL - RESIBO :klik

 

 
    To dzięki temu produktowi pokochałam demakijaż olejami. Cleansing oil ma prosty skład, w którym główne skrzypce grają oleje z lnu, z pestek, winogron, olej abisyński, awokado i manuka. Dodatkowo tokoferol, czyli witamina E i delikatne substancje zapachowe. Olejek świetnie radził sobie nawet z mocnym, wodoodpornym makijażem, nie podrażniał skóry, nie zapychał porów i nie powodował "mgły" na oczach. Po prawidłowo wykonanym demakijażu i usunięciu kosmetyku z twarzy za pomocą wilgotnej ściereczki skóra pozostaje miękka, nawilżona ale nie tłusta. Cudna ściereczka niestety dokonała swego żywota. Ale przy codziennym stosowaniu to nic dziwnego ;) Wielorazowe waciki czy inne ściereczki również świetnie się nadają :)
 
Pełną recenzję przeczytacie tutaj :klik:
 

 INSTANT BEAUTY MASK - RESIBO :klik:

 

    Ta rozkosznie żółta maska stała się hitem wielu urodowych blogerek i instagramerek i zupełnie mnie to nie dziwi. Ja też pokochałam ją niemal od pierwszego użycia. Zawiera wyciąg z cykorii, masło shea, masło kokumowe, olej z kiełków pszenicy, trehalozę, olej rokitnikowy, witaminę C, sole kwasu hialuronowego, wyciąg z korzenia rabarbaru, olej słonecznikowy oraz tokoferol. 
Maska bardzo dobrze nawilża i wygładza skórę, która dzięki temu wygląda na wypoczętą i odżywioną. Uwielbiam to uczucie miękkości i tego, że po użyciu maski skóra jest promienna i wygląda młodziej. Stosowałam ją zawsze przed większymi wyjściami i nigdy mnie nie zawiodła. Niebawem mam zamiar kupić ją ponownie.
 
Pełną recenzję przeczytacie tutaj :klik:
 

CUKROWY PEELING DO CIAŁA - OH!TOMI :klik:

 


 
    Pachnący soczystym grejpfrutem peeling do ciała to wspomnienie słonecznego lata i ciepłych dni. Tego peelingu chciało się używać codziennie! Bywały dni, że zimowym rankiem otwierałam go tylko po to, by poczuć ten cudowny zapach i obudzić zaspane zmysły. W składzie oprócz cukru mamy masło shea, olej z pestek winogron, lecytynę, pochodną witaminy C, olej z nasion słonecznika oraz tokoferol. Grube ziarna cukru świetnie złuszczały martwy naskórek i masowały skórę pobudzając krążenie. Masło shea niestety pozostawiało po sobie lekko tłusty film, ale dzięki temu skóra była dobrze nawilżona przez długi czas. Zapach pozostawał na skórze bardzo długo, co w tym przypadku zupełnie mi nie przeszkadzało. Przy regularnym stosowaniu skóra była wyraźnie bardziej napięta i miękka
 
Pełną recenzję przeczytacie tutaj :klik:

REPAIR BY NIGHT - VEOLI BOTANICA :klik:

 

 
    To, co ten krem robił z moją twarzą to było coś niesamowitego! Choć krem był bardzo treściwy i o gęstej konsystencji nie zapychał porów i nie pozostawiał tłustej powłoczki. Porządnie odżywiał skórę, nawilżał ją i wygładzał. O poranku skóra była w dotyku aksamitnie miękka i ukojona. A w składzie kremu: olej z nasion słonecznika, olej rzepakowy, ksylitol, olej z pestek winogron, wyciąg z truskawki, jeżyny krzewiastej z owoców maliny właściwej, hydrolizowany owies, olej z nasion pomidora oraz żurawiny, tokoferol, likopen, olej z pestek moreli i śliwki, wyciąg z czarnej porzeczki, pantenol, ekstrakt z owoców winorośli, wyciągi z rumianku i nagietka oraz olejek ze skórki słodkiej pomarańczy. 
Jest to krem, do którego na 100% wrócę, bo cudownie działał na moją skórę. 
 
Pełną recenzję przeczytacie tutaj :klik:

ANTYOKSYDACYJNE SERUM Z WITAMINĄ C - CLOCHEE :klik:

 

 
   Serum olejowe z witaminą C od Clochee ma bardzo krótki skład. Znajdziemy w nim oleje z nasion słonecznika, ze słodkich migdałów oraz  jojba, ekstrakt z róży francuskiej, olej z pestek winogron oraz śliwki oraz tokoferol. Mimo składu bogatego w oleje, serum nie miało tendencji do zapychania czy powodowania wyprysków. Świetnie współgrało z innymi kosmetykami ale sprawdzało się także solo. Wprawdzie pozostawiało wtedy lekki film na skórze, ale nie było to zbyt uciążliwe. Serum działało na moją skórę nawilżająco, otulająco i wygładzająco. Zauważyłam również lekkie rozjaśnienie przebarwień oraz wypełnienie drobnych zmarszczek. I to, co jeszcze dobrze wspominam a'propos tego serum to jego zapach! Delikatny, piękny i przypominający zapach żelków Haribo xD Serum antyoksydacyjne od Clochee to świetny kosmetyk, który naprawdę bardzo dobrze wspominam :)
 
Pełną recenzję przeczytacie tutaj :klik:

DROBNOZIARNISTY PEELING DO TWARZY -CLOCHEE :klik:

 

 
    Zawsze myślałam, że im większe drobinki w peelingu, tym lepsze oczyszczanie i złuszczanie. Ten peeling pokazał mi (i to na mojej własnej skórze :P ) w jak dużym błędzie byłam. Peeling od Clochee ma tak maleńkie drobinki, że wyczuwalne są dopiero podczas aplikacji. Bez problemu docierają one w miejsca takie, jak np załamanie płatków nosa dokładnie je oczyszczając. Dzięki temu z mojej twarzy zniknęły wszelkie zanieczyszczenia, suche skórki a pory zostały oczyszczone. Skóra po użyciu tego peelingu była niezwykle gładka i jędrna, bez podrażnień czy uczucia ściągnięcia. Doskonale przygotowana na kolejne etapy pielęgnacji :) Skład peelingu przedstawia się następująco: tlenek glinu - korund, olej ze słodkich migdałów, masło shea, wyciąg z korzenia lukrecji, ekstrakt z bazylii, wyciąg z jabłoni domowej, tokoferol, pochodne witaminy C i kwas cytrynowy.
 
Pełną recenzję przeczytacie tutaj :klik:

INVISI - VITA LIBERATA :klik:

 

 
    Wodna, przezroczysta, bezwonna i w 90% organiczna pianka samoopalająca była dla mnie pierwszym tego typu kosmetykiem od wielu lat. Choć pierwsza aplikacja nie do końca mi się udała i narobiłam sobie plam, to bardzo polubiłam tę piankę i często jej używałam. Dobrze się rozprowadza ale szybko wchłania, skóra się nie lepi i nie jest ściągnięta. Efekt uzyskany po jednej aplikacji jest bardzo delikatny i dzięki temu możemy go stopniowo "budować". Dodatkowo opalenizna schodzi równomiernie, co wygląda dość naturalnie. Skład pianki oparty jest na soku ze świeżych liści aloesu, dalej w składzie mamy ekstrakt z korzenia lukrecji, ekstrakt z liści malin, wyciąg z granatu, z liści miłorzębu japońskiego i liści ogórka a także wyciągi z oczaru wirginijskiego, papai, melona. kwas hialuronowy a także hydrolizowany jedwab. To naprawdę godna wypróbowania alternatywa dla tych, którzy nie przepadają za wylegiwaniem się w słońcu ;) 
 
Pełną recenzję, jak i wskazówki co do samej aplikacji przeczytacie tutaj :klik

KONCENTRAT POD OCZY - D'ALCHEMY :klik:

 

 
    Ten koncentrat to najlepszy krem pod oczy jaki miałam. Serio! Skład oparty na hydrolacie z róży damasceńskiej uzupełniomy został o wyciąg z liści oczaru wirginijskiego, maslo shea i shorea, olej z lnu, olej arganowy i z nasion róży piżmowej, olej kokosowy i z owoców buriti, wyciągu z oczaru wirginijskiego, z kwiatów dziurawca, kwiatów rumianku, ekstrakt z nasion orzecha włoskieho, wyciągi z kwiatów dzikiego ślazu, lipy szerokolistnej i liści mięty pieprzowej, olejki z róży damasceńskiej oraz lawendy, kwas cytrynowy, tokoferol, olej sojowy i skwalen.
Turbo wydajny kosmetyk, który cudownie nawilża delikatną skórę wokół oczu nie powodując jej obciążenia czy podrażnień. Krem wtapia się w skórę, dzięki czemu świetnie sprawdza się pod makijażem, Korektor się na nim nie waży, nie roluje ani nie ślizga. Poranna opuchlizna jest znacznie mniej widoczna, co jest dużym plusem działania tego koncentratu. Delikatny, różany zapach tez bardzo przypadł mi do gustu. Jak dla mnie jest to kosmetyk idealny i mimo dość wysokiej ceny na pewno kupię go ponownie :)  
 
Pełną recenzję przeczytacie tutaj :klik:
 

BALSAM DO CIAŁA GLOW - CLOCHEE :klik:

 

 
    Mój hit lata. Intensywnie rozświetlający balsam ze słotą miką cudownie podkreśla i "podkręca" wakacyjną opaleniznę. Dzięki temu skóra wygląda pięknie i zdrowo. Balsam GLOW nie pozostawia smug czy plam na ubraniach (nawet tych jasnych), dobrze się wchłania, nie migruje w ciągu dnia a skóra się po nim nie lepi. Poza upiększaniem skóry złotymi drobinkami, balsam zapewnia też solidną dawkę nawilżenia, więc czego chcieć więcej? :) Oprócz wspomnianej już złotej miki w składzie znajdziemy między innymi sok z liści aloesu, masło skea, olej z kiełków pszenicy, erytulozę, wyciąg z bursztynu, tokoferol i kwas cytrynowy. Ten balsam zmienił moje postrzeganie balsamów z drobinkami :) Na pewno będę regularnie do niego wracać.
 
Pełną recenzję przeczytacie tutaj :klik:
 

ALL CLEAN - RESIBO :klik:

 

 
    "Last bt not least". Mój najświeższy z ulubieńców - maska z glinką od Resibo. Choć w sumie powinnam napisać "maska z glinkami", bo jest ich w skłądzie aż trzy: czerwona, różowa i biała. Oprócz tego w składzie mamy też olej z awokado, D-panthenol, olej jojoba, dwa rodzaje hialuronianu sodu, tokoferol, wiciąg z kory mydłoki, owska i wąkrotki azjatyckiej, ekstrakt z granatu, olej z nasion słonecznika oraz olej manuka. Ta gęsta jak masełko maska przyjemnie sunie po twarzy i otula skórę podczas pielęgnacji. Po jej zmyciu skóra jest przyjemnie miękka, nawilżona i oczyszczona. Maska nie zapycha porów i nie powoduje podrażnień czy niedoskonałości. Lubię tę maskę, bo po jej użyciu skóra jest zregenerowana, promienna, dopieszczona i mięciutka. Maska jest łatwa do zmycia, gdyż nie zasycha tak jak mają w zwyczaju maski z glinkami.  
 
Pełną recenzję przeczytacie tutaj :klik:





I to by było na tyle, jeśli chodzi o moich kosmetycznych ulubieńców ze sklepu Topestetic ale... 

...oczywiście kosmetyki to nie jedyna rzecz, za którą lubię i cenię ten sklep, bo oprócz szerokiej oferty wyselekcjonowanycj, dobrej jakości kosmetyków sklep oferuje dużo więcej. 
Przez 7 dni w tygodniu za pośrednictwem okienka czatu na stronie, maila czy infolinii możemy skorzystać z darmowej porady kosmetologa, który pomoże dopasować odpowiedni kosmetyk do potrzeb naszej skóry. Wysyłka i zwrot są zawsze darmowe i to bez względu na wartość zamówienia a do każdej przesyłki dodawane są spersonalizowane próbki, prezenty i gadżety sklepu. Program lojalnościowy pomaga zbierać punkty za każde zamówienie a każda napisana na stronie sklepu opinia o stosowanym produkcie daje kolejne 50 punktów. Możemy je później wymienić na przykład na darmowy produkt z Topkatalogu.


Copyright © in progress , Blogger